Łódź pogrążona w żałobie po tragicznych "Juwenaliach"

Poniedziałek, 10 maja 2004 (05:50)

19-letni chłopak nie żyje, a 3 osoby są ranne - to bilans nocnych zajść w osiedlu studenckim podczas „Juwenaliów”. Po burdach sprowokowanych przez pseudokibiców policja użyła broni gładkolufowej. Doszło jednak do pomyłki - zamiast pocisków gumowych do broni załadowano ostrą amunicję.

Trzy ranne od kul osoby leżą w szpitalach. Stan 23-letniej kobiety jest krytyczny. Kilkadziesiąt innych osób odniosło inne - mniej lub bardziej poważne obrażenia. Reporter RMF Marcin Wąsiewicz dziś był na miejscy tragedii:

Chociaż trudno w to uwierzyć, podczas akcji doszło do pomyłki. Wśród bezpiecznej, gumowej amunicji znalazła się pewna partia amunicji ostrej. Zanim policjanci się zorientowali było już za późno. Zostało takich strzałów oddanych 6. Niestety trzy z nich trafiły ludzi - mówił zastępca komendanta głównego policji, inspektor Henryk Tokarski, który wczoraj specjalnie przyjechał do Łodzi.

Nie wiadomo jeszcze kto popełnił błąd. Wiadomo jednak, że policjant powinien odróżnić nabój gumowy od bojowego: One są znakowane po pierwsze napisem – ten napis określa jaki to jest rodzaj pocisku. Również posiadają pewnego rodzaju oznaczenia mechaniczne, czyli rodzaj wycięć – tak aby w warunkach trudnej widoczności można je było rozróżnić. Niestety łódzkim policjantom się to nie udało.

W związku z tymi wydarzeniami komendant miejski policji Jan Feja i zastępca komendanta Sylwester Stępień podali się do dymisji. Komendant wojewódzki oddał się do dyspozycji ministra spraw wewnętrznych i administracji.

W samej Łodzi ogłoszono trzydniową żałobę. Dziś zaplanowano marsz solidarności z ofiarami zamieszek i ich rodzinami. Posłuchaj relacji reportera RMF Marcina Wąsiewicza:

Poszkodowanych może być nawet 70 osób. W czasie zajść wiele osób zgłaszało się do karetek, a ratownicy udzielali im pomocy na miejscu. Wielu ludzi zgłosiło się też do naszego ambulatorium - wyjaśnił Piątkowski. Posłuchaj relacji świadka tych wydarzeń:

Sztab prokuratorów głowi się jak mogło dojść do takiej pomyłki. Zabezpieczono policyjną broń i amunicję, z której strzelano. Na razie odzyskano jeden z sześciu ostrych nabojów – pocisk utkwił w nodze studentki. Nie od razu niestety dowiemy się jak doszło do wymieszania gumowych kul z ostrymi pociskami.

Wiemy, że policjanci musieli doładować broń podczas tłumienia zamieszek, a zapasy amunicji uzupełniali w komendzie drogówki. Bez odpowiedzi pozostaje na razie pytanie kto i dlaczego wydał paczkę z ostrą amunicją. Dlaczego dowódca, który wydał rozkaz o użyciu broni, ani nikt inny nie zauważył jakie pociski ładowano. Tę fatalną pomyłkę odkrył dopiero jeden z policjantów, ale już po oddaniu śmiertelnych strzałów.

Pod prokuratorską lupę zostali wzięci interweniujący policjanci. Trzeba dokładnie ustalić kto strzelał. Od tego zależy komu zostaną postawione zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci. Badana jest także sama interwencja policjantów – ile i jakie błędy w sztuce popełnili funkcjonariusze.

To nie pierwsza w ostatnim czasie tragiczna pomyłka policjantów. 10 dni temu funkcjonariusze z Poznania zastrzelili 19-letniego chłopaka i ciężko ranili jego rówieśnika - biorąc ich za groźnych bandytów.

Artykuł pochodzi z kategorii: Fakty

-