Tam, gdzie nie są przestrzegane procedury, będą konsekwencje - mówi Ryszard Kalisz i dlatego odwołał szefa policji w Łódzkiem. W stosunku do Poznania – dodaje szef MSWiA - żadnych podstaw do odwołania komendatna nie mam. Na razie nie planuję dymisji.

Konrad Piasecki: Tydzień temu Poznań, wczoraj Łódź. Panie ministrze, jakieś fatum zawisło nad policją?

Ryszard Kalisz: Jestem od tygodnia, od 8 dni ministrem spraw wewnętrznych i administracji i muszę powiedzieć, że mnie samego te sprawy bardzo dotknęły.

Konrad Piasecki: Najgorszy tydzień w historii polskiej policji.

Ryszard Kalisz: Fakt, że jest to tydzień niesamowity, dla mnie też.

Konrad Piasecki: Fatum, pech?

Ryszard Kalisz: Nie fatum. Okoliczności się złożyły. Te dwa zdarzenia poznańskie i łódzkie miały zupełnie inny charakter. Tam był pościg za groźnym przestępcą. Okazało się, że doszło do nieszczęśliwego zdarzenia i była również kwestia konieczności zatrzymania się na wezwanie nieumundurowanego policjanta. Natomiast w Łodzi mieliśmy do czynienia z dwiema sprawami: po pierwsze, z bałaganem w magazynie policyjnym, co jest rzeczą niedopuszczalną; tam, gdzie mamy kule, nie może być bałaganu, oraz z niestety z bardzo złą organizacją przez organizatora.

Ostatnie wpadki policji – tragiczne wydarzenia w Poznaniu i Łodzi - to nie przypadek – twierdzi Marek Biernacki. Jest to konsekwencja tego, co dzieje się w MSWiA. Ministrowie tratują resort jako trampolinę do dalszej kariery - dodaje były szef MSWiA. czytaj więcej

Konrad Piasecki: Panie ministrze, ale to wygląda tak, jakby policjanci najpierw strzelali, a potem dopiero włączali proces myślenia i orientowania się w sytuacji.

Ryszard Kalisz: Policjant ma już taki odruch i tak jest szkolony, że zanim weźmie pistolet, to najpierw krzyczy: „Stój, policja”. Nie strzela.

Konrad Piasecki: Ale w Poznaniu nie krzyczał.

Ryszard Kalisz: Natomiast bardzo ważne jest, żeby bandyci bali się policjantów.

Konrad Piasecki: W Łodzi się nie bali.

Ryszard Kalisz: W Łodzi to było co innego, była to impreza masowa, gdzie – nie ukrywam tego słowa – chuligani napadli na bawiących się studentów, którzy świętowali juwenalia.

Konrad Piasecki: Ale chuliganów było podobno 40, a naprzeciwko nich jakieś setki policjantów. Nie mogli opanować sytuacji?

Ryszard Kalisz: Podobno. Proszę poczekać na ustalenia prokuratury.

Konrad Piasecki: Ale jak się to dzieje, że ktoś wydaje z magazynu, ktoś pobiera, ktoś potem rozdaje policjantom, policjanci ładują pociski, których w ogóle nie powinni mieć w rękach.

Ryszard Kalisz: Powtarzam, był to wielki błąd w magazynie, był to również błąd tych, którzy wydawali. Ale chcę powiedzieć z drugiej strony, że ja doszedłem do rzeczy skandalicznej, że okazuje się, że pociski penetrujące - te ostre, i pociski gumowe, mają ten sam kolor. Powinno być tak: czerwone to są te, które są ostre, a te szare to są gumowe. A okazało się, że czerwone są zarówno ostre, jak i gumowe i szare też takie są.

Konrad Piasecki: Ale podobno jest tak, że ten, kto je bierze do ręki, od razu powinien się zorientować z czym ma do czynienia.

Ryszard Kalisz: Dlatego też to wszystko trwało w bardzo krótkim czasie i od razu jeden z policjantów się zorientował, z czym mają do czynienia i te pociski wycofano. Tam 25 wydano, ale 6 wystrzelono. Aż 6. Procedury policyjne muszą być dokładnie przestrzegane. Tam, gdzie nie są przestrzegane, będą konsekwencje. Wyciągnąłem takie konsekwencje w stosunku do komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi. Takie konsekwencje zostały wyciągnięte w stosunku do komendanta miejskiego w Łodzi i jego zastępcy. Panowie, naprawdę bardzo ostro reagujemy.

Konrad Piasecki: I to wystarczy? Może być jeszcze komendant główny, są jego zastępcy, jest pan.

Ryszard Kalisz: Ja powtarzam, to jest bardzo wyraźne - na podstawie konstytucji za cały resort spraw wewnętrznych i administracji ja ponoszę odpowiedzialność.

Konrad Piasecki: A opozycja już domaga się pańskiego odwołania.

Ryszard Kalisz: To jest prawo opozycji, ja mam tego świadomość. Jak wiecie państwo, ja tę konstytucję pisałem i podejmuję wszelkie wyzwania z tym związane.

Konrad Piasecki: A za sprawę poznańską polecą jeszcze jakieś głowy?

Ryszard Kalisz: Na razie nie.

Konrad Piasecki: A co to znaczy na razie?

Ryszard Kalisz: Drodzy panowie, trwa postępowanie wyjaśniające, trwa śledztwo. Krótko mówiąc, w tym momencie nie planuję.

Konrad Piasecki: Za Łódź odwoływał pan komendantów miejskich i wojewódzkich następnego dnia.

Ryszard Kalisz: Bo miałem do tego podstawy, a w stosunku do Poznania żadnych podstaw do odwołania komendanta wojewódzkiego nie mam i na razie nie planuję.

Konrad Piasecki: A może pan to wyjaśnić, co się stało, że w Poznaniu ci policjanci którzy użyli broni, najpierw poszli na jakieś leczenie, do szpitala, a dopiero potem spotkali się z prokuratorem?

Ryszard Kalisz: Dzisiaj na ten temat rozmawiałem z prokuratorem generalnym. Po prostu biegli psychiatrzy – podobnie jak w przypadku każdego śledztwa - stwierdzili, że nie mogą zeznawać. Dowód zeznań świadka jest tylko wtedy, kiedy ktoś jest w normalnym stanie i może zeznawać.

Konrad Piasecki: Doświadczeni policjanci, którzy używają broni, nie mogą zeznawać przed prokuratorem następnego dnia po tym, co zrobili?

Ryszard Kalisz: Pan wie, co to znaczy? Tam nastąpiła śmierć.

Konrad Piasecki: Nie uważa pan, że lepiej byłoby, gdyby od razu zeznawali? Można nabrać podejrzeń.

Ryszard Kalisz: Jeszcze raz panu powtarzam, z tym pytaniem proszę się zwrócić do prokuratora prowadzącego. Na jego zlecenie była opina biegłych psychiatrów i po tej opinii podjął taka decyzję.

Konrad Piasecki: Zaczęliśmy od pierwszego takiego fatalnego pańskiego tygodnia, jak pan sobie to osobiście tłumaczy?

Ryszard Kalisz: Wie pan, być może ja jestem powołany i tak mnie zawsze doświadcza los, że muszę mieć rzeczy najtrudniejsze.