"Jeśli chcemy zarabiać na budowie Jedwabnego Szlaku, to musimy wziąć się do roboty"

Poniedziałek, 15 maja 2017 (15:29)

​Jeżeli rzeczywiście chcemy zarabiać na budowie nowego Jedwabnego Szlaku, to musimy ostro wziąć się do roboty - mówią eksperci.

Dziś w Pekinie kończy się wielki szczyt przywódców krajów, które chcą brać udział w budowie korytarza transportowego z Chin do Europy. Polska premier zabiega tam o wsparcie budowy wielkiego lotniska i dworca handlowego w sercu naszego kraju.

A wyzwań mamy sporo. Na przykład nie rozumiemy wzajemnie swojej kultury biznesu - mówi Qu Yan, szef chińskiej firmy prawniczej Jingsh Poland działającej w Polsce. Jeszcze długa droga, wciąż mamy dużą różnicę - twierdzi.

Kolejnym problemem jest nieprzygotowanie prawna. Biznes znaczy biznes. I najważniejsze, by zabezpieczone było prawo - dodaje.

Chodzi tu ochronę inwestycji, o ochronę praw autorskich, ubezpieczenie od upadłości - co widzieliśmy przy problemach chińskiej firmy Covec, która zawiodła przy budowie autostrad w Polsce.

W Polsce pokutuje jeszcze przykład Covecu, ten wypadek przy pracy. Ale powinniśmy przełamać ten lęk przed chińskimi firmami i zacząć współpracować, bo bez tego nie będzie sukcesu - dodaje prawnik Tomasz Krześniak.

Budowa nowego Jedwabnego Szlaku to dla Polski znacznie większe wyzwanie infrastrukturalne, niż przygotowanie się do piłkarskich mistrzostw Euro 2012 - tak mówi główny ekonomista rządowej Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych Piotr Soroczyński.

Mamy znacznie więcej do stracenia, ale i do wygrania. Warunkiem jest aktywność rządu i biznesu - dodaje ekspert. Bo nie chodzi tylko o to, żeby wybudować nowe drogi, tory kolejowe, dworce i lotnisko. Chodzi także o to, by coś na nich się działo.

Droga nie jest po to, żeby było ładnie, tylko żeby coś po niej jeździło - mówi Piotr Soroczyński. Chińczycy chcą z nami budować szlak handlowy między Azją, a Europą. Jeżeli nie potraktujemy sprawy poważnie, to ten szlak nas ominie.

Choćby było to widać po naszych sąsiadach. U nich ten szlak miał być i go nie ma. Więc widać, że można coś przespać i można się spóźnić - dodaje.

Dlatego już polska dyplomacja powinna dwoić się i troić, a polscy przedsiębiorcy szukać jak najściślejszych kontaktów z chińskim biznesem. Bo chodzi o miliardy.

(az)

Artykuł pochodzi z kategorii: Ekonomia

Krzysztof Berenda