Nowa produkcja, wyreżyserowana przez wizjonera Treya Edwarda Shultsa, twórcy takich filmów jak "Fale" i "To przychodzi po zmroku", owiana jest tajemnicą. Wiadomo tylko, że to psychologiczny thriller inspirowany twórczością i życiem artysty o pseudonimie The Weeknd. W filmie główną rolę gra Abel Tesfaye, a obok niego dwójka popularnych aktorów Jenna Ortega i Barry Keoghan. Zaś ścieżkę dźwiękową do filmu współtworzył Daniel Lopatin.
Wydana właśnie płyta "Hurry Up Tomorrow" jest szóstym studyjnym albumem kanadyjskiego piosenkarza i jednocześnie zwieńczeniem trylogii zapoczątkowanej wydanym w 2020 roku krążkiem "After Hours" i kontynuowanej w 2022 roku "Dawn FM". To stan umysłu, do którego muszę się dostroić, a którego już nie pragnę - powiedział o swoim scenicznym alter ego Tesfaye. Powoli staje się to wyścigiem szczurów: więcej wyróżnień, więcej nagród, więcej przebojów. To nigdy się nie kończy, dopóki tego nie skończysz. Kiedy jest najlepszy moment na to, żeby zejść ze sceny, jeśli nie w szczytowej formie? - pyta artysta.
Czterokrotny zdobywca Grammy zapewnił, że nie zamierza rezygnować z muzyki. Ale jego zdaniem przyszedł jednak już czas na stawianie sobie nowych artystycznych wyzwań, a jako The Weeknd ma poczucie, że powiedział wszystko, co miał do powiedzenia.
Dla mnie w tej chwili The Weeknd, kimkolwiek on jest, został opanowany. Nikt nie zagra Weeknda lepiej ode mnie, a ja nie zrobię tego lepiej niż jest teraz. Myślę, że pokonałem każde wyzwanie jako ta persona - dodał muzyk.
Artysta wyjaśnił też w mediach społecznościowych, że jednym z momentów, który skłonił go do refleksji, był koncert w Los Angeles w 2022 roku, w trakcie którego stracił głos. Po konsultacji ze specjalistami zrozumiał, że problemem nie był jego głos, a głowa i presja, którą sobie narzucił - koncerty, realizacja serialu "Idol", którego krytyka kosztowała Tesfaye załamanie nerwowe. The Weeknd należy do grona najchętniej słuchanych artystów na świecie. Jego piosenki wciąż biją rekordy na platformach streamingowych.