Tylko kilka km dzieli od zachodnich wybrzeży Hiszpanii dryfującą po oceanie plamę ropy. Paliwo wyciekło ze zbiorników zatopionego tankowca „Prestige”. Mieszkańcy hiszpańskiej Galicji, mimo coraz większej groźby skażenia lądu wciąż liczą, że zmieni się wiatr i plama odpłynie w głąb Atlantyku.

REKLAMA

W tej chwili jedyną nadzieją jest to, że prądy morskie zepchną część dryfującego paliwa na północ. Nie ma jednak szans, aby cała plama ominęła plaże Galicji. Mimo że ropę widać już z brzegu, hiszpański rząd temu zaprzecza i twierdzi, że paliwo znajduje się w bezpiecznej odległości.

Do wielu wiosek wciąż nie dotarła pomoc i rybacy własnymi siłami próbują zabezpieczyć choć skrawki zagrożonych plaż.

Osobom kierującym akcją zabroniono rozmawiać z dziennikarzami, nie wolno robić też zdjęć z samolotów. Przeciwko takim ograniczeniom protestują galicyjscy aktorzy, malarze i scenografowie. Domagają się wolności słowa i pełnych informacji na temat katastrofy.

Do uszkodzenia tankowca doszło 13 listopada, 60 mil od zachodniego brzegu Hiszpanii. W ładowniach „Prestige” wiózł ponad 70 tys. ton paliwa. Na razie nie wyjaśniono dokładnie, jak doszło do wypadku. Marynarze twierdzą, że tankowiec uderzył w „coś” i zaczął nabierać wody. Władze hiszpańskie są jednak przekonane, że do przecieku kadłuba doszło z powodu złego stanu technicznego 26-letniego tankowca.

02:20