Dunaj wysycha, atom słabnie
Węgry doświadczają obecnie jednej z najtrudniejszych sytuacji energetycznych w swojej historii. Utrzymujące się upały oraz wysychanie Dunaju doprowadziły do zagrożenia funkcjonowania głównej elektrowni jądrowej w kraju – Paks. Najtrudniejsze pięć dni przed nami. Ostatnia turbina w Paksie wciąż działa – zakomunikował premier Péter Magyar, apelując do społeczeństwa o oszczędzanie energii, szczególnie w godzinach szczytu.
Elektrownia jądrowa Paks odpowiada za znaczną część produkcji energii elektrycznej na Węgrzech. Jej ewentualne wyłączenie może oznaczać poważne ograniczenia w dostawach prądu dla mieszkańców oraz przemysłu.
Efekt domina w Europie Środkowej
Eksperci ds. energetyki zwracają uwagę, że problem niskiego poziomu wód dotyczy nie tylko Węgier.
Oczywiście koncentrujemy się na tym kraju, bo stamtąd płyną dramatyczne doniesienia o wygaszaniu elektrowni jądrowej Paks. Ale to nie tylko Węgry, bo podobnie także Rumunia, Serbia i nie wiadomo, co dalej. Jeżeli sytuacja nie wróci do normy, to może się okazać, że wiele innych krajów regionu, na przykład Bośnia, Kosowo, Słowenia, również będą mieć problemy z energetyką klasyczną, konwencjonalną, taką jak elektrownie węglowe czy jądrowe, albo też z jednostkami wodnymi. Mamy do czynienia z czymś, co powoli nabiera rozmiarów kryzysu energetycznego - podkreśla w internetowym Radiu RMF24 Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki.
W Rumunii wprowadzono już stan zagrożenia energetycznego na terenie całego kraju. Rządy krajów regionu prowadzą gorączkowe konsultacje, poszukując rozwiązań, które pozwolą uniknąć blackoutu.
Najczarniejszy scenariusz: kaskadowy paraliż
W obliczu jednoczesnych problemów kilku dużych elektrowni - zarówno jądrowych, jak i wodnych - pojawia się realne zagrożenie przerw w dostawie prądu.
Symultaniczne problemy w kilku dużych jednostkach to jest coś, co może prowadzić do załamania się tych systemów. Jeżeli nie znajdą się moce, które będą w stanie wejść w miejsce tych wygaszanych jednostek, czy to jądrowych, czy wodnych, to faktycznie blackout może się pojawić. Oczywiście to jest ten najczarniejszy scenariusz, kiedy już wszystkie inne sposoby zawiodły, jeżeli chodzi o powstrzymywanie takich, powiedzmy, kaskadowych wydarzeń, które są wtedy możliwe. Natomiast to ryzyko jest spore i przed tym przestrzegają już zarówno Węgrzy, jak i Rumuni, organizując swoje spotkania kryzysowe – dodaje Jakub Wiech.
Pułapka nocnego importu
W tej krytycznej sytuacji premier Węgier zaapelował do obywateli o ograniczanie zużycia energii, zwłaszcza w godzinach od 17:00 do 22:00, kiedy produkcja z paneli fotowoltaicznych drastycznie spada.
Z danych wynika, że w nocy, gdy nie ma produkcji ze słońca, Węgry muszą importować aż 60 procent zużywanej energii elektrycznej. Dla porównania Polska w tym samym czasie importuje około 1 procent swojej energii. To pokazuje, jak bardzo system energetyczny Węgier jest obecnie uzależniony od importu oraz niestabilnych źródeł energii.
