Zarabiasz na rękę powyżej 6 tysięcy złotych miesięcznie? To według rządu jesteś bogaty i powinieneś płacić wyższe podatki. To jedno z założeń nowego systemu podatkowego, nad którym teraz pracuje rząd. Rewolucja ma zostać wprowadzona w 2018 roku.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Rewolucja podatkowa według rządu. O szczegółach Krzysztof Berenda

Generalne założenie jest takie, że biedni mają płacić mniej, a bogaci mają płacić więcej. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Według autora tej podatkowej rewolucji - ministra Henryka Kowalczyka - granicę bogactwa wyznacza sześć tysięcy miesięcznie na rękę. Kto na etacie zarabia więcej - ten zapłaci więcej. Kto zarabia mniej - może spodziewać się obniżki podatków.

Nowa reforma obejmie także osoby pracujące na umowach śmieciowych - bo one w praktyce znikną. Mocno stracą też osoby z jednoosobową działalnością gospodarczą. Dziś mogą się rozliczać 19-procentowym podatkiem linowym, a płacić będą - jak wynika z zapowiedzi Kowalczyka - nawet 40 procent.

Spór między ministrami

Wiceministrowie podlegający Mateuszowi Morawieckiemu coraz głośniej protestują przeciwko pomysłowi Henryka Kowalczyka, by podwoić opodatkowanie małych firm.

Wiceministrowie Finansów i Rozwoju twierdzą, że likwidacja liniowego opodatkowania najmniejszych przedsiębiorstw i jednoosobowej działalności gospodarczej, a więc de facto podwojenie opodatkowania tych firm, wywoła kryzys.

Obawiają się, że wiele młodych przedsiębiorczych osób albo znowu wyemigruje z Polski albo przeniesie się do szarej strefy. W końcu Henryk Kowalczyk chce zabrać z kieszeni takich osób dodatkowe 16-17 miliardów złotych.

Kowalczyk szykuje właśnie nowy system podatkowy z jedną daniną, która połączy PIT, ZUS i NFZ.

Umowy śmieciowe mają odejść do historii

Jednym ze skutków reformy będzie zlikwidowanie umów śmieciowych. Dla tych, którzy są w ten sposób zatrudnieni oznaczać to będzie zmianę w wysokości zarobków: dostaną mniej "na rękę".

Kto dziś pracuje na umowie zleceniu, będzie pracował na etacie. A to oznacza, że z jego pensji będą odprowadzane wszystkie składki: emerytalne i zdrowotne - w pełnej wysokości.

Pozostaną natomiast umowy o dzieło - ale będą ograniczone - tylko dla osób, które rzeczywiście jakieś dzieło wykonują - na przykład coś tworząc.

Przykładowo, gdy ktoś zarabia dwa tysiące brutto, na umowie o dzieło dostaje 1712 złotych "na rękę". Po zmianach, dostanie 1688 lub 1460 na etacie.

Niższe podatki dla biedniejszych, wyższe dla bogatszych

Zamiast dwóch stawek podatku PIT, mają być co najmniej 4 - zapowiada minister Kowalczyk. Oznacza to spore zmiany dla osób pracujących na etacie.

Osoby, które zarabiają najmniej mogą się cieszyć. One na zmianach zaoszczędzą. Kto zarabia w okolicach średniej krajowe, czyli 4 tysięcy brutto, ten może spodziewać się niższych podatków. Kto natomiast zarabia na rękę powyżej 7 tysięcy złotych, czyli 10 tysięcy brutto, ten musi się szykować na podwyżkę podatku. Wszystko dlatego, że rząd chce znieść limit "ozusowania" naszej płacy. Dziś jest tak, że od każdej złotówki zarobionej powyżej 7 tysięcy na rękę ZUS nie jest już odprowadzany. Po zmianach ta zasada zniknie - czyli podatki będą wyższe.

APA