​Złoty mocno słabnie w ostatnich dniach w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dostaje się także innym walutom regionu. Jaki to będzie miało wpływ na naszą gospodarkę? Gościem radia RMF24 był Rafał Benecki, główny ekonomista banku ING.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Dlaczego kursy zagranicznych walut tak drastycznie rosną?

Tomasz Weryński, Radio RMF24: Panie Rafale, dlaczego złoty tak bardzo traci do zagranicznych walut?

Rafał Benecki: Myślę, że to ma związek niekoniecznie z polską gospodarką, tylko z tym, co się dzieje poza Polską, militarnie, ale również finansowo. Może zacznę od tej drugiej kwestii.

Na Rosję zostały nałożone liczne sankcje. Jest wielu inwestorów, którzy posiadają obligacje rosyjskie, których nie mogą sprzedać. Te obligacje tracą, rubel traci - więc aby trochę zmniejszyć swoje straty, oni po prostu sprzedają złotego. Sprzedają koronę czeską, sprzedają forinta po to, żeby trochę zabezpieczyć swoje portfele i mniej tracić. To nie ma bezpośredniego związku z Polską. To ma związek z tym, co się dzieje w Rosji. To jest pierwszy powód.

Drugi powód, mamy wojnę informacyjną, która mocno wpływa na rynki finansowe. Proszę zwrócić uwagę, że strzelanie z czołgu do reaktora atomowego, który jest pokryty metrem lub trzema metrami betonu nie jest początkiem wojny atomowej. Jednak przez moment wielu ludzi na świecie tak interpretowało te wydarzenia, to też było powodem osłabienia giełd niektórych walut. To też się przełożyło na złotego, więc pewne rzeczy dzieją się w sferze psychicznej i w sferze emocji. One de facto są bardziej emocjami, niż rzeczywistym zagrożeniem.

Reaktor atomowy jest przygotowany na upadek samolotu, strzały z czołgu nie są w stanie rozpocząć katastrofy takiej jak w Czarnobylu. Tak mówią atomiści, którzy znają tę elektrownię. Niemniej jednak wpływa to na zachowanie inwestorów, którzy może nie mają takiej wiedzy albo w pierwszym momencie nie mieli tej wiedzy.

Osłabienie złotego i walut też jest elementem wojny informacyjnej, w którą ja osobiście się nie włączam. Inne powody osłabienia złotego, to ucieczka kapitału do dolara. Dolar troszeczkę zyskuje na wartości na świecie, euro trochę traci, dlatego, że europejska gospodarka bardziej zależy od energii z Rosji - tutaj mówi się o większym ryzyku spowolnienia gospodarczego.

Zwykle jak europejska waluta traci, a dolar zyskuje, to również waluty naszego regionu trochę tracą. To wszystko, co mówię ma związek z sytuacją poza Polską. Oczywiście jest jeszcze to ryzyko militarne, o które się boimy i tutaj to się przekłada na zachowania nas - Polaków. Wiele osób wybiera środki z banku, stara się je skonwertować na euro, na dolary. To też ma wpływ na osłabienie naszej waluty, ale moim zdaniem trzeba mieć świadomość, że wiele tych ryzyk nie dotyczy Polski bezpośrednio i w momencie, kiedy ta sytuacja wojenna się ustabilizuje, złoty będzie wracał i odrabiał straty.

Jesteśmy silną gospodarką, która miała bardzo mocny wzrost przed rozpoczęciem wojny. Nasi partnerzy zachodni, NATO dostarczyli o wiele bardziej daleko idących gwarancji bezpieczeństwa, niż można się było tego spodziewać. Polska gospodarka nie jest aż tak bardzo zależna od Rosji - to jest 5 proc. polskiego eksportu. Myślę, że również do Polski napływają miliony ludzi. Część z tych ludzi oczywiście wróci do swojego kraju ale część z nich zostanie w Polsce i będzie się przyczyniać do budowania naszego wzrostu gospodarczego. Firmy, z którymi rozmawiamy również mówią o tym, że w momencie kiedy zostały nałożone sankcje na Rosję, na Ukrainie jest wojna - wiele przedsiębiorstw może się przenieść do Polski.

Tutaj właśnie muszę zadać pytanie: czego możemy się dalej spodziewać? Czy wraz z kolejnym tygodniem wojny, ta sytuacja będzie się pogarszać zarówno w tej kwestii walut jak i też naszej gospodarki?

Myślę, że złoty może być wciąż słaby, dlatego że inwestorzy zagraniczni, którzy prowadzą fundusze rynków wschodzących - oni w tej chwili doświadczają odpływu kapitału, nie mogą sprzedać europejskich obligacji, więc mogą sprzedawać obligacje: polskie, czeskie i węgierskie. To może powodować że złoty przez jakiś czas jeszcze będzie słaby, ale tak jak powiedziałem, to że oni sprzedają te obligacje to nie dlatego, że się Polski boją, nie dlatego, że uważają, że będzie wojna atomowa tylko dlatego, że Rosja została obłożona sankcjami i nie mogą sprzedać obligacji rosyjskich. Więc całkiem możliwe, że w najbliższych dniach złoty jeszcze będzie pod presją, może jeszcze trochę tracić, ale to są zmiany odwracalne.

