Rządowa gra na zwłokę grozi kryzysem na rynku pracy - grzmią ekonomiści. Donald Tusk zwleka, jak się da, z powołaniem nowego gabinetu. Ma być on przedstawiony dopiero 22 listopada. Na początku grudnia premier ma wygłosić expose i odbędzie się głosowanie nad wotum zaufania dla rządu

REKLAMA

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiał dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda, do czasu zaprzysiężenia nowego rządu, a więc do grudnia, nie zostaną podjęte żadne kluczowe decyzje. Tymczasem już teraz trzeba m.in. zacząć interwencje na rynku pracy. Zaczyna się półroczny okres wzrostu bezrobocia, a wchodzimy w niego z bardzo wysokim odsetkiem osób bez pracy - 11,7 proc.

Bezrobocie wzrośnie, bo kończą sie prace w rolnictwie, a wraz z nastaniem zimy nastanie zastój w budownictwie.

Niestety, nie ma pieniędzy na uchronienie ludzi przed skutkami utraty pracy.

Kasy w urzędach zatrudnienia świecą bowiem pustkami i nie ma komu zdecydować o zwiększeniu dotacji.

W Niemczech w okresie kryzysu wpompowano nieco pieniędzy w rynek pracy po to, żeby ludzi nadmiernie nie zwalniano, ale potem te pieniądze wycofano. Tego typu polityki oczekiwałbym w Polsce - proponuje ekonomista Ryszard Petru.

Tego samego bezskutecznie domaga się ministerstwo pracy.

Problem więc będzie narastał, tylko niestety nie ma komu go rozwiązać.