Wybuch w Szczyrku. Spod gruzów wydobyto ciała 8 osób, w tym czworga dzieci

Czwartek, 5 grudnia 2019 (05:13)
Aktualizacja: Czwartek, 5 grudnia 2019 (14:49)

Tragiczne informacje ze Szczyrku. Spod gruzów wydobyto ciała kolejnych dwóch osób. Tym samym bilans ofiar wczorajszego wybuchu gazu wzrósł do 8 ofiar śmiertelnych. Wśród zabitych jest czworo dzieci. Przed godziną 15:00 poinformowano, że akcja ratowniczo-poszukiwawcza po wybuchu w Szczyrku została zakończona. "Mamy pewność, że nikt już nie znajduje się pod gruzami" - oświadczył wicepremier Jacek Sasin, który przyjechał na miejsce wydarzenia

Tuż po godz. 11:20 wojewoda śląski Jarosław Wieczorek poinformował, że odnaleziono ciała kolejnych ofiar. W sumie znaleziono zwłoki 8 osób - w tym czworga dzieci. Tyle właśnie osób, według świadków, miało przebywać w budynku w momencie wybuchu. Akcja poszukiwawcza na rumowisku została zakończona po południu. Ratownicy mają już pewność, że nikogo nie ma pod gruzami. 

Wśród ośmiu ofiar cztery osoby są dorosłe i czworo dzieci. Wysoce prawdopodobne, że są to członkowie dwóch rodzin, ale na tym etapie nie chciałbym udzielać szczegółowych informacji. Jest prowadzone postępowanie w tej sprawie - powiedział wojewoda. 

PRZECZYTAJ: To była znana rodzina w Szczyrku, z tradycjami narciarskimi, sportowymi.

Miejsce katastrofy w Szczyrku. Znaleziono ciała poszukiwanych 8 osób /TVN24/x-news



Wojewoda złożył kondolencje wszystkim bliskim i rodzinie ofiar. Podziękował również ratownikom i strażakom za to, że z narażeniem życia walczyli o zdrowie i życie innych.

Dodał, że w sumie w akcji ratowniczej uczestniczyło ponad 200 osób. Z jednej strony warunki atmosferyczne, z drugiej strony eksplozja oraz pożar i dym, który towarzyszył cały czas podczas tej akcji, z trzeciej strony ograniczone możliwości dotyczące docierania do ofiar - wyliczał wojewoda.

Podkreślił, że jest to jedna z większych katastrof w woj. śląskim. Zapewnił również, że rodzina i bliscy ofiar są otoczeni odpowiednim wsparciem, m.in. psychologicznym.

Ratownicy dotarli do ciał ośmiu osób - relacjonuje ze Szczyrku reporterka RMF FM Anna Kropaczek /RMF FM

Do końca była nadzieja, że ktoś przeżył wybuch

Jeszcze o godz. 9, gdy Jarosław Wieczorek, mówił o odnalezieniu szóstej ofiary, była nadzieja, że uda się dotrzeć do żywych osób. Tak, jak mówiłem wcześniej: wierzymy, że akcja może zakończyć się jeszcze cudem - podkreślał wtedy Wieczorek.

Szczyrk, godz. 1050. Spod gruzów do tej pory wydobyto 6 ciał - relacjonowała reporterka RMF FM Anna Kropaczek /RMF FM

Po godz. 8, Wieczorek przekazał, że w rumowisku znaleziono piąte ciało. W ostatnim czasie zostało znalezione kolejne ciało. Niestety jest to ciało dziecka. Akcję będziemy prowadzić do skutku - powiedział na konferencji prasowej wojewoda.

Zostały znalezione kolejne dwie osoby. Mamy kolejne dwie ofiary tego wybuchu. (...) Z tego co wiadomo, to są osoby dorosłe - tak Wieczorek mówił o godzinie 4:35. Wojewoda śląski wcześniej - ok. godz. 1:30 - poinformował, że znaleziono pierwsze dwa ciała w gruzowisku. Według policji to dziecko i kobieta.

ZOBACZ: Tak wyglądał budynek przed eksplozją gazu>>>

Wybuch gazu w Szczyrku, zawalił się budynek /TVN24/x-news

Ofiary to znana rodzina w Szczyrku, mieli stok narciarski

To była znana rodzina w Szczyrku, znana także w świecie narciarskim i snowboardowym - podkreślają mieszkańcy Szczyrku. 