Wiemy, że dzisiaj Rada Polityki Pieniężnej zdecydować ma o podniesieniu stóp procentowych. Jakiej podwyżki pan się spodziewa?

My zakładaliśmy podwyżkę o 50 punktów bazowych czyli o pół pkt proc. Myślę, że są spore szanse, że ta podwyżka będzie większa. Właśnie dlatego żeby utemperować troszeczkę osłabienie złotego, żeby wspomóc interwencje walutowe, jakie prowadzi bank centralny. Aby te interwencje były bardziej skuteczne, żeby zachęcić zagranicznych inwestorów, żeby trzymali te polskie obligacje - bo one po prostu dają całkiem niezłe oprocentowanie a jesteśmy krajem o mocnych fundamentach i krajem, który na pewno mniej ucierpi na tej wojnie niż gospodarka rosyjska. To gospodarka rosyjska w tej chwili się sypie, a polska gospodarka może ma, może będzie miała jakieś lekkie przeziębienie. Wydaje mi się że ta podwyżka może być spora, może większa niż 50 punktów bazowych - ona będzie miała na celu właśnie wsparcie tych interwencji walutowych po to, żeby tej paniki na rynku walutowym nie było tak dużo.

Ten maraton podwyżek wielu kredytobiorców stawia już pod ścianą lub wręcz przekracza ich możliwości. Jak pan sądzi, czy Rada bierze to pod uwagę, że pewna grupa nie poradzi sobie z aż tak drastycznymi podwyżkami rat?

Narodowy Bank Polski rzeczywiście podnosi raty kredytów, ale gdybyśmy zobaczyli, w jakim tempie rosły dochody Polaków w ciągu ostatnich lat, to nie wygląda tak, jakby nagle podwyżki stóp procentowych miały spowodować, że wiele osób będzie miało trudności z obsługą kredytów. Owszem kredyt będzie droższy, istotnie droższy. Tak się dzieje rzeczywiście, ale nie wydaje mi się, aby to spowodowało jakieś bardziej daleko idące perturbacje w gospodarce. Oczywiście nasze wydatki muszą być mniejsze, może inwestycje będą troszeczkę mniejsze, ale trzeba pamiętać, że przed rozpoczęciem tej wojny gospodarka była przegrzana. Bardzo szybko rosła i Polacy pomimo wysokiej inflacji wydawali bardzo dużo, korzystając również ze swoich depozytów. Może będą wydawać troszkę mniej. Dlatego ten wzrost gospodarczy, może będzie punkt procentowy słabszy niż dotychczas oczekiwaliśmy, ale nie wydaje mi się, żeby podwyżki stóp procentowych spowodowały jakieś bardzo negatywne skutki, a raczej pożądane skutki w postaci zatrzymania tego boomu konsumpcyjnego.

Gdzie jest sufit tych podwyżek czy np. nie wiem w tym roku jeszcze będzie podwyżka czy będą podwyższone np. w kolejnych latach?

My zakładamy że stopy wzrosną do około 4,5 proc., czyli jeszcze 0,75 pkt proc. oprócz tej dzisiejszej podwyżki. Myślę, że argumentem za kolejnym podnoszeniem stóp procentowych jest właśnie obrona złotego, ale również to, co działo się przed rozpoczęciem wojny, czyli przegrzanie gospodarki. Trzeci ważny argument to są obawy, że ta wysoka inflacja zostanie z nami na dłużej. Są różne powody wysokiej inflacji, krajowe i zagraniczne. Podnosząc stopy procentowe możemy trochę zadziałać na te powody krajowe, powody zagraniczne inflacji to wysokie ceny energii przed wojną, po wojnie, po rozpoczęciu wojny jeszcze wyższe, zakłócenia w dostawach czy problemy z zaopatrzeniem. Bank centralny chce wysłać taki sygnał, że panuje nad sytuacją, stara się przeciwdziałać inflacji i nie chce, aby społeczeństwo i gospodarstwa domowe utraciły wiarę w to, że ta niższa inflacja kiedyś powróci. Temu mają służyć podwyżki stóp procentowych. One mają swoje efekty uboczne w postaci pewnego chłodzenia koniunktury, chłodzenia gospodarki, ale na dłuższą metę to się opłaca. Opłaca się walczyć o tę stabilność złotego, opłaca się walczyć o powrót niskiej inflacji. Nawet jeżeli mielibyśmy zapłacić jakieś krótkoterminowe koszty.