Morawiecki odrzuca sugestie KE. Nie chce wycofać pytania do TK

Czwartek, 10 czerwca (14:47)
Aktualizacja: Czwartek, 10 czerwca (16:52)

Zanosi się na nowe starcie między Komisją Europejską a polskim rządem. KE domaga się wycofania przez premiera Mateusza Morawieckiego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie wyższości prawa polskiego nad unijnym. Szef rządu na konferencji prasowej jednoznacznie zapowiedział, że tego nie zrobi.

Polska ma miesiąc na odpowiedź. Wczoraj komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders wysłał do Warszawy list, w którym domaga się od premiera Morawieckiego wycofania z Trybunału Konstytucyjnego wniosku złożonego 29 marca. Jego uznanie przez TK oznaczałoby, że wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawach dotyczących sądownictwa zostałyby uznane za niekonstytucyjne. 

Komisja jest zaniepokojona tym wnioskiem (...), ponieważ kwestionuje on fundamentalne zasady prawa UE, a szczególnie prymat prawa UE - powiedział rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand. Wszystkie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej są wiążące dla władz państw członkowskich, w tym dla sądów krajowych - tłumaczył. Komisja, jako strażniczka Traktatów, oczywiście zastrzega sobie prawo do podjęcia odpowiednich działań - dodał.

Wczoraj Bruksela dała sygnał, że nie odpuści w tej sprawie. Rozpoczęła przeciwko Niemcom procedurę przeciwnaruszeniową w związku z podważeniem przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny orzeczenia TSUE. 

W liście do polskich władz, którego treść cytuje PAP, komisarz Reynders napisał, że wniosek do TK "wydaje się podważać podstawowe zasady prawa UE, w szczególności zasadę, iż prawo Unii jest nadrzędne w stosunku do prawa krajowego, a orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE są wiążące dla wszystkich sądów krajowych i innych organów państwowych państw członkowskich".

Zdaniem komisarza wniosek kwestionuje również autorytet Trybunału Sprawiedliwości w dokonywaniu wykładni Traktatów UE. W opinii autora listu wniosek polskiego premiera "uchybia zobowiązaniu do lojalnej współpracy, ponieważ aktywnie dąży do uzyskania od Trybunału Konstytucyjnego deklaracji kwestionującej moc wykładni dokonanej przez Trybunał Sprawiedliwości wspomnianych wyżej podstawowych zasad prawa Unii".

Minister ds. UE Konrad Szymański zapytany o list Reyndersa stwierdził wymijająco, że "nie prowadzi komunikacji z Komisją Europejską przez media".

Morawiecki: Nie zamierzam wycofywać tego pytania


O list komisarza Reyndersa pytany był na konferencji prasowej także premier Mateusz Morawiecki.

Jak tłumaczył, wniosek do TK został skierowany, "aby dodatkowo, po raz kolejny w naszym porządku prawnym potwierdzić wyższość naszej konstytucji, która jest najwyższym aktem prawnym w naszym systemie prawa, nad prawem europejskim". Wystarczy spojrzeć na decyzje, które wydawały wcześniej Trybunały Konstytucyjne w Polsce: dwa razy bodaj taka decyzja była wydana: jedna w kontekście procesu akcesyjnego, a drugi raz było to zdaje się w okresie podpisywania przez Polskę traktatu lizbońskiego. Za każdym razem Trybunał wcześniej stwierdził w sposób odpowiedni do stanu prawnego, że jeżeli następuje kolizja jakich przepisów prawnych, to muszą one zostać zmienione bądź musiałaby być potencjalnie zmieniona konstytucja, gdyby one nie były zmienione - wyjaśniał szef rządu. Taka jest logika członkostwa Unii Europejskiej. To rozumieją również Trybunały Konstytucyjne innych państw członkowskich, aczkolwiek one nie stanowią dla nas jakiegoś bardzo istotnego punktu odniesienia - dodał.

Dla nas absolutnie nadrzędnym jest zdanie Trybunału Konstytucyjnego. Uznałem tę moją prerogatywę, to nasze prawo do złożenia zapytania w tym momencie za istotne, ponieważ do takiej potencjalnej kolizji może dojść - oświadczył Morawiecki. Propozycje, które płyną z Komisji Europejskiej, nie mają dzisiaj odniesienia do tego stanu faktycznego, który zaistniał po skierowaniu pytania do Trybunału Konstytucyjnego. Oczywiście nie zamierzam wycofywać tego pytania - zapowiedział. 

Ziobro: Reynders nie przeszedł szkoły, która uczy zasad kultury


Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, odnosząc się do listu komisarza Reyndersa podczas konferencji prasowej powiedział, że jest to "bezczelność związana z nakazywaniem i wskazywaniem palcem, co ma zrobić polski rząd w związku z działaniem niezależnego polskiego sądu konstytucyjnego".

O tym, że wniosek może trafić do Trybunału Konstytucyjnego, decyduje polska konstytucja - tłumaczył szef resort sprawiedliwości. Żadne państwo, ani żadna organizacja zewnętrzna nie może zabraniać polskiemu premierowi skierować do sądu konstytucyjnego pytania, by rozstrzygnął kwestię, która budzi wątpliwość z punktu widzenia polskiej konstytucji - przekonywał.  

Dobry obyczaj i kultura nakazuje autorowi listu naprzód dostarczyć go adresatom, a później mówić o nim publicznie. Pan Reynders widać nie przeszedł tej dobrej szkoły, która uczy podstawowych zasad kultury w obszarze polityki, ale też i kultury międzyludzkiej - wskazał Ziobro. Nawet w okresie bardzo ograniczonej suwerenności państwa polskiego, jakim była formułą działania polski w ramach PRL, trudno mi sobie przypomnieć, aby jakiś sekretarz z Moskwy pisał do Wojciecha Jaruzelskiego albo jego poprzedników pismo z żądaniem wycofania jakiegoś wniosku z polskiego sądu - mówił minister.

Artykuł pochodzi z kategorii: Fakty

Katarzyna Szymańska-Borginon

Maciej Nycz

RMF/PAP