Sądy znalazły sposób na darmowy kredyt: zamiast zwracać opłaty bezzwłocznie zwlekają z tym miesiącami - zauważa "Dziennik Gazeta Prawna". A wszystko przez lukę w prawie - w przepisach nie ma bowiem jasno określonego terminu zwrotu pieniędzy. Ministerstwo Sprawiedliwości chce odpowiednio zmienić prawo.

By wytoczyć pozew trzeba zapłacić tzw,. Wpisowe - najczęściej to 5 proc. Żądanej sumy, maksymalnie 100 tys. złotych do czasu jej opłacenia sprawa nie ma nadawanego biegu.

Zdarzają się przypadki, że na zwrot opłaty sądowej czeka się nawet półtora roku. Kilkanaście osób, które znalazły się w podobnej sytuacji poprosiło o pomoc Forum Pokrzywdzonych przez Państwo. Sprawa wydała się o ekspertom tak bulwersująca, że postanowili zainteresować resort sprawiedliwości i Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że problem rzeczywiście istnieje. W ramach prowadzonych obecnie w departamencie sądów powszechnych prac nad projektem zmiany ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych rozważane jest doprecyzowanie terminu, w jakim sąd ma obowiązek dokonać powyższego zwrotu - mówi dziennikowi rzeczniczka resortu Wioletta Olszewska.

Jaki termin należy zapisać w ustawie? Rozmówcy "DGP" proponują 30 dni.