Podczas silnych burz na Słońcu, do atmosfery Ziemi docierają naładowane elektrycznie cząstki. Powodują one ubytek ozonu w atmosferze. Tę, dotychczas tylko teorię, potwierdziły ostatnie badania prowadzone przez NASA i National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA).

REKLAMA

Podczas burzy słonecznej z powierzchni Słońca wystrzeliwane są duże bąble gazu. Towarzyszący temu rozbłysk jest skutkiem nagłego uwolnienia energii zgromadzonej w polu magnetycznym Słońca. Podczas takiego wybuchu z powierzchni Słońca wyrzucane są, obdarzone ładunkiem dodatnim protony. W połowie lipca 2000 roku silny strumień takich protonów dotarł do Ziemi. Specjaliści NASA i NOAA badali wpływ serii takich właśnie dużych eksplozji na Słońcu, na atmosferę otaczającą północną półkulę Ziemi. Ich urządzenia mierzyły ilość gazów w różnych warstwach atmosfery nad półkulą północną - w tym ozonu i tlenków azotu. Uczeni porównali wyniki pomiarów zrobionych przed i podczas wybuchów na Słońcu. Potwierdzili, że w momencie, gdy protony bombardują górne warstwy atmosfery, reagują z cząsteczkami utrzymujących się tam gazów - azotu i pary wodnej. Powstałe w ten sposób tlenki azotu i wodoru niszczą z kolei cząsteczki ozonu, przez co redukują ozonową powłokę. "Protony słoneczne mogą zniszczyć do jednego procenta ozonu znajdującego się w atmosferze nad półkulą północną" - mówi Charles Jackman z NASA. Jackman podkreśla, że procesy wpływające na ilość ozonu w atmosferze są najczęściej bardzo złożone i długotrwałe. Jednak w przypadku bombardowania atmosfery słonecznymi protonami zmianę w atmosferze widać szybko - dodaje Jackman.

13:20