Piskorski: Lapsus Schetyny będzie Tuska dużo kosztował

Poniedziałek, 15 czerwca 2009 (08:02)

Najpoważniejszym kandydatem na premiera, po Donaldzie Tusku i najgroźniejszym dla Schetyny jest Jan Krzysztof Bielecki, który chciałby wrócić do polityki. On nie da się Schetynie - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Paweł Piskorski. Szef Stronnictwa Demokratycznego uważa, że iderzy PO knują plan wzmocnienia prezydenta - prezydenta Tuska, nie wyklucza też współpracy z Januszem Palikotem po wyborach prezydenckich.

Konrad Piasecki: Premier Tusk zostaje prezydentem Tuskiem, ale pozostaje Tuskiem – szefem partii. Pańskim zdaniem to jest scenariusz kuriozalny czy realny?

Paweł Piskorski: Bardzo zły pomysł albo wielki lapsus Schetyny polegający na tym, że nie przemyślał tej wypowiedzi, albo – co gorsza – ją przemyślał i to jest pokazanie jakiegoś scenariusza, który jest w głowach liderów PO.

Konrad Piasecki: Grzegorz Schetyna i nieprzemyślane wypowiedzi – nie... To mi do niego nie pasuje.

Paweł Piskorski: To jest w takim razie gorszy scenariusz, że oni o tym myślą, ale to jest nie tylko antykonstytucyjne, ale też będzie bardzo niepopularne.

Konrad Piasecki: To po co w takim razie Grzegorzowi Schetynie Tusk w roli i prezydenta, i szefa partii? To jest jakiś zamysł polityczny, o ile nie lapsus?

Paweł Piskorski: Na dzisiaj Grzegorzowi to jest po jedno, tzn. żeby uspokoić spekulacje na temat jego następstwa i żeby nie było tak, że stale się omawia, co to Schetyna będzie robił jako przyszły lider partii.

Konrad Piasecki: Ale to jest scenariusz taki, że ponieważ się mówi, że nie można już łączyć stanowiska szefa partii ze stanowiskiem szefa premiera, wobec czego Schetyna zabezpiecza sobie fotel premiera, a szefa partii oddaje – oddaje, nie oddaje – Tuskowi?

Paweł Piskorski: Na pewno Grzegorz Schetyna chce uspokoić nastroje wokół siebie, ponieważ wszyscy mówią, że on będzie przyszłym kandydatem na premiera, a ponieważ jest półtora roku, to na ogół w takich scenariuszach oznacza, że on nie będzie premierem.

Konrad Piasecki: A kto będzie?

Paweł Piskorski: Uważam, że najpoważniejszym kandydatem i najbardziej groźnym dla Schetyny jest Jan Krzysztof Bielecki, który jest człowiekiem samodzielnym i na pewno Schetynie nie da się zdominować, i prawdopodobnie jest nielicznym wyjątkiem w tej chwili w Platformie.

Konrad Piasecki: Ale jest człowiekiem, który zarabia – nie będziemy mu zaglądać w portfel – bardzo dużo pieniędzy i nie wiem, czy chciałby z tego zrezygnować na rzecz nisko opłacanej funkcji premiera.

Paweł Piskorski: Moim zdaniem Bielecki jest ponad takie drobiazgi już, jak zarabianie pieniędzy w banku. Ma udaną karierę bankową za sobą i uważam, że chce wrócić do życia w polityce.

Konrad Piasecki: Ale myśli pan, że Donald Tusk byłby w stanie zrobić Schetynie coś takiego na ostatnim zakręcie?

Paweł Piskorski: Proszę mnie nie pytać o to, co Donald Tusk jest w stanie ludziom robić, bo tutaj moja wyobraźnia jest bardzo szeroka i mam na to wiele dowodów, również dotyczących siebie. Uważam, że Bielecki jest dla Tuska dobrym kandydatem i ich relacje są bardzo ścisłe, a Bielecki mógłby być mocnym kandydatem na premiera.

Konrad Piasecki: A pańskim zdaniem Grzegorz Schetyna, mówiąc to co powiedział, wzmocnił czy osłabił szansę Tuska na prezydenturę?

