Niezależna prokuratura – jak na razie w ramach naszej koślawej demokracji - to tylko utopia. Pokazuje to chociażby śledztwo ws. afery Rywina, rzekomego emisariusza grupy trzymającej władzę. Prokuratura zamiast stać na straży interesu publicznego, wciąż pozostaje na usługach władzy.

REKLAMA

Teoretycznie prokurator powinien być niezależny – tak stanowi prawo. Jednak praktyka pokazuje, że jest na odwrót. Chociażby ingerencja ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości na przebieg śledztwa w sprawie Rywina - prokuratorzy dostali na kartce pytania, jakie mają zadać premierowi Millerowi. To rzecz zupełnie niespotykana w praktyce prokuratorskiej – wyznała przed komisją śledczą była prokurator Wanda Marciniak, jedna z prowadzących śledztwo w sprawie afery Rywina.

Powód takiej sytuacji? Prokurator, na którego są wywierane naciski z góry, nie ma się do kogo odwołać. Może jedynie pójść na skargę do swojego zwierzchnika, czyli osoby, która wcześniej wydała mu polecenie... Istne błędne koło.

Prokurator, który odważyłby się na nieposłuszeństwo, po prostu traci pracę. Aby to ukrócić poseł Zbigniew Wassermann proponuje kontrolę społeczną nad prokuratorami. Myślę tu o kontroli sejmowej - tłumaczy. W sytuacji, gdyby prokurator, na którego stosowane są naciski, nie musiał się bać i mógłby złożyć informację do komisji sprawiedliwości, to jest szansa, że jego pzrełożony nie odważyłby się sięgać po naciski.

To trzeba ciąć, to jest rak - dodaje Wassermann. Pytanie tylko, czy posłowie staną na wysokości zadania i zechcą zmienić parwo, czy znów skończy się na czczej gadaninie...

16:55