Gwałtowne burze w Tatrach. Nie żyje 5 osób, w tym dwoje dzieci

Czwartek, 22 sierpnia 2019 (14:09)
Aktualizacja: Czwartek, 22 sierpnia 2019 (21:17)

Nad Tatrami przeszła gwałtowna burza. Piorun uderzył w grupę turystów, którzy przebywali w okolicy Giewontu. Intensywne wyładowania miały miejsce także w innych rejonach Tatr. Wiadomo, że po polskiej stronie zginęły cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Jest wielu rannych. W akcji uczestniczyły cztery śmigłowce LPR. Jak podało słowackie pogotowie górskie Horska Zachranna Slużba (HZS), po tej stronie gór zginęła jedna osoba.

URUCHOMIONO INFOLINIĘ W ZWIĄZKU Z TRAGICZNYMI WYDARZENIAMI W TATRACH 18 201 71 00

Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe prowadzi jednocześnie kilka akcji ratunkowych w różnych rejonach Tatr - pioruny raziły turystów nie tylko na Giewoncie, ale też na Hali Kondratowej.

Jak przekazał wicedyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Filip Zięba do tragedii doszło w rejonie Giewontu. Podczas burzy piorun miał uderzyć w łańcuch na szlaku na Giewont, którego trzymają się turyści wchodząc na szczyt góry. Zginęły cztery osoby - dwie dorosłe i dwójka dzieci.

Około godziny 13:15 otrzymaliśmy zgłoszenie, że w rejonie masywu  Giewontu doszło do bardzo intensywnego wyładowania atmosferycznego. Wiemy, że w tym rejonie znajdowało się około 20 turystów - mówił nam po południu rzecznik policji w Zakopanem Roman Wieczorek. 

Warunki w górach są trudne. Na pewno  ratownicy w górach pozostaną, jak długo będzie trzeba i jak długo będzie to możliwe. Priorytetem dla wszystkich służb jest to, żeby udzielać pomocy poszkodowanym i na tym się przede wszystkim skupiamy - mówił wieczorem Piotr Ćwik, wojewoda małopolski, w przerwie posiedzenia sztabu kryzysowego.

Straż parku podjęła także czynności, które są związane z zamknięciem szlaków w rejonie Giewontu po to, żeby zabezpieczyć to miejsce. Oczywiście nie wiemy do końca ile osób może  jeszcze w górach pozostawać. Dokąd się nie przekonamy, że wszystkie miejsca na szlakach zostały zbadane, to ratownicy  nie odstąpią od akcji, będą ją prowadzić. Na ile oczywiście warunki i pogoda pozwolą - dodał Ćwik.

Jak informował wojewoda, tylko do szpitala w Zakopanem trafiło 89 rannych. Poza tym ranni trafili do szpitali miedzy innymi w Myślenicach, Nowym Targu, w Suchej Beskidzkiej oraz do kilku w Krakowie. Liczba rannych przekracza 100.

Tych wypadków rażenia było bardzo dużo, zarówno po stronie polskiej, jak i słowackiej. W rejonie Czerwonych Wierchów tez była rażona osoba. O ile wiemy, jest to obywatel portugalski, jest transportowany w stanie stabilnym, ale poważny. Możemy przypuszczać, że również w innych miejscach ktoś mógł potrzebować pomocy, nie był w stanie tego zrobić, ale nie mamy takich informacji jak na razie - powiedział naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

W akcji cztery śmigłowce LPR-u

Cztery śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego biorą udział w akcji ratunkowej w Tatrach, gdzie piorun śmiertelnie raził kilka osób, a kilkanaście zostało rannych. Pierwszy śmigłowiec z bazy LPR w Krakowie wylądował na Polanie Kondratowej położonej pod Giewontem - relacjonowała PAP zastępca rzecznika prasowego LPR Kinga Czerwińska. To maszyny z baz w Krakowie, Gliwicach, Kielcach i Sanoku.

Śmigłowiec TOPR transportuje poszkodowanych /RMF FM

Z informacji, które podawał Portal Tatrzański, nieczynne było schronisko na Kondratowej - opatrywani byli ranni. Potrzebujący pomocy zwożeni byli również do Kuźnic.

Piorun raził turystów także na Słowacji

Jak informuje słowacka Horska Zachranna Slużba w wyniku uderzeń pioruna w rejonie Banówki i Spalonej jedna osoba zginęła i dwie zostały ranne.

Nie udało się uratować czeskiego turysty, który spadł około 100 metrów do Banikowskiego Kotła. Jego partnerka została przewieziona śmigłowcem do szpitala.

Ratownicy udzieli też pomocy i zwieźli śmigłowcem do szpitala słowackiego turystę, który uległ porażeniu w rejonie pobliskiej Spalonej.

Największa akcja ratunkowa w Tatrach od lat

To największa akcja ratunkowa w Tatrach w ostatnich latach. Ściągane były wszystkie siły: strażacy, ratownicy z pobliskich pasm górskich.

