Kolejne przesłuchania w sprawie oskarżeń Leppera

Poniedziałek, 3 grudnia 2001 (07:45)

Warszawska Prokuratura Okręgowa ma dziś przesłuchać w charakterze świadków - kolejnych polityków pomówionych przez Andrzeja Leppera. Chodzi o Andrzeja Olechowskiego, Donalda Tuska i Pawła Piskorskiego z Platformy Obywatelskiej. Wcześniej prokuraturę odwiedzili: szef MON, Jerzy Szmajdziński oraz szef MSZ, Włodzimierz Cimoszewicz.

Lepper pomówił znanych polityków w trakcie debaty sejmowej poprzedzającej odwołanie go z funkcji wicemarszałka Sejmu o branie łapówek. Grozi mu za to do dwóch lat więzienia. Premier Leszek Miller uważa, że zarzuty Leppera powinna jak najszybciej wyjaśnić prokuratura. Powołanie komisji sejmowej tylko upolityczniłoby sprawę, twierdzi szef rządu i dodaje, że tam gdzie jest polityka, sprawiedliwość wychodzi innymi drzwiami. Premier Miller zaprzeczył, że Urząd Ochrony Państwa inwigilował Andrzeja Leppera. Podkreślił także, że treść wystąpienia sejmowego byłego wicemarszałka - dzięki doniesieniom służb specjalnych - była znana wcześniej.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie "Rzeczpospolitej" wynika, że blisko 70 procent Polaków uważa, że Lepper słusznie stracił stanowisko. Prawie połowa badanych jest zdania, że Samoobrona nie ma programu, który pozwoliłby wyciągnąć Polskę z problemów. Źle Lepper wypadł w oczach wyborców koalicji SLD-UP. 86 procent osób, które głosowały na te ugrupowania, uważa, że wicemarszałek słusznie stracił stanowisko. Podobnie uważa nawet 35 procent osób, które głosowały na Samoobronę.

Pozytywnie odwołanie Leppera przyjęli respondenci z wyższym wykształceniem. W tej grupie jego odwołanie poparło 86 procent badanych. Najbardziej wyrozumiałe dla Leppera okazały się osoby z wykształceniem podstawowym. Jednak i tutaj z odwołaniem wicemarszałka zgadza się 59 procent badanych. Dwie trzecie mieszkańców wsi (67 proc.) uważa, że Sejm postąpił słusznie, pozbawiając go stanowiska; biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania, jest to dla lidera Samoobrony i tak najlepszy wynik. Dla porównania 78 proc. mieszkańców średniej wielkości miast (50 - 200 tys.) popiera decyzję Sejmu.

foto Archiwum RMF

07:45

Artykuł pochodzi z kategorii: Fakty

-