"Ucho prezesa" - trzeci odcinek już w sieci. "Krokodyl" się spóźnia, "Misio" krztusi się krówką

Poniedziałek, 16 stycznia 2017 (11:34)

"Czasem mi się wydaje, że to całkowity wariat, a czasami mi się wydaje, że to on robi z nas wariatów" - tak o wizycie TEGO ministra obrony narodowej mówi w najnowszym odcinku "Ucha prezesa" TEN prezes. I dodaje, że jedno drugiego nie wyklucza. W trzecim epizodzie - poza szefem MON porównywanym do krokodyla - zobaczymy też "Misia", czyli "nieszczęsnego młodzieńca" o analitycznym umyśle, "ofiarę dezinformacji, zaszczutego przez proniemieckie media".

Mnie się zdaje, że chce mnie odgryźć, a nawet wygryźć - tak w trzecim odcinku „Ucha prezesa” o szefie MON-u mówi prezes. W rozmowie ze swoim najbliższym współpracownikiem Mariuszem (szefem MSWiA) prezes przyznaje, że minister przypomina krokodyla. Trzeba go trochę przygiąć, bo się za bardzo wyprostował - zaznacza.

Minister "wojny, tzn. obrony narodowej" (jak sam siebie określa) pojawia się na Nowogrodzkiej razem ze swoim najbliższym współpracownikiem, "Misiem". Pani mu zrobi kakao i okno pani zamknie, bo mu będzie chłodno - wydaje dyspozycje minister. Młodzieniec zostaje przed gabinetem prezesa i zawzięcie gra na komórce.

Minister, wchodząc do gabinetu prezesa, przeprasza za "drobne spóźnienie". Prezes stwierdza, że nie szkodzi, pewnie był jakiś ważny powód. Nie, po prostu za późno wyszedłem z domu - z uśmiechem na twarzy odpowiada szef MON.

Rozmowa dotyczy zerwanego kontraktu na caracale. Kontakt się urwał, tzn. kontrakt się zerwał, niby Francuzi, a chcieli nasz oszwabić - podsumowuje minister. I zapewnia, że poczekamy 10 lat i będziemy mieć własne helikoptery, a właściwie milion elektrycznych śmigłowców.

Minister zdradza też plany tworzonej obrony terytorialnej. Naszą tarczą antyrakietową będzie każde drzewo, każdy krzak, każdy tatarak - zapewnia szef MON.

Potem do gabinetu prezesa zostaje wezwany "Misio". Od przedszkola do Opola, od aptekarza do ministra, zaszczuty przez proniemieckie media, ofiara dezinformacji i nieludzkiej nagonki - przedstawia go minister. Zachwala ścisły, analityczny umysł współpracownika. Niestety, wizyta nagle się kończy, ponieważ "Misio" zakrztusił się krówką. Pogotowie stomatologiczne, dajcie mi tu helikopter na Nowogrodzką raz - wydaje dyspozycję minister. Gdy słyszy, że śmigłowca nie ma, wściekły przyznaje: Trzeba było brać te caracale.

Czasem mi się wydaje, że to całkowity wariat, a czasami mi się wydaje, że to on robi z nas wariatów - podsumowuje prezes.

Serial "Ucho prezesa" cieszy się ogromną popularnością w internecie. Pierwsze dwa odcinki obejrzało już w sumie w YouTubie blisko 7 mln osób. Wśród widzów jest ponoć sam prezes Jarosław Kaczyński. Z relacji Adama Bielana wynika, że szef PiS-u miał na pewno jedną merytoryczną uwagę – koty nie piją mleka.

Sam Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju, pomysłodawca serialu, w rozmowie z tygodnikiem "wSieci", twierdzi, że "tak się niechcący dzieje, że dodaję prezesowi ludzkich cech – i to w zasadzie dobrze, chodzi o to, by było trochę weselej, niż jest, bo za często jest groźnie i nieprzyjemnie". Do tej pory w odcinkach pojawiła się postać szefa MSWiA, Mariusza oraz prezesa telewizji, Jacka. Dostaliśmy ostatnio komunikat od ministra Gowina, że byłby zawiedziony, gdyby jego postać się nie pojawiła w "Uchu Prezesa". Odpisaliśmy, że szukamy odpowiedniego aktora. On zaproponował Clooneya. Nas stać na razie na Zelnika - stwierdził Górski w rozmowie z dziennikarzem "wSieci".

(mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki