"Zaskakuje mnie tak wielki sceptycyzm wobec zmian klimatycznych w Polsce. Na stronie polskiego rządu przeczytałem bardzo mylące wyjaśnienie zmian klimatycznych. Napisano tam mianowicie, że owszem, występuje więcej huraganów, tornad, susz i powodzi, ale kończy się stwierdzeniem, że naprawdę poważne konsekwencje nastąpią do końca tego wieku. Polski rząd mówi zatem, że powinniśmy się martwić za jakieś 80 lat" - stwierdził w rozmowie z Onetem prof. Philip Alston - specjalny sprawozdawca ONZ ds. skrajnego ubóstwa i autor pojęcia "klimatycznego apartheidu". "Polski rząd wspiera mentalność ludzi, którzy uważają, że pewnego dnia będziemy mieć problem, ale dziś nie musimy się martwić. Tymczasem stoimy na torach, po których jedzie na nas rozpędzony pociąg. Nie unikniemy zderzenia z nim, patrząc w inną stronę" - dodał.

REKLAMA

Najbardziej niepokojąca ze statystyk mówi, że w ciągu ostatnich 30 lat wysłaliśmy do atmosfery więcej gazów cieplarnianych niż w całej wcześniejszej historii ludzkości. To znaczy, że emisja gazów cieplarnianych do atmosfery dramatycznie przyspieszyła przez ostatnie trzy dekady - stwierdził Philip Alston w rozmowie z Onetem. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że w ciągu 10-12 lat dojdziemy do miejsca, w którym będzie za późno, aby powstrzymać temperaturę na świecie przed przekroczeniem kolejnych dwóch stopni Celsjusza, a być może znacznie więcej - dodał. W Europie Środkowej i Wschodniej widzę sytuację, w której głównym źródłem informacji są rządy, a te reprezentują interesy przemysłu węglowego. Niezależni eksperci w tych krajach nie są w stanie przebić się z wynikami swoich badań do szerokiej opinii publicznej. W czerwcu 400 przedstawicieli środowisk akademickich podpisało list otwarty w obronie klimatu, ale miał on marne odzwierciedlenie w mediach. Niezależni naukowcy nie mają tu wystarczającej siły przebicia, aby zrównoważyć opinie promowane przez rząd - zauważył ekspert.


Jakie zmiany klimatyczne mogą w niedalekiej przyszłości być odczuwalne w Polsce? Polska otrzyma ciosy z innych stron. To będą klęski żywiołowe, ale nie tylko. Już teraz gwałtownie podnosi się poziom wód Bałtyku. Wiele terenów może zostać zalanych. A wtedy wielu ludzi będzie musiało uciekać z północy kraju w kierunku południowym - ostrzegł Alston. Wszystkie kraje znajdą się pod olbrzymią presją dotyczącą przyjmowania uchodźców klimatycznych. Tu nie ma alternatywy, nie będziemy mogli odesłać ich w miejsca, z których przybyli, ponieważ w tych miejscach nie będzie już można żyć. Na dłuższą metę żaden kraj nie będzie w stanie utrzymać zamkniętych drzwi. Może będziecie mieli szczęście i trafią do was akurat uchodźcy z południa Europy o podobnej kulturze i religii. Ale po świecie będą krążyły miliony ludzi. W ciągu 10 lat wielu ludzi zacznie uciekać z miejsc, w których dziś mieszkają. A żaden kraj nie jest zamknięta wyspą w epoce zmian klimatycznych - dodał.


Cała rozmowa dostępna jest tutaj