Uszkodzone radiowozy, wstrzymany ruch - to skutki szaleńczego pościgu, jaki rozegrał się na trasie Lublin-Warszawa. Na szczęście, obyło się bez ofiar. Zaczęło się niewinnie - Wojciech L. miał tylko odebrać samochód z policyjnego parkingu...

REKLAMA

Samochód Wojciecha L. trafił pod klucz po tym, jak podczas wczorajszej kontroli okazało się, że jego kierowca pił alkohol. Dziś mężczyzna miał się stawić na komisariacie. Jednak Wojciech L. na policję nie dotarł, zdemolował ale za to bramy parkingu, wystraszył stróża...

Po czym wsiadł do auta i ruszył z piskiem opon. Na trasie wylotowej z Warszawy docisnął pedał gazu – rozpędził się do 170 km/h. Uciekał przez 60 kilometrów. Jechał zygzakiem, nie dając się wyprzedzić.

W końcu policjanci wstrzymali ruch i ustawili blokady. Tej uciekinierowi nie udało się sforsować. Uszkodził 2 radiowozy, a interweniującym wygrażał znajomościami i możliwościami. Na nic się to zdało – mówili policjanci.

I tak z jednego zarzutu – jazdy po spożyciu alkoholu zagrożonego grzywną - zrobiło się co najmniej kilka: ucieczka, zniszczenie mienia, stworzenie zagrożenia, za które można nawet trafić do więzienia.