Paweł Piskorski: Uważam, że to będzie duży problem dla Tuska – stale wypominany, dlatego że stale będzie wracał wątek taki, że tak naprawdę oni po kryjomu knują plan wzmocnienia roli prezydenta i tak naprawdę politycznego prezydenta, a Polacy nie chcą politycznego prezydenta.

Konrad Piasecki: Można jeszcze jeden scenariusz rozważać, że szorstka przyjaźń – bo to pan twierdzi, że przyjaźń między Schetyną a Tuskiem staje się coraz bardziej szorstka – stała się tak szorstka, że Schetyna wcale nie chce ułatwiać Tuskowi drogi do prezydentury?

Paweł Piskorski: Nie. Wydaje mi się, że to jest scenariusz nieprawdopodobny. Schetyna bardzo chciałby, żeby Donald Tusk był prezydentem, chociażby dlatego że zwalnia się miejsce dla niego.

Konrad Piasecki: Bo to mu otwiera pole aktywności?

Paweł Piskorski: To mu otwiera pole aktywności. Poza tym przegrany Tusk jest także osłabieniem Schetyny. W to nie wierzę. Nawet nie patrzę w tej chwili w głąb duszy Schetyny, patrzę na chłodne kalkulacje – on chce Tuska na prezydenta.

Konrad Piasecki: A czy kiedyś takie pomysły się w Platformie już pojawiały, kiedy pan był jeszcze w tej partii? W 2005 r., kiedy Tusk miał zostać prezydentem, a wtedy też wydawało się, że ma na to ogromne szanse, pojawił się pomysł, że pozostanie szefem partii cały czas?

Paweł Piskorski: Przed kandydowaniem, bo w 2005 r. szanse realne Tuska pojawiły się tak w ostatnim momencie, że już wtedy na kalkulacje konstytucyjne nie było czasu. Natomiast Tusk był wcześniej konsekwentnie zwolennikiem wzmacniania władzy prezydenckiej i uważam, że to w duszy mu pozostało. Natomiast wątek łączenia tego z funkcją partyjną jest bardzo złym pomysłem i będzie Tuska dużo kosztował.

Konrad Piasecki: Załóżmy, że Tusk zostaje prezydentem, walka o fotel szefa partii między Schetyną a Palikotem. Wróciłby pan do Platformy któregoś z nich?

Paweł Piskorski: Nie. Uważam, że w ugrupowaniu, w którym nie ma się zaufania do liderów - a ja nie mam żadnego zaufania, ani do Tuska, ani do Schetyny – nie można być. To jest marnowanie czasu. Buduję Stronnictwo Demokratyczne.

Konrad Piasecki: A do Palikota?

Paweł Piskorski: Być może Palikot, który w tej chwili jest od tego bardzo daleki, będzie kiedyś współpracował ze mną, ale w innej formule politycznej.

Konrad Piasecki: Czyli w jakiej?

Paweł Piskorski: Sądzę, że Stronnictwo Demokratyczne może wybudować centrową alternatywę dla Platformy, która odpowie na pytanie wielu Polaków – nie tylko moje – co zrobić, jeśli dzisiaj jest tylko wybór między Platformą a PiS-em. Trzeba czegoś trzeciego.

Konrad Piasecki: Czyli wyobraża pan sobie scenariusz, że Palikot ściera się ze Schetyną, przegrywa i wtedy rzuca się w ramiona Pawła Piskorskiego?

Paweł Piskorski: O rzucaniu w ramiona między dorosłymi mężczyznami tutaj nie ma mowy.

Konrad Piasecki: Nie przesadzałbym. Często rzucają się sobie w ramiona. Politycznie przynajmniej.

Paweł Piskorski: Raczej zakładałbym takie scenariusze, w których formuła dzisiejszej Platformy, z półtora roku w taki czy inny sposób się wyczerpie. Albo poprzez zwycięstwo Tuska, albo poprzez porażkę Tuska w tych wyborach. To też będzie inna Platforma.

