W Austrii od miesiąca ciągnie się sprawa ministra finansów, Karla-Heinza Grassera, któremu opozycja zarzuca, że za 170 tysięcy euro zamówił sobie prywatną stronę w Internecie. Urzędnikowi wytknięto również, że w kierowanym przez niego resorcie na same tylko konsultacje wydano 18 milionów euro.

REKLAMA

Dochodzenie przeprowadzone przez specjalną komisję oczyściło Grassera z zarzutów, ale ten werdykt jeszcze bardziej zaognił konflikt.

Komisja złożona była z urzędników szczebla centralnego i urzędników wydziału finansowych z 9 landów, z których składa się Austria.

Zespół ten orzekł, że minister nie przekroczył swoich uprawnień zamawiając za miliony euro w prywatnych firmach opracowanie analityczne i propagandowe. Poza tym strona internetowa też jest w porządku skoro Karl-Heinz Grasser kazał z niej usunąć zdjęcia i inne elementy prywatne.

Ta sprawa cuchnie aż pod chmury - mówi opozycja i niezależni eksperci finansowi. Ministra nie mogą oceniać nawet pod przysięgą ludzie, którzy mu podlegają. Werdykt zapadł zanim opozycja zdążyła doprowadzić do powołania śledczej komisji parlamentarnej. Nie obejdzie się jednak bez niej.

05:55