Około 3-4 miliardów złotych straci w tym roku polska gospodarka na wojnie gospodarczej z Rosją - wylicza ekonomista Jakub Borowski z Rady Gospodarczej. Jak twierdzi autor wyliczeń, to tylko 0,2 punktu procentowego naszego PKB. Zaznacza jednak, że problem pojawi się, gdy sytuacja na Wschodzie będzie coraz gorsza i Zachód nałoży na Rosję nowe sankcje, a Rosjanie w odwecie nałożą sankcje na Polskę.

REKLAMA

Krzysztof Berenda: Ile będzie kosztowała walka na embarga? Gdzie ona będzie najbardziej odczuwalna i o ile ta kwota może się zmieniać w przyszłości?

Jakub Borowski, ekonomista: To, czego można oczekiwać, to jest niekorzystny wpływ rosyjskiego embarga na polski eksport żywności do tego kraju. Można szacować, że to się przełoży na obniżenie tempa wzrostu produktu krajowego brutto w Polsce o mniej więcej 0,2 punktu procentowego, przy relatywnie silniejszym wpływie tego embarga na inflację. To tutaj zobaczymy przede wszystkim skutki tego embarga. Będziemy to widzieć już w inflacji za sierpień, natomiast w kolejnych miesiącach, wtedy kiedy np. nastąpią zbiory jabłek, ten efekt będzie odpowiednio silniejszy. Te efekty utrzymają się przez cztery kwartały, przy założeniu oczywiście, że embargo nie zostanie zniesione i oczywiście przy założeniu, że nie będziemy mieli do czynienia z kolejnymi sankcjami. Te sankcje, które zostały wprowadzone przez Unię Europejską wobec Rosji, i odpowiedź w postaci embarga uderzały przede wszystkim w polską gospodarkę ze względu na relatywne duży udział eksportu żywności z Polski do Rosji. Ewentualna eskalacja tego kryzysu i tzw. wojna na sankcje oznaczałaby, że powoli przesuwamy się w kierunku dóbr przetworzonych, dóbr przemysłowych. To będzie już uderzać silniej w kraje Unii Europejskiej, w kraje rozwinięte. Również pośrednio poprzez eksport Polski do Niemiec i do całej strefy euro, również będzie negatywnie wpływać na polską gospodarkę. Dlatego to, z czym mamy na razie do czynienia, to jest wpływ niewielki, wygasający po czterech kwartałach. Jeżeli pozostaniemy tylko przy tym, to można przyjąć, że to nie zachwieje polską gospodarką, nie doprowadzi do jakiegoś gwałtownego spowolnienia. To najprawdopodobniej sprawi, że nie będziemy mieć wyraźnego przyspieszenia wzrostu gospodarczego, którego oczekiwaliśmy jeszcze kilka kwartałów temu.

Ile nas to będzie kosztowało, licząc w złotych?

Można oczekiwać, że to rosyjskie embargo obniży nam produkt krajowy brutto o około 3 - 4 miliardów złotych w ujęciu rocznym.

Na jakie straty jesteśmy w stanie sobie pozwolić, żeby nasza gospodarka nie doznała szoku albo większego uszczerbku?

Bardzo trudno powiedzieć, dlatego że wszystko zależy od tego, jakie cele makroekonomiczne, jakie cele gospodarcze mamy realizować. Jeżeli tym podstawowym celem jest dalszy spadek bezrobocia, dalszy wzrost zatrudnienia i nie zejście z tej ścieżki w najbliższych kwartałach, to byłoby dobrze, gdyby ewentualnie kolejna eskalacja tego kryzysu nie przyniosła dodatkowych, większych strat, niż to rosyjskie embargo. Czyli polska gospodarka jest w stanie udźwignąć kolejne embargo w porównywalnej skali choćby też dlatego, że równocześnie podjęliśmy działania osłonowe. Takim działaniem, z punktu widzenia wpływania na popyt w gospodarce, jest zmiana waloryzacji rent i emerytur i zmiana sposobu wypłat ulg rodzinnych, ulg na dzieci. Te dwie zmiany zwiększą popyt w polskiej gospodarce mniej więcej o tyle, o ile ten popyt spadnie w wyniku tego rosyjskiego embarga. Można zatem powiedzieć, że to rosyjskie embargo zostanie w znacznym stopniu zneutralizowane poprzez te działania, które rząd zapowiedział. Natomiast kolejne embargo, kolejna eskalacja tego kryzysu, dalszy spadek polskiego eksportu i do Rosji i do Ukrainy oczywiście będzie czynnikiem hamującym wzrost.

(abs)