Byli bardzo znani, lubiani. To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi. Mieli rodzinny stok narciarski, na którym, jak mam 40 lat, to przynajmniej 35 lat jeździłam. Mieli rodzinny interes, jedną z pierwszych wypożyczalni sprzętu narciarskiego sportowego, serwis sprzętu. Byli trenerami narciarstwa, snowboardu - mówi PAP Sabina Bugaj, pracująca w miejskim ośrodku kultury, promocji i informacji.

Mieszkali wielopokoleniowo, ci młodsi, z dziećmi, dziadkowie - my tak żyjemy w Szczyrku. Zawsze budowało się tu duże domy - tyle, ile dzieci, tyle praktycznie pięter, żeby mieszkać razem. Jeszcze wiele takich domów wielopokoleniowych tutaj jest - to był jeden z przykładów, gdzie jeszcze naprawdę wszyscy mieszkali, bo różnie już teraz bywa - opowiadała.

Oni tu wszyscy mieszkali, to bardzo gęsta zabudowa - taka uliczka. Żyli bardzo blisko razem. A my się tu wszyscy znamy - mamy 5,6 tys. mieszkańców. Wszyscy spotykamy się w kościele, albo w ośrodku zdrowia, na zakupach, na ulicy. Widujemy się praktycznie na co dzień - to mała społeczność, zatem dotyka to wszystkich - podkreśliła Bugaj.

Jak dodała, część dzieci z rodziny chodziła do szczyreckiej szkoły podstawowej nr 1, część do szkoły nr 2. Dzisiaj jest taki dzień, kiedy tych dzieci w szkole nie ma. Wiem, że dzieci i młodzież są objęte dziś opieką psychologiczną, wiele z nich, idąc dziś do szkoły, mijało to miejsce. Oglądają telewizję, w domach o tym się mówi. Nie było takiej tragedii w Szczyrku - nie było na tak dużą skalę, aby tak duża rodzina zginęła - oceniła.

To jedna z największych tragedii, jakie spotkały nas do tej pory - taką małą społeczność. Szczyrk jest znany, wydawałoby się, że to kurort, a to wioska: 5,6 tys. mieszkańców i mamy raz tyle miejsc noclegowych. Więc tej skali tragedia dotyka wszystkich. Pominąwszy proceduralną kwestię, żałobę: wszyscy mamy tę żałobę, po prostu. A ludzie chcą w niej pomagać, przyjechać, coś zrobić - zaznaczyła Bugaj.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: "Nie było takiej tragedii w Szczyrku, aby zginęła tak duża rodzina"

Mieszkańcy Szczyrku o tragedii. W wybuchu gazu zginęło osiem osób /RMF FM

Wybuch tak silny, że było go słychać wiele kilometrów dalej

Do wybuchu doszło w środę ok. godz. 18:30. Eksplozja była tak silna, że trzykondygnacyjny dom zawalił się całkowicie. Doszło też do pożaru. 

Jedna z mieszkanek budynku wracała z pracy, gdy usłyszała huk. Powiedziała strażakom, że w środku mogło być osiem osób - wśród nich także dzieci. 

Świadkowie mówią, że wybuch był silny, że można go było usłyszeć wiele kilometrów od miejsca zdarzenia. Mieszkam może kilometr stąd. Usłyszałam taki huk, że nie wiedziałam, co się dzieje. Nagle słyszę, że jadą strażacy na sygnale, jedni za drugimi. Znam ludzi, którzy tam mieszkają. To ludzie w średnim wieku z dziećmi - powiedziała jedna z mieszkanek Szczyrku.

Akcja ratunkowa w nocy prowadzona w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych

Działania na miejscu prowadziło ok. 100 strażaków zawodowych i ochotniczych. Była też specjalistyczna grupa poszukiwawcza z Jastrzębia-Zdroju z psami ratowniczymi.

