​Mniej zarabiasz, mniej zapłacisz. Rewolucyjny pomysł we Francji

Piątek, 1 lutego 2013 (16:44)

Jedna z francuskich organizacji charytatywnych z powodu kryzysu stworzyła "Solidarny Zakład Naprawczy". Zatrudnia on mechaników, którym wcześniej nie udawało się znaleźć pracy z powodu bezrobocia przekraczającego nad Sekwaną już 10 procent. Klienci niezwykłego warsztatu płacą za naprawy samochodów w zależności od wysokości swoich zarobków lub zasiłków.

W "Solidarnym Zakładzie Naprawczym" w Montchanin w Burgundii najubożsi klienci płaca aż cztery razy mniej niż w innych samochodowych firmach usługowych. Szef zakładu Alain Petiteville zapewnia, że jakość napraw jest równie dobra. Nie możemy pozostawić na lodzie kierowców, którzy potrzebują sprawnie funkcjonujących aut, by udawać się codziennie do pracy lub po prostu w poszukiwaniu pracy, a w naprawianiu aut mogą aktywnie uczestniczyć - pod nadzorem profesjonalistów - sami właściciele aut, którzy znają się trochę na mechanice, co dodatkowo zmniejsza koszty. Ku powszechnemu zaskoczeniu zakład stał się błyskawicznie dochodowy, bo oblegają go nieprzebrane tłumy niezbyt bogatych kierowców - tłumaczy Petiteville.

Zyski z tego zakładu mają zostać zainwestowane w tworzenie "Solidarnych Firm Usługowych" w innych częściach Francji. To reakcja działaczy organizacji charytatywnych m.in. na zapowiedź podwyżek cen prawie wszystkich produktów i usług we Francji, którą już kilka miesięcy temu zapowiedział premier Jean-Marc Ayrault. Według wielu ekspertów, zwiększa ona liczbę osób żyjących na skraju ubóstwa. Antykryzysowym kołem ratunkowym dla nadsekwańskiego biznesu mają być ulgi podatkowe, które kosztować będą 20 miliardów euro. Żeby to sfinansować, konieczna będzie podwyżka VAT-u z 19,6 proc. do 20 proc., przez którą podrożeje właśnie większość produktów i usług.

"Polityka Hollande’a pełna sprzeczności"

Komentatorzy oskarżają francuski rząd o to, że sam nie wie, co robi. Wcześniej bowiem Ayrault ogłosił nałożenie wyższych podatków na przedsiębiorstwa, a teraz obiecuje ulgi fiskalne. Według wielu ekspertów, polityka, której główne kierunki nadaje socjalistyczny prezydent François Hollande, jest pełna sprzeczności. Do tego w czasie kampanii wyborczej Hollande sprzeciwił się podwyżce VAT-u zapowiadanej przez swego prawicowego poprzednika Nicolasa Sarkozy’ego. Obiecał, że jeżeli wygra wyścig do Pałacu Elizejskiego, to produkty i usługi nie zdrożeją. Związkowcy oskarżają szefa państwa o kłamstwo i grożą kolejną falą protestów.

W październiku ubiegłego roku socjalistyczny premier Jaen-Marc Ayrault zapowiedział największe od 30 lat cięcia budżetowe i podwyżki podatków. Szef rządu wyjaśnił, że w związku z pogłębiającym się kryzysem, wszyscy muszą solidarnie walczyć o uzdrowienie finansów publicznych. Reforma fiskalna ma umożliwić w przyszłym roku redukcję francuskiego deficytu budżetowego do 3 procent PKB. Protestują przeciwko temu związkowcy, radykalna lewica i prawicowa opozycja, według której dodatkowe opodatkowanie dużych przedsiębiorstw i zamożnych obywateli sprawi, że z kraju zaczną uciekać inwestorzy.

Przez Paryż przeszły wielotysięczne demonstracje

Po demonstracji w Paryżu w październiku ubiegłego roku, w której wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, rząd pospiesznie obiecał, że zapowiedziana podwyżka podatków trwać będzie tylko dwa lata. Później obywatele będą dawać fiskusowi mniej pieniędzy. Komentatorzy sugerują, że prezydent François Hollande przestraszył się antykryzysowych protestów. "Precz z unijnymi cieciami budżetowymi! Precz z zamykaniem szpitali! Mówimy won tym, którzy chcą decydować o naszym losie na giełdzie!" - skandowali ich uczestnicy. Wszędzie widać było portrety socjalistycznego prezydenta w formie listu gończego. Według uczestników demonstracji, Hollande dla państwa jest przestępcą, który gnębi najbiedniejszych.

Nie chcemy dołączyć do listy bankrutujących krajów, takich jak Grecja czy Hiszpania - Unia Europejska nie potrafi wyciągnąć nas z kryzysu! - mówił korespondentowi RMF FM Markowi Gładyszowi młody paryżanin. Protestujemy przeciwko coraz ostrzejszemu zaciskaniu pasa! Tak samo było w Grecji - ludzie zdychają z biedy, a kryzys jest coraz większy! - tłumaczył inny Francuz. Uczestnicy demonstracji sprzeciwiali się ratyfikacji unijnego paktu fiskalnego, który zakłada zaostrzenie w większości krajów Unii Europejskiej dyscypliny budżetowej i który ma ratować pogrążający się coraz bardziej w kryzysie euroland. Wielu komentatorów podkreśla, że - według sondaży - już teraz większość Francuzów nie wierzy, że Hollande szybko wyciągnie Francję z kryzysu.

(bs)

Artykuł pochodzi z kategorii: Ekonomia

Marek Gładysz