"Dawno nie było takich wyborów - jak te w Gruzji - których wynik kompletnie zaskoczyłby właściwie wszystkich obserwatorów" - mówi w rozmowie z Agnieszką Burzyńską europoseł Paweł Kowal. "Iwaniszwili robi dobre, profesjonalne wrażenie. To teraz jest jego szansa. Zobaczymy, czy potraktuje Gruzję jako swoją własność, czy też postawi się Rosji - z którą miał mnóstwo interesów" - mówi poseł do Parlamentu Europejskiego o liderze koalicji, która wygrała w Gruzji wybory.

Posłuchaj rozmowy z europosłem Pawłem Kowalem

Agnieszka Burzyńska: Micheil Saakaszwili przegrywa wybory parlamentarne. Zakręciła się łezka w oku Pawła Kowala?

Paweł Kowal: To nie jest kwestia emocji. Faktycznie, to zbudowało w Brukseli atmosferę zaskoczenia. Dawno nie było takich wyborów, których wynik kompletnie zaskoczyłby właściwie wszystkich obserwatorów. Nie znam nikogo, łącznie z osobami, które na co dzień zajmują się tylko Gruzją, którzy by przewidzieli taki wynik wyborów.

Gdy był pan w lipcu w Tibilisi, to kilka razy długo pan rozmawiał z Saakaszwilim. Czy coś wskazywało na taki scenariusz?

Nie. Ja też jestem zaskoczony, ponieważ w partii Saakaszwilego było mnóstwo wewnętrznych badań, z których wynikało, iż nie ma w ogóle ryzyka, że wybory wygra ktoś inny. Byli pewni swego - absolutnie. Ale myślę, że trzeba powiedzieć tu, że Saakaszwili przyjmuje jednak ten wynik. To jest pierwsza taka sytuacja w tej części świata, gdzie w wyniku demokratycznych wyborów zmieni się rząd. Saakaszwili zostanie jako prezydent - już słabszy prezydent - dlatego, że sam zmienił konstytucję łącznie ze swoją partią. Tam się odbyła bardzo ostra walka propagandowa. Z jednej strony były metody administracyjne po stronie Saakaszwilego. Ale powiedzmy sobie szczerze - Iwaniszwili musi do siebie przekonać wspólnotę międzynarodową, bo dzisiaj to wygląda trochę tak, jakby kupił to zwycięstwo. Nie kupił w sensie, że dokonał jakichś malwersacji, ale że jednak przekonywał środkami, które wynikały z jego bogactwa.

Saakaszwili zrobił bardzo dużo dla demokracji i dla swojego kraju - tu niemal wszyscy są zgodni. Gdzie zatem popełnił błąd? Czym zmęczył ludzi?

Zmęczył tym, że był przekonany, iż nie ma z kim przegrać. On właściwie na początku doprowadził do tego, że wszyscy się skupili wokół niego. Jeśli ktoś go nie popierał, to właściwie był na marginesie życia politycznego. Zresztą wiem, że już Lech Kaczyński mówił mu, że to nie jest dobra metoda. Następnie próbował kreować takie środowiska, które wobec niego były opozycyjne, czy wspierać różne środowiska operacyjne jak Alasania, ale na to wszystko było już za późno. Iwaniszwili przystąpił do pracy, położył na stół ogromne środki, na świecie pracowało dla niego kilkanaście - mówi się o 19 - dużych agencji PR-owskich...

Bo to najbogatszy Gruzin w końcu. A poznał go pan?

Nie. Nie miałem okazji go niestety poznać - o ile pamiętam to nigdy nie widzieliśmy się. On robi dobre wrażenie. To wszyscy podkreślają, że robi dobre profesjonalne wrażenie. To teraz jest jego szansa i będziemy patrzyli: czy to się rozwinie w taki sposób, że potraktuje Gruzję jako swoja własność - niestety w tym kierunku szli chwilami niektórzy koledzy z ekipy Saakaszwilego. Iwaniszwili będzie miał więcej ku temu przesłanek, bo to będzie wynikało z jego bogactwa. Czy też postawi się i Rosji, z którą miał mnóstwo interesów oraz swojemu ego i okaże się być politykiem, który może wiele wnieść pragmatyzmu w drodze Gruzji do Europy i Paktu Atlantyckiego.
 
Gruzja odpłynie w kierunku Moskwy: takie głosy pojawiają się już wśród komentatorów. Uzasadnione to, czy nie?

To zależy od tego, jakie ambicje ma naprawdę Iwaniszwili. Czy jest po prostu człowiekiem, który wykona jakieś zadanie - powiedzmy dla Rosji. Ja nie sądzę, żeby tak było. To są zbyt proste komentarze. Czy to jest człowiek, w którym obudzą się teraz ambicje bycia przywódcą na miarę Saakaszwilego - bo to będzie jego problem. On nie może być gorszy. Saakaszwili stworzył typ przywództwa, o którym mówiło się od Kazachstanu po Ukrainę, którego się dawało jako przykład. To Saakaszwili wchodzi do historii, a przede wszystkim jeszcze rok jest prezydentem.

A co ta zmiana oznacza dla polsko-gruzińskich stosunków? Będzie trudniej, czy tylko inaczej?


To jeszcze raz przykład, który przeżyliśmy w przypadku Ukrainy, że w polityce zagranicznej sentymenty trzeba umieć odłożyć na bok i w którymś momencie łezkę trzeba schować, a wszystkich jajek nie układać w jednym koszyku. Więc to dzisiaj zależy tylko od tego, w jaki sposób nasza dyplomacja, nasi politycy - mówię także o politykach krajowych - współpracowali z siłami opozycyjnymi. To jest nauka odnośnie wszystkich naszych sąsiadów: nigdy nie wiązać się z jedną partią, nie układać jajek wszystkich w jednym koszyku.