Urodziny francuskiego 14-latka przerodziły się w koszmar z powodu nieostrożności na Facebooku. Przybycie na imprezę przewidzianą dla 15 kolegów i koleżanek zapowiedziało 48 tysięcy osób. Liczba potencjalnych nieproszonych gości cały czas rośnie. Niektórzy z nich grożą rodzinie chłopca, dlatego jego dom będą ochraniać szturmowe jednostki policji.

REKLAMA

Koleżanki 14-latka podały w sieci jego adres i numer telefonu. Telefon dzwoni co 15 sekund. Dzwonią nieznani ludzie, mówią np.: przyjdziemy do Ciebie, żeby dla zabawy zdemolować i spalić twój dom - alarmuje przerażony ojciec chłopca. Inni dzwonią i mówią np., że zorganizują orgię i będą kręcić film pornograficzny.

Ojciec zamknął już konto syna na Facebooku, zgłosił pół tysiąca wpisów niezgodnych z prawem, złożył też doniesienie o groźbach w prokuraturze. Wszystko na nic. Liczba potencjalnych nieproszonych gości ciągle rośnie, bo informacja jest powielana w sieci pod hasłem: "Każdy może zaprosić na tę imprezę 100 dodatkowych osób". Ojciec nastolatka twierdzi, że w sieci krążą też zdjęcia jego domu koło Clermont-Ferrand w środkowej Francji.

Specjaliści ostrzegają, że umieszczanie na portalach społecznościowych prywatnych informacji z adresem i numerem telefonu jest często niewskazane. Zanim cokolwiek umieścimy w sieci, musimy się zastanowić, czy później nie będziemy tego głęboko żałować - alarmuje dziennik "Liberation".

Adres i numer telefonu 14-latka - umieszczony na Facebooku przez jego koleżanki - miał być teoretycznie dostępny tylko dla wąskiego grona przyjaciół. Nastolatki zapomniały jednak odpowiednio skonfigurować opcje Facebooka - stąd cała afera. Komentatorzy podkreślają, że w tym przypadku portal nie ponosi winy. Zaznaczają jednak, że dla wielu użytkowników korzystanie z odpowiednich opcji Facebooka nie jest oczywiste i łatwe. Czasami wystarczy chwila roztargnienia...

Francuzi walczą w sądach z internetowymi gigantami

Francuskie media przypominają inne polemiki wokół funkcjonowania wielkich firm internetowych. Były one obwiniane o złe funkcjonowanie i łamanie prywatności przypadkowych ludzi. Półtora tygodnia temu doszło do precedensu prawnego. Sąd apelacyjny w Pau we francuskich Pirenejach orzekł, że internauci, którzy są niezadowoleni z usług Facebooka, będą mogli zaskarżać ten portal nie tylko w Kalifornii, ale także w swojej ojczyźnie. Sędziowie oświadczyli, że rozpatrzą skargi młodego mieszkańca Pau - Sabastiena R., który twierdzi, że jego konto na Facebooku było bez powodu wielokrotnie zamykane przez amerykańskiego giganta. Uznali też, że zastrzeżenie dotyczące użytkowników sławnego portalu zakładające, że mogą składać skargi na Facebooka tylko w USA, nie ma żadnej wartości prawnej. Decyzja sądu apelacyjnego w Pau nie jest jednak jeszcze prawomocna. Dyrekcja sławnego portalu ma trzy miesiące na to, by ewentualnie odwołać się do sądu kasacyjnego.

Kontrowersje wokół Google Street View

15 marca tego roku proces wytoczony koncernowi Google wygrał - ale tylko częściowo - mieszkaniec małej francuskiej wsi, który został sfotografowany, kiedy załatwiał potrzebę fizjologiczną w zaciszu własnego ogródka. Kompromitujące go zdjęcie zostało wycofane przez internetowego giganta z jego serwisu "Street View", który jest elementem usługi Google Maps.

Serwis Street View, budzi we Francji także inne kontrowersje. Francuska telewizja twierdzi, że panoramiczny widok niektórych rezydencji i ich okolic ułatwia pracę złodziejom. Tym bardziej, że zdjęcia można powiększać na ekranie oraz wybierać punkt, z którego chce się dany budynek oglądać. W marcu ubiegłego roku francuska Narodowa Komisja Informatyki i Wolności zarzuciła już koncernowi Google nielegalne zbieranie informacji o charakterze prywatnym właśnie w związku z tworzeniem stron Street View. Amerykańska firma musiała zapłacić grzywnę w wysokości 100 tysięcy euro.