Porwania w Iraku zdarzają się bardzo często. Porywani są najczęściej obywatele państw, których wojska zaangażowane są w Iraku. Jedne prowadzą negocjacje i doprowadzają do uwolnienia porwanych, innym się to nie udaje.

REKLAMA

Wielką Brytanią kilka tygodni temu wstrząsnęła egzekucja Kena Bigley'a. Chociaż brytyjskie władze z reguły nie negocjują z porywaczami, to po śmierci Kena Bigley’a wyszło jednak na jaw, że prowadziły one działania pozakulisowe. Minister spraw zagranicznych potwierdził, że był w kontakcie z mediatorami. Również premier Blair wypowiadając się publicznie dał do zrozumienia, że władze nie pozostają bierne jeśli porywacze nawiążą z nimi kontakt. Nie doszło jednak do tego.

Problem uprowadzonych zakładników usiłują też rozwiązać francuskie władze. Choć prezydent Chirac ostro sprzeciwiał się interwencji zbrojnej w Iraku, już trzeci miesiąc zakładnikami terrorystów są tam również trzej reporterzy z Paryża. Ci porwani ciągle żyją.

Do uwolnienia uprowadzonych obywatelek doprowadziły włoskie władze. Z oficjalnych oświadczeń rządu wynika, że uwolnienie dwóch wolontariuszek to efekt starań dyplomatycznych. Ze specjalną misją do krajów arabskich pojechała wówczas włoska wiceminister spraw zagranicznych. Nieoficjalnie jednak, ale bardzo głośno mówiło się, że Włosi zapłacili za kobiety około miliona okupu, a może nawet więcej. Minister spraw zagranicznych zdementował te informacje.