Pan Li w Niemczech. Rozmawia o swoim nowym nabytku: kupionych za dziewięć miliardów dolarów udziałach w koncernie Daimler. Prezes chińskiej firmy odwiedza dziś wieżowiec w Stuttgarcie, na którego dachu obraca się gwiazda Mercedesa, a także siedzibę rządu federalnego w Berlinie.

REKLAMA

Chińska firma Geely, której założycielem i prezesem jest syn chińskiego rolnika Li Shufu, ogłosiła w piątek, że mając prawie dziesięć procent akcji producenta Mercedesów, staje się największym pojedynczym udziałowcem koncernu ze Stuttgartu.

Informacja była niemałym wstrząsem dla motoryzacyjnego świata. Dość powiedzieć, że pan Li zaczynał biznes od lodówek w latach 80., a jeszcze w latach 90. produkował motorowery. W Chinach Geely stworzyło marki Emgrand, Englon i Gleagle. Niedawno Geely przejęło producenta ciężarówek Volvo, a od początku dekady kontroluje szwedzkiego producenta osobowych samochodów z logo z literą V. Jest również właścicielem producenta sportowych samochodów Lotus oraz sławnych londyńskich taksówek LEVC.

Przejęcie przez pana Li największego pakietu akcji Daimlera, dającego aż kilkanaście procent głosów na zgromadzeniach akcjonariuszy, zaniepokoiło Niemców. Nie chodzi już nawet o symboliczną zmianę i mocne wejście Chińczyków do firmy z ponad wiekowa tradycją, która jest legendą motoryzacji. Pan Li nie ukrywa, że interesują go niemieckie technologie przyszłości motoryzacji, baterie do samochodów elektrycznych i systemy autonomicznego kierowania.

W wywiadzie dla dzisiejszego "Handelsblatt" minister gospodarki Niemiec Brigitte Zypries ostrzega, że otwartość Niemiec nie powinna być traktowana jako "brama dla przemysłowo-politycznych interesów innych krajów", a zadaniem inwestorów jest przestrzeganie regulacji.

Podobne głosy pojawiały się, kiedy w zeszłym roku Chińczycy kupili produkującą roboty dla niemieckiego przemysłu firmę Kuka. Na razie nie jest jasne, czy Geely kupiło udziały w Daimlerze w zgodzie z niemieckimi przepisami. Chińczycy nie informowali bowiem zgodnie z przepisami, kiedy skupili 3 proc. i potem 5 proc. udziałów koncernu.

Niemiecki regulator rynków finansowych na razie bada sprawę.

(ł)