Konrad Piasecki: A nie uważa pan, że przez ten czas Palikot zatonie? Że go prokuratura wciągnie za nogi w grząskie pisaki?

Paweł Piskorski: To jest bardzo możliwe, ale w moim przekonaniu bardzo wiele zależy od obecnie rządzących. Co do skrupułów tych ludzi, którzy obecnie nami rządzą niestety nie mam żadnych obiekcji.

Konrad Piasecki: A kiedy pan był w Platformie i była ta kampania do parlamentu, o którą teraz Palikot jest ciągany po prokuraturach, nie pojawiały się jakieś wątpliwości dotyczące je finansowania?

Paweł Piskorski: Z odpowiedzi na to pytanie niech mnie pan zwolni.

Konrad Piasecki: Dlaczego?

Paweł Piskorski: Dlatego, że o to proszę.

Konrad Piasecki: Nie ulegam takim prośbom. Dorośli mężczyźni rzadko ulęgają takim prośbom.

Paweł Piskorski: Żadne prokuratorskie – tak bym to sformułował. Żadne prokuratorskie wątpliwości w tej sprawie się nie pojawiły.

Konrad Piasecki: Ale nie było tajemnicą poliszynela, że Palikot przez podstawianych ludzi finansuje swoją kampanię?

Paweł Piskorski: Ja nie odpowiadałem za tę kampanię parlamentarną. Szefem kampanii był Grzegorz Schetyna. On będzie bardziej kompetentny, żeby odpowiedzieć. Ja odpowiadałem za kampanię 2001. W tej kampanii takich sytuacji nie było.

Konrad Piasecki: Ja nie pytam pana, człowieka odpowiedzialnego za kampanię, tylko pytam pana - ówczesnego polityka Platformy. Pytam, co się wtedy o tym mówiło.

Paweł Piskorski: Jeśli chodzi o przepływy finansowe jest wiele problemów, które powinny być zbadane. Za bardzo cenię inteligencję Palikota, żeby robił to niezgodnie z prawem.

Konrad Piasecki: Rafał Dutkiewicz rezygnuje z kandydowania na prezydenta. Ruch Polska XXI wydaje się, że się sypie. Nie jest tak, że w gruncie rzeczy Polacy nie potrzebują żadnej alternatywy dla Platformy i PiS?

Paweł Piskorski: Jestem przekonany, że potrzebują. Bardzo cenię Dutkiewicza. Mam nadzieję na bardzo dobrą współpracę z nim. Uważam, zż jest świetnym kandydatem na prezydenta Wrocławia. Natomiast zrobił wszystkie możliwe - może nawet nie on – ale zrobiono wszystkie możliwe błędy pokazując go, jako potencjalnego kandydata na prezydenta Polski. Liczę na współpracę z Rafałem, ponieważ Polacy potrzebują alternatywy.

Konrad Piasecki: Ale nie uważa pan, że jedyną alternatywą dla PiS i Platformy mogłoby być zbudowanie czegoś bardzo szerokiego – od SLD po Piskorskiego po lewej sceny politycznej? Że tylko tam jest szansa na wyrośnięcie czegokolwiek.

Paweł Piskorski: Mam wrażenie, że kierownictwo SLD jest dzisiaj zachwycone swoimi wynikami i że jest bardzo nieskłonne do rozmawiania. Oczywiste jest, że to będzie alternatywą dla PiS - bo to nie jest kwestia zwalczania Platformy, tylko bycia lepszym wydaniem i lepszą zaporą dla PiS - jest dzisiaj w centrum i na lewo od Platformy.

Konrad Piasecki: Chciałby pan zobaczyć na czele takiego ugrupowania Aleksandra Kwaśniewskiego?

Paweł Piskorski: Aleksander Kwaśniewski jest byłym prezydentem. Osobą, która już się zapisała w historii Polski i uważam, że sam nie będzie chciał i nie ma dla niego żadnego prostego powodu do polityki partyjnej. To dobrze, bo takie autorytety trzeba poza polityką partyjną trzymać.

Konrad Piasecki: Dziękuje bardzo.

Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady

RMF FM - newsroom