W akcji uczestniczyło około 70 strażaków. Zastępy są wyposażone w samochody terenowe i quady. Rejon koncentracji naszych sił stworzyliśmy obok schroniska górskiego na Polanie Kalatówki oraz przy schronisku na Hali Kondratowej - relacjonował PAP rzecznik zakopiańskiej straży pożarnej Andrzej Król-Łęgowski.

Działania strażaków trwały też przy zakopiańskim szpitalu im. Chałubińskiego, gdzie rozstawili namiot medyczny i organizowali punkt przyjęć poszkodowanych.

Z pomocą ruszyli także GOPR-owcy z grupy podhalańskiej - na miejscu było 21 ratowników. 

Służby zdecydowały o utworzeniu mostu powietrznego, łączącego okolice Giewontu ze szpitalami w Małopolsce. Dwa śmigłowce: TOPR-u oraz LPR zabierały rannych z góry do Zakopanego, tam byli przenoszeni do pozostałych trzech maszyn LPR i rozwożeni do wyznaczonych szpitali. Wiadomo, że najciężej ranne dziecko trafiło do krakowskiego szpitala w Prokocimiu. 

Akcja ratunkowa po burzy w Tatrach /TVN24/x-news

"Burza pojawiła się nie wiadomo skąd"

Zachmurzyło się, coś zaczęło lekko wiać, zaczęło kapać. I te chmury nie były ciężkie stalowe, normalne chmury takie białe, trochę ciemniejsze. I nagle burza. No i były  trzy, cztery odgłosy, potem było kilkanaście. Trzy cztery uderzenia były w pobliżu Giewontu i tak sobie pomyślałem, Boże chyba będzie źle na Giewoncie. No i byłem złym prorokiemmówi nam pan Krzysztof, który był świadkiem tragicznej w skutkach burzy.

Byliśmy w bezpośredniej bliskości tego zdarzenia. Wybraliśmy akurat wejście na Kopę Kondracką. Ok. godz. 13 burza pojawiła się nie wiadomo skąd, nagle - dodaje pan Krzysztof.

Przewodnik tatrzański: Podobna tragedia była w 1937 roku /RMF FM

Przewodnik: Latały głazy, takie jak pięść

Po uderzeniu pioruna latały głazy, takie jak pięść i większe, w promieniu 100 metrów to się rozprysłomówi w rozmowie z RMF FM przewodnik tatrzański, który był naocznym świadkiem dramatycznych wydarzeń w okolicach Giewontu.

Byliśmy na Herbacianej Przełęczy. Dużo ludzi było na szlaku wiodącym w górę. Byli ludzie w kopule szczytowej, przy samym krzyżu, byli też na szlaku zejściowym - relacjonuje. Z daleka było słychać grzmoty i ludzie jeszcze szli do góry. Proponowałem - najpierw bardzo grzecznie - żeby stamtąd zeszli jak najszybciej, dopóki się nic nie dzieje. Nie bardzo chcieli słuchać, więc potem użyłem trochę mocniejszych argumentów - dodaje. Dwie minuty później usłyszał pierwsze uderzenie pioruna.

Samego uderzenia nie widziałem, jak się odwróciłem to już kamienie fruwały wokół nas, wszędzie - dodaje. 

Powołano sztab kryzysowy

Jak informował Andrzej Łęcki, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Publicznego Starostwa Powiatowego w Zakopanem, został powołany sztab kryzysowy. Do sztabu dołączył wojewoda małopolski Piotr Ćwik. Jak poinformował rzecznik rządu, na miejsce udał się również premier Mateusz Morawiecki.

Rodziny osób poszkodowanych w Tatrach po polskiej stronie gór mogą dzwonić na specjalną infolinię pod numerami: (18) 201 71 00 i (18) 202 39 14 - poinformował w czwartek wojewoda małopolski Piotr Ćwik po posiedzeniu sztabu kryzysowego w Zakopanem.

Tragiczne daty w historii Tatr

Do równie tragicznych wydarzeń doszło w Tatrach przed drugą wojną światową. 15 sierpnia 1937 roku od uderzenia pioruna w szczyt Giewontu zginęły 4 osoby, a 13 zostało rannych. Dwa lata później - także 15 sierpnia - burza rozpętała się nad Świnicą. Nagle piorun uderzył w szczyt. Huk poruszył kamienną lawinę. Wśród turystów wybuchła panika. Zginęło 6 osób; dwie na miejscu, dwie w szpitalu, ciała dwóch kolejnych ofiar znaleziono w żlebach. Rannych zostało 15 osób. WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>

Gdzie w tej chwili są burze

Na mapach pogodowych widać przechodzące nad Podhalem burze:

Metalowy krzyż na szczycie Giewontu często przyciąga wyładowania atmosferyczne. Przebywanie na szczycie podczas burzy jest niebezpieczne, podobnie jak wędrowanie szlakami, które są uzbrojone w łańcuchy pomocnicze.

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Tragedia w Tatrach

Marcin Buczek

Maciej Pałahicki

Krzysztof Zasada

Sara Bounaoui

RMF FM/PAP