Joanna Szczepkowska oznajmiająca w telewizyjnym Dzienniku, ciepłym i radosnym głosem, że skończył się komunizm, Gary Cooper na słynnym plakacie dumnie kroczący z gwiazdą szeryfa, czy wszechobecny Lech Wałęsa? Z czym Państwu kojarzy się przełomowy rok 1989 i pierwsze po wojnie, częściowo wolne, wybory 4 czerwca? Zdecydowana większość z nas pamięta ten dzień, jego atmosferę, radość i wielkie oczekiwanie na to, co przyniosą kolejne dni. Ale nie zapominajmy, że najmłodsze pokolenie, które właśnie rozpoczyna samodzielne życie, tego dnia nie pamięta i to, jaki obraz tamtejszych wydarzeń pozostanie w ich głowach zależy tylko od nas - świadków i uczestników tamtych wydarzeń.

REKLAMA

Te miesiące, te tygodnie, te dni roku 1989, te wybory 4 czerwca, były ważne nie tylko dla nas, ale dla całej Europy, a nawet świata. Przedstawiciele komunistycznej władzy liczyli, że naród, zmęczony przeciągającymi się negocjacjami pomiędzy obozem rządowym a opozycją zagłosuje za starym, dobrze znanym porządkiem. Cały wolny świat trzymał kciuki za ducha wolności i drzemiącą w Polakach energię. Udało się. Wzięliśmy wszystko, co było w tamtych warunkach możliwe w wyborach do Sejmu i 99 proc. mandatów do Senatu. Dzisiaj, ćwierć wieku po tych wydarzeniach, jesteśmy odpowiedzialni za dziedzictwo tych wydarzeń, za przekaz, za pamięć i za... prawdę o tamtych dniach.

Rewolucję bez rewolucji, walkę bez przelanej krwi, zwycięstwo bez ofiar, środowiska prawicowe w Polsce postrzegają nie jako sukces, ale podejrzany układ, jakiś szwindel.

O ile znaczenie wyborów 4 czerwca mało kto kwestionuje, to z wydarzeniami je poprzedzającymi, w tym zwłaszcza z obradami Okrągłego Stołu, mamy wciąż problem. Niemała grupa prawicowych polityków oraz publicystów kwestionuje ich legitymizację, a zwłaszcza moralność. Nie do przełknięcia jest dla nich fakt negocjacji przy jednym stole z ludźmi, dla których przez lata pozostawali wrogami. Cóż, w Polsce chyba wciąż czuć tęsknotę za ofiarą krwi, do jakiej przyzwyczaiły nas okresy zaborów i okupacji, czasy powstań i przewrotów, jakie przez setki lat miały miejsce na polskich ziemiach. Rewolucję bez rewolucji, walkę bez przelanej krwi, zwycięstwo bez ofiar, środowiska prawicowe w Polsce postrzegają nie jako sukces, ale podejrzany układ, jakiś szwindel. Co innego, gdyby bruk został zlany krwią a w kraju zabrakłoby desek na trumny. Wtedy mit założycielski zostałby uznany, a etos zwycięstwa dobra nad złem dumnie czczony.

Prawda jest jednak taka, że w tamtych czasach tylko osobnik o skłonnościach samobójczych mógł myśleć o zbrojnym rozwiązaniu, bez rozmów, bez negocjacji, bez układania się. Poza komunistyczną bowiem władzą, która w każdej chwili mogła zmienić zdanie co do pokojowego rozwiązania, to w chwili wyborów w Polsce stacjonowało nadal kilkadziesiąt tysięcy radzieckich żołnierzy. Wtedy natomiast mało kto wierzył, że za dwa lata rozpadnie się Związek Radziecki, a wojska te opuszczą nasz kraj. Dokonaliśmy więc niemożliwego, przeprowadzając pierwszą kampanię wyborczą i mobilizując naród do wyborczego odrzucenia dotychczasowego porządku. Sukces był pełny, a "Solidarność" wygrywała wszędzie, nawet w dotychczasowych twierdzach systemu, np. zamkniętych obwodach milicyjnych i wojskowych.

"Mogę być premierem dobrym lub złym, ale nie zgodzę się być premierem malowanym." Powiedział śp. Tadeusz Mazowiecki tuż po desygnowaniu go na stanowisko Prezesa Rady Ministrów. I słowa dotrzymał. Ze szlaku wytyczonego przez jego gabinet już nie zeszliśmy. Dzięki porozumieniu elit politycznych co do priorytetów Polski możliwe było to, co w 1989 r. wydawało się nieprawdopodobne - przystąpienie Polski do NATO i Unii Europejskiej. Tegoroczne obchody przełomowych wyborów będą więc także hołdem dla tych wszystkich architektów wielkich politycznych projektów, które przez całe ćwierćwiecze udało się nam wszystkim zrealizować.

Polacy to najbardziej pracowity naród Europy i jak mało kto rozumiemy, że do sukcesu nie ma drogi na skróty.

Na co dzień lubimy narzekać, ale 71 procent Polaków uważa, że w 1989 r. warto było zmieniać ustrój. Coraz więcej Polaków uważa się za szczęśliwych i optymistycznie patrzy w przyszłość. Nasza Polska przez ostatnie ćwierć wieku stała się pod wieloma względami liderem w Europie i liczącym się graczem w światowej polityce. Nawet w krytycznych momentach światowego kryzysu gospodarczego notowaliśmy wzrosty produktu krajowego, wywołując zdumienie, a czasami i zazdrość, zachodnich przywódców. Stworzyliśmy silną demokrację i odporną na wstrząsy gospodarkę, mamy jednak coraz większe aspiracje, chcemy jeszcze więcej i jeszcze szybciej. To sprawia, że część osób jest niezadowolona z tempa zmian. Większość społeczeństwa rozumie jednak, jak niebezpieczne jest chadzanie ścieżkami populizmu. Polacy to najbardziej pracowity naród Europy i jak mało kto rozumiemy, że do sukcesu nie ma drogi na skróty.

Do Warszawy, na uroczystości przełomowych wyborów sprzed 25 lat, przyjedzie wielu światowych przywódców, w tym prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Wszyscy oddadzą hołd Polsce i Polakom w podziękowaniu za wydarzenia, które tak bardzo przyczyniły się do demokratycznych zmian w całym regionie i położyły kres zimnej wojnie. To rocznica przełomowych wydarzeń, które są częścią naszej spuścizny narodowej, pod jednym wszakże warunkiem - że sami wreszcie docenimy ich znaczenie dla historii Polski, Europy i świata. Że sami pokażemy, iż jest to dla nas dzień wolności, Święto Wolności.