Strzelanina w Tajlandii. Żołnierz, który otworzył ogień nadal na wolności

Sobota, 8 lutego (16:01)
Aktualizacja: Sobota, 8 lutego (20:12)

Liczba osób ranionych w sobotę przez żołnierza, który zabił 20 osób wzrosła do 31 - podały tajskie władze. Do ataku doszło w mieście Nakhon Ratchasima. Jak informuje policja, napastnik to sierżant Jakapanth Thomma - strzelał z karabinu maszynowego. Policjanci i żołnierze przypuścili szturm na centrum handlowe, w którym ukrył się sprawca strzelaniny; uwolniono kilkaset osób - poinformował rzecznik ministerstwa obrony. Nie udało się jednak unieszkodliwić sprawcy, który nadal jest w obiekcie.

 

Nieudany szturm służb

Mimo szturmu policji i wojska na centrum handlowe, gdzie ukrył się napastnik i prawdopodobnie przetrzymuje zakładników, nie udało się go unieszkodliwić.

Agencje i ich źródła podają sprzeczne informacje. Nie ma doniesień o ujęciu sprawcy, ale policja tuż po północy czasu lokalnego (godz. 18 czasu polskiego) poinformowała, że zabezpieczyła całe centrum. Inne źródła podały, że siły bezpieczeństwa oczyściły jedynie parter obiektu i udało się uwolnić od stu do kilkuset osób.

Nie wiadomo, ilu ludzi jest nadal w środku - powiedział po szturmie na Terminal 21 rzecznik resortu obrony Kongcheep Tantrawanit. Wkrótce potem minister zdrowia Anutin Charnvirakul oznajmił, że w centrum handlowym nie ma już zwłok, ale dodał: "nie wiemy, czy są jeszcze ranni i (będą) kolejne ofiary". Nie odpowiedział na pytanie o napastnika. Zaapelował jednak o zgłaszanie się do szpitali w okolicy centrum handlowego i oddawanie krwi.

O tragedii napastnik uprzedził na Facebooku

Żołnierz, który karabin wraz z pojazdem wojskowym ukradł z bazy, przed i po rozpoczęciu strzelaniny zamieszczał na swoim profilu na Facebooku zdjęcia i wpisy. Jeden z wpisów przed tragedią brzmiał: "Śmierć jest nieunikniona dla wszystkich". Już w trakcie masakry napisał: "Czy mam się poddać?".

Konto na Facebooku znikło po pewnym czasie, a następnie władze serwisu społecznościowego poinformowały, że zostało ono usunięte, że względu na zamieszczane na nim treści.

Facebook wydał potem komunikat, w którym złożono kondolencje rodzinom ofiar. "Nie ma miejsca na Facebooku dla ludzi, którzy popełniają rzeczy tak potworne, nie pozwolimy też nikomu pochwalać tego ataku lub go wspierać" - głosi oświadczenie.

"Wygląda na to, że oszalał"

Według informacji świadków napastnik strzelał z samochodu, jadąc przez miasto. Lokalne źródła twierdzą, że wojskowy wziął zakładników - ma ich przetrzymywać w centrum handlowym. Według AFP lokalne władze zamknęły całą dzielnicę handlową miasta, znanego też jako Korat. Media podały, że matka żołnierza została przywieziona przez policję do centrum handlowego Terminal 21 w nadziei, że przekona go do poddania się.

Rzecznik ministerstwa obrony Kongcheep Tantrawanit powiedział dziennikarzom, że na razie nikt nie wie, jakie były motywy sierżanta. Wygląda na to, że oszalał - dodał. BBC, powołując się na rzecznika ministerstwa obrony informuje, że Thomma zabił swojego dowódcę przed kradzieżą broni z obozu wojskowego.

Reuters podaje, że do strzelaniny doszło w popularnym centrum handlowym Terminal 21. Grupie ludzi, która robiła wtedy zakupy w tym miejscu, udało się uciec. 

Dowódca sił zbrojnych Tajlandii Apirat Kongsompong nakazał dowódcom lokalnym natychmiastowe skierowanie żołnierzy na miejsce masakry oraz wszczęcie śledztwa.

Do strzelaniny doszło w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii położonym około 250 km od Bangkoku w północno-wschodniej części kraju.

Premier Prayut Chan-ocha złożył kondolencje rodzinom ofiar strzelaniny i zaapelował do służb bezpieczeństwa o jak najszybsze unieszkodliwienie napastnika.

Agencje podkreślają, że choć Tajlandia należy do najbardziej uzbrojonych krajów świata, to bardzo rzadko dochodzi tam do takich incydentów, a zwłaszcza do ataków, w których cywile padają ofiarami wojskowych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Sara Bounaoui

RMF FM/PAP