Ekspresowo rośnie liczba bezrobotnych seniorów. W urzędach pracy zasiłki pobiera teraz 207 tysięcy osób powyżej 55. roku życia. Kilka lat temu było ich trzykrotnie mniej. Przypominamy o tym, bo posłowie przekonywali dziś prezydenta do podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia. Zapomnieli jednak o wsparciu najstarszych pracowników.

REKLAMA

Rządzący z zapałem zabrali się za reformę emerytur, ale kompletnie nie pomyśleli o konsekwencjach jej wprowadzenia. Bo choć projekt podniesienia wieku emerytalnego już jest, to wciąż brakuje osłon dla najstarszych. Co gorsza, politycy proponują seniorom jedynie debatę i dyskusję.

Na przykład pracodawcy przekonują, że większość oszczędności z podniesienia wieku trzeba przeznaczyć na studia dla 50- i 60- latków. Pada także propozycja, by skrócić okres ochronny. Według obowiązującego teraz prawa na 4 lata przed emeryturą nie wolno zwolnić pracownika. Dlatego też pracodawcy regularnie zwalniają ludzi tuż przed przekroczeniem tej granicy. Problem w tym, że politycy kompletnie nie wiedzą, co z tym zrobić.

Prezydenckie rozmowy ws. emerytur

Na spotkaniu u prezydenta stawili się dziś przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych. Beata Kempa z Solidarnej Polski podkreślała, że nie można robić głębokiej reformy emerytalnej bez pakietu ustaw prorodzinnych, który pozwoli przełamać kryzys demograficzny. Jeżeli nie będą rodzić się dzieci, to jest sprawa jasna, nie będzie miał kto pracować na przyszłe emerytury - powiedziała dziennikarzom po rozmowach w Pałacu Prezydenckim.

Z kolei Janusz Palikot mówił o połączeniu ZUS-u i KRUS-u oraz zmianach w Kodeksie pracy, które pomogłyby tworzyć nowe miejsca pracy lub wsparłyby przedsiębiorców. Ruch Palikota proponuje pomysł "firmy na próbę", czyli takiej, w której przez 3 miesiące się nie płaci podatków z wyjątkiem VAT". W ocenie Palikota ludzie w Polsce chcą pracować dłużej, przechodzą na emerytury nie dlatego, że potem nie pracują. (...) Pracują, tylko na szaro - stwierdził poseł.

Zdaniem przedstawicieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to staż pracy powinien decydować o przejściu na emeryturę, a nie wiek, jak chce rząd. Dla kobiet miałoby to być 35 lat, dla mężczyzn - 40. Sojusz nie zgadza się na wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat. Uważamy, że trzeba orientować się na wiek biologiczny, chociaż jesteśmy przeciwnikiem jego wydłużenia i wprowadzić dodatkowe kryterium, jakim jest staż pracy, a więc okresy składkowe, bo to decyduje zarówno o kondycji ZUS, jak i FUS - mówił Leszek Miller.

Zwrócił przy tym uwagę, że średnia długość życia w Polsce, sytuuje nasz kraj na 28. miejscu w Europie. Jeśli średnia wieku mężczyzny w Polsce wynosi 72 lata, to po wprowadzeniu tej zmiany, którą proponuje rząd, mężczyzna byłby tylko 5 lat na emeryturze - zaznaczył szef SLD. Politycy Sojuszu przypomnieli też, że od kilkunastu dni prowadzą zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy emerytalnej. Chcą, by to Polacy wypowiedzieli się, czy zgadzają się na podwyższenie wieku emerytalnego.

Rząd chce - zgodnie z zapowiedziami premiera Donalda Tuska z expose - stopniowo zrównywać i podwyższać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn od 2013 roku, docelowo do 67. roku życia. Poziom 67 lat w przypadku mężczyzn osiągnięty ma zostać w roku 2020, a dla kobiet w roku 2040.