W Czechach strajkują pracownicy elektrowni atomowych w Temelinie i Dukovanach. Protesty w takich obiektach zdarzają się niezwykle rzadko, ale energetykom w Czechach skończyła się cierpliwość – od roku bezskutecznie domagają się podwyżek.

REKLAMA

Związkowcy najpierw chcieli podwyżek pensji o 12,5 proc., ale w grudniu gotowi byli się zadowolić 8-proc. podwyżką. Kierownictwo państwowej spółki, zawiadującej elektrowniami, nie chce jednak dać więcej niż 5 proc., więc będzie strajk.

Elektrownie nie zostaną jednak zatrzymane, bo byłoby to nie tylko niezgodne z prawem, ale i ze zdrowym rozsądkiem – mówią związkowcy i zapowiadają, że ich strajk nikomu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie, będzie dla Czechów sympatyczny.

Takiego strajku ludzie w Czechach nie widzieli – mówią związkowcy. Strajkować mają bowiem pracownicy, którzy akurat mają wolne – są na urlopach lub zwolnieniach lekarskich. Są też i tacy, którzy specjalnie na okoliczność strajku wzięli sobie dzień wolnego.

Sam strajk „atomowi” związkowcy nazwali halerzowym, bo skoro elektrownia pracuje, to państwo nie straci na tym ani halerza, a rząd nie będzie mógł argumentować, że prąd podrożał, bo strajkowali energetycy.

10:40