Zamachy w Christchurch, kilkadziesiąt ofiar. "Najczarniejszy dzień Nowej Zelandii"

Piątek, 15 marca (05:18)
Aktualizacja: Piątek, 15 marca (12:24)

Co najmniej 49 osób nie żyje. W szpitalach jest 20 rannych. Wśród nich są dzieci. To najnowsze informacje w sprawie strzelanin, do których doszło w dwóch meczetach w Christchurch w Nowej Zelandii. Zatrzymano cztery osoby - 3 mężczyzn i kobietę.

To najczarniejszy dzień Nowej Zelandii - powiedziała premier Jacinda Ardern. 

Według policji ataki zostały przeprowadzone przez kilka osób pozostających w zmowie. Zatrzymano do tej pory cztery osoby - trzech mężczyzn i kobietę. Jak informuje szefowa nowozelandzkiego rządu, zatrzymani nie znajdowali się na liście osób stanowiących zagrożenie. Jeden z zatrzymanych usłyszał już zarzuty morderstwa.

Na miejscu, gdzie doszło do strzelaniny, znaleziono "materiały wybuchowe domowej produkcji". Były przyczepione do samochodu. Premier Ardern poinformowała, że ataki były bardzo dobrze zaplanowane. 

Premier Australii Scott Morrison poinformował, że co najmniej jeden z zamachowców to obywatel Australii. Morrison mówił, że zamach przeprowadzili "ekstremalni prawicowcy, brutalni terroryści". Jesteśmy w szoku, jednoczymy się z Nową Zelandią - mówił szef australijskiego rządu. 

Nie wiadomo, czy zamachowcy nie planują kolejnych ataków. Władze policyjne zaapelowały do obywateli Nowej Zelandii, by unikali zbliżania się do miejsc kultu muzułmańskiego w całym kraju.

Jak pisze CNN, tuż przed zamachem jeden z zamachowców umieścił w mediach społecznościowych 87-stronnicowy manifest przeciwko imigrantom i muzułmanom. 

Staranowany samochód, funkcjonariusze z karabinami na ulicach. Moment aresztowania zamachowca w Christchurch uchwycony przez świadka /Storyful/x-news

”Tu macie swój pakt migracyjny”. Taki napis widniał na broni napastnika z Nowej Zelandii /Agencja TVN/-x-news

Skala zagrożeń skrajnie wysoka

Do strzelaniny miało dojść ok. 14:45 (godz. 2:45 w nocy w Polsce) w meczecie Masdżid AL-Nur i przed godz. 16 (godz. 4 nad ranem w Polsce) w położonym na przedmieściu Christchurch meczecie Masdżid Linwood.

Wciąż nie jest jasne - wskazuje Reuters - czy do strzelaniny doszło wewnątrz meczetu Masdżid Al-Nur, czy też raczej na dziedzińcu przed nim. Wiadomo tylko, że uzbrojony mężczyzna wtargnął do meczetu, a o 14:45 czasu lokalnego, po zakończeniu porannych modlitw, meczet został otoczony przez oddziały specjalne. Wtedy padły strzały.

Rosyjska agencja TASS podała, że w czasie ataku w meczecie przebywało od 200 do 300 ludzi.

Policja potwierdziła wcześniejsze doniesienia, że również w innym meczecie, znajdującym się w Linwood na przedmieściach Christchurch - w meczecie Linwood Masdżid - doszło do strzelaniny.

Sytuacja, z jaką mamy do czynienia w Christchurch, jest poważna i rozwojowa - zaznaczył w wydanym przez siebie oświadczeniu szef nowozelandzkiej policji komisarz Mike Bush.

W ocenie policji skala zagrożeń jest skrajnie wysoka. Do mieszkańców Christchurch początkowo zaapelowano, by pozostali w swych domach. Alarm został już odwołany. 

Początkowo władze miasta podjęły też decyzję o zamknięciu wszystkich szkół w Christchurch. Placówki są już z powrotem otwarte.

Przestrzeń powietrzna nad Christchurch pozostaje zamknięta do odwołania, ponieważ wciąż utrzymuje się zagrożenie atakami - poinformowała rzeczniczka urzędu ds. lotnictwa cywilnego Pania Shingleton. Jej wypowiedź cytuje portal informacyjny "Stuff".

Ataki na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii /Associated Press/x-news



"Wszędzie leży pełno ciał", "Widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową"

To wszystko wydaje się nierealne - tak mówi Rosemary Omar, matka 24-letniego Tariqa, która cały czas czeka na informacje o losie swojego syna. Kobieta opowiada, że podwiozła swojego syna do meczetu, a potem próbowała znaleźć miejsce parkingowe. Wtedy usłyszała serię strzałów. Gdy podjechała przed meczet, "wszędzie było pełno ciał". 

Widziałem, jak ludzie w panice uciekają przez płot, krzyczeli i płakali. Słyszałem co najmniej 20 strzałów - opowiadał inny świadek. Najpierw usłyszałem około 8 strzałów. Trwało to około 30 sekund lub minutę. Potem znów się zaczęło. Słyszałem kolejne osiem strzałów, potem znów minuta przerwy i następne strzały - relacjonował Benjamin Jellie.

Inny świadek opowiada, że udawał się do meczetu, gdy usłyszał strzały. Zaczął uciekać za meczet i przeskoczył przez mur otaczający meczet. Mężczyzna opowiada, że widział wiele rannych osób. 

Modliłem się, by skończyły mu się kule - opowiadał jeden z mężczyzn, który w czasie strzelaniny był w meczecie. Ktoś obok mnie powiedział, żebym był cicho. Potem widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową - dodał mężczyzna, któremu udało się przeżyć.

Inny mężczyzna, który w momencie strzelaniny przejeżdżał obok meczetu, w rozmowie z CNN odpowiadał, jak pomógł mężczyźnie, którego trzy- lub czteroletnia córka została postrzelona w plecy. Krzyczał rozpaczliwie: "zabierzcie ją do szpitala", ale karetki nie były w stanie podjechać w to miejsce. Zabrałem go i dziewczynkę oraz mężczyznę postrzelonego w nogę i zawiozłem do szpitala - mówił mężczyzna.



Polka mieszkająca w Christchurch: Większość ludzi jest jeszcze w szoku

Większość ludzi jest jeszcze w szoku i nie do końca wie, co te ataki oznaczają. Na pewno zajmie nam trochę czasu, by ogarnąć to myślami - mówi w rozmowie z Onetem Anna Gruczyńska, prezes Stowarzyszenia Polaków w Christchurch. Nasze miasto chlubi się tym, że umożliwia narodowościom życie w zgodzie. Atak na jedną z tych kultur był dla nas szokujący - podkreśla.

Ten zamach nie może zaburzyć zdrowych stosunków między wieloma kulturami, które żyją w Christchurch, nie zaburzyć tolerancji, z której Nowa Zelandia słynie - stwierdziła.

Artykuł pochodzi z kategorii: Z ostatniej chwili

Magdalena Partyła

RMF FM/PAP