W siemianowickiej szkole podstawowej nr 7 nie rozbrzmiewa dzwonek; dzieci przeniesiono do innej placówki, bo tam miało powstać centrum zarządzania kryzysowego. Miało, ale nie powstało...

REKLAMA

Po diecezji radnych siemianowicką szkołę podstawową nr 7 zlikwidowano, dzieci przeniesiono. W nowej placówce miały mieć lepsze warunki. Jednak – zdaniem rodziców – wcale tak nie jest. Szkoła posiada 20 oddziałów, a 13 pomieszczeń lekcyjnych. Naszym zdaniem tych pomieszczeń jest fizycznie za mało. Placówka miała być jednak wyremontowana i dostosowana do większej liczby uczniów. Niestety prac nie skończono.

Po skargach rodziców śląski kurator oświaty osobiście odwiedził szkołę i częściowo przyznał rację rodzicom. Ale to tylko opinia, która decyzji o likwidacji szkoły nie może zmienić.

A przyczyną zamknięcia „siódemki” miał być niż demograficzny i oszczędności. W opuszczonej szkole miało powstać centrum zarządzania kryzysowego. Ale tego jak nie było, tak nie ma. Liczący ponad 100 lat budynek stoi pusty.

Na ścianie widnieje napis ”Obiekt chroniony”, terenu pilnuje strażnik. Nawet dzieci nie mogą wejść na boisko - mówi reporterowi RMF mieszkanka jednego z pobliskich domów.