To miała być pierwsza w Polsce i trzecia w Europie fabryka leków z krwi. Chodzi o laboratorium frakcjonowania osocza w Mielcu. Są dwa budynki - laboratoryjny i administracyjny - oraz... komornik. I licytacja nieruchomości, oszacowanej na ponad mln zł.

REKLAMA

Produkcja miała ruszyć już 4 lata temu, były minister zdrowia miał nawet zamiar zamawiać w Mielcu leki, ale nic z tego nie wyszło. Do Mielca nie dotarła nawet linia technologiczna do produkcji leków z krwi, warta 5,5 mln zł.

Kredyt na fabrykę poręczyła ekipa Włodzimierza Cimoszewicza – 32 mln dolarów. A banki, które pożyczyły pieniądze, wciąż nie mogą ich odzyskać.

Samego konsorcjum banków to jest na dzisiaj 140 mln zł., natomiast pozostali wierzyciele, to są kwoty nieporównywalne, bo to są świadczenia w 90 % byłych pracowników, ok. – strzelam – 300, 400 tys. zł. - wylicza Wiesław Lichaczewski, komornik usiłujący odzyskać choć część pieniędzy.

Tymczasem w Mielcu nikt nie chce sobie robić nadziei na nowe miejsca pracy. Ponad 500 osób miało znaleźć pracę, to zwolniono pielęgniarki ze szpitala i lekarza. Nic z tego nie wyszło. Bardzo nad tym ubolewamy i jesteśmy bardzo zawiedzeni. Inwestycja okazała się nieudana - narzekają rozczarowani mieszkańcy miasta.

A sprawą przepływu pieniędzy i działalnością spółki, mającej uruchomić produkcję leków z krwi w Mielcu, zajęła się już prokuratura i Centralne Biuro Śledcze.

14:15