Komendant śląskiej straży pożarnej nadbryg. Jacek Kleszczewski przekazywał w nocy, że na miejscu panowały bardzo trudne warunki, które nie pozwalały na wejście tam psów. Strażacy borykają się z warunkami pożarowymi, z pogodą - jest zimno - i oczywiście z niebezpieczeństwami, które wywołuje ten budynek - są tam elementy, które są niestabilne - opowiadał Kleszczewski. 

Strażacy wymieniają się cały czas w miarę zmęczenia. Ale pilnujemy, żeby to były bardzo równe odstępy, mniej więcej około do godziny - mówił Kleszczewski. Na miejsce dotarli m.in. kadeci z Centralnej Szkoły Pożarnictwa w Częstochowie. 

Od początku akcji wzięło w niej udział w sumie kilkaset osób - strażaków, a także policjantów, przedstawicieli służb kryzysowych i medycznych oraz prokuratury. 

W świetle dziennym prace postępowały coraz szybciej

Prace w miejscu wybuchu gazu postępują coraz szybciej; w świetle dziennym jest nam łatwiej spostrzec wiele rzeczy - mówił rano Kleszczewski.

Te prace szybciej postępują, jest po prostu bezpieczniej. Natomiast ta praca ciągle jest żmudna, element po elemencie musimy wszystko usuwać. Jesteśmy na pewno już po połowie prac. Myślę, że będzie coraz szybciej - oceniał rano Kleszczewski.

Rano strażacy ciągle nie mogli na gruzowisko wprowadzić psów. W dalszym ciągu również pracowali ręcznie.

"Jest światło dzienne, więc prace postępują szybciej ". Ratownicy w Szczyrku nie tracą nadziei /TVN24/x-news

Liczymy na to, że jeśli jest tam ktoś jeszcze to wyciągniemy go żywego - mówi mł. asp. Olaf Burakiewicz z policji w Katowicach /TVN24/x-news



Wstępna przyczyna eksplozji - uszkodzenie gazociągu podczas robót budowlanych

Najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy w Szczyrku w środę wieczorem było uszkodzenie gazociągu średniego ciśnienia podczas robót wykonywanych przez firmę AQUA System - przekazał w komunikacie rzecznik prasowy Polskiej Służby Gazownictwa Artur Michniewicz.

Jak dodał, "roboty budowlane nie dotyczyły systemu gazowniczego, ani nie były wykonywane na zlecenie spółki gazownictwa". Nie były także nadzorowane przez specjalistów gazownictwa - podkreślił. W rozmowie z dziennikarzem RMF FM Grzegorzem Kwolkiem rzecznik PSG powiedział, że gazociąg prawdopodobnie został przewiercony przewiertem kierowanym, który polega na kładzeniu instalacji (w tym przypadku miały to być kable energetyczne) pod jezdnią bez zrywania nawierzchni. 

Michniewicz zapewnił, że służby pogotowia gazowego dotarły bardzo szybko na miejsce zdarzenia i odcięły dopływ gazu do uszkodzonego gazociągu. Po zakończeniu akcji na miejscu katastrofy przystąpią do zlokalizowania miejsca uszkodzenia, naprawy i przywrócenia dostaw gazu.

Powołano specjalną komisję, która zbada bezpośrednią przyczynę uszkodzenia gazociągu, wynik jej prac powinien być znany w ciągu doby od momentu rozpoczęcia prac ekspertów. Pracownicy pogotowia gazowego ściśle współpracują z wszystkimi służbami działającymi na miejscu zdarzenia - podsumował przedstawiciel PSG.

Sprawą zajmuje się prokuratura

Prokuratura w Bielsku-Białej wszczęła już śledztwo w sprawie wczorajszej katastrofy w Szczyrku

Prokuratorzy, którzy są na miejscu od wczorajszego wieczora, sprawdzają wstępne na razie informacje o ewentualnych przyczynach katastrofy i biorą udział we wstępnych także oględzinach odnajdywanych tam ciał. Sekcje zwłok ofiar mają być przeprowadzana najwcześniej jutro, o ile oczywiście pozwolą na to biegli.

Jak usłyszał w prokuraturze reporter RMF FM Marcin Buczek, śledztwo prowadzone będzie pod kątem spowodowania katastrofy, w której zginęło kilka osób. 


Artykuł pochodzi z kategorii: Wydarzenie dnia

Magdalena Partyła

Malwina Zaborowska

RMF/PAP