„Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam” - napisała Chwalińska na Instagramie.
W poniedziałek Polka przegrała w I rundzie singla z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii 6:2, 5:7, 2:6. Mecz miał dramatyczny przebieg. W drugim secie zawodniczka z Bielska-Białej prowadziła 5:2 i 40-30, co oznaczało piłkę meczową przy serwisie rywalki. W trakcie wymiany Polka biegła w swoją lewą stronę i poślizgnęła się. Tajka nie tylko wygrała II seta, ale i pokonała Polskę w całym meczu 2:6, 7:5, 6:2.
25-latka przyznała w poniedziałek na pomeczowej konferencji prasowej, że znacznie poważniejsze od urazu stawu skokowego okazały się skurcze, które dokuczały jej z wyjątkową siłą.
Już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele. Myślę, że ich źródło nie było czysto fizyczne. Na pewno miał też udział stres, intensywny czas przed Wimbledonem, bo nie miałam perfekcyjnych przygotowań. To był jeden z najcięższych meczów w mojej karierze. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej - powiedziała Chwalińska w poniedziałek.
Wówczas jeszcze nie podjęła decyzji w sprawie meczu deblowego. W turnieju w grze podwójnej jej partnerką miała być Austriaczka Sinja Kraus. Udział Chwalińskiej uzależniony był od stanu jej stawu skokowego.