Demonstracje zorganizowane przez związki zawodowe w Warszawie pokazały determinację ludzi pracy i godną uznania sprawność organizatorów. Wiemy, że zaczęło się od zerwania Komisji Trójstronnej i braku porozumienia z rządem w kilku ważnych sprawach. Przez te 4 dni obecna była także polityka. Przez chwilę liderzy związkowi nie wytrzymali i zażądali dymisji rządu i zagrozili rozwiązaniem parlamentu. To już czysta polityka.

Niezależnie od tego, ile która ze stron ma racji, trzeba uznać, że najgorsze jest załamanie zaufania między państwem i jego władzą a środowiskami pracowniczymi. Trzeba to będzie pokonać, bo dialog jest konieczny. Tak jak i poszukiwanie kompromisu musi brać pod uwagę stan państwa i jego możliwości finansowych. Rząd musi ocenić, dlaczego jest tyle rozgoryczenia i pretensji i czy przypadkiem przyczyną nie jest zbytnia pewność siebie przedstawicieli rządu operujących w końcu argumentami ekonomicznymi.

Związki nie obalą rządu, ale wyraziły stanowczo lęk zwykłych ludzi o przyszłość i zaprotestowały przeciwko lekceważeniu ludzi żyjących z pracy własnych rąk. Pojawiło się zapomniane już prawie hasło walki z wyzyskiem ludzkiej pracy, bo już się niektórym wydawało, że nasz polski kapitalizm jest taki "czyściutki i wrażliwy". Ważne też jest żądanie ochrony specjalnej usług publicznych i konkretyzowania szerszej niż dotąd roli sektora publicznego.

Demonstracje pozwoliły na pokazanie, że można w Polsce kłócić się i spierać nawet na ulicach ale bez przekraczania granicy groźnej przemocy i wulgaryzmu. Osobiście pamiętam, kiedy pełniłem funkcje premiera, jak groźnie wyglądały demonstracje górników gotowych do rękoczynów i ataków wprost. Tym razem nawet "pomnik" premiera Tuska wyglądał całkiem sympatycznie i zachęcał do wrogości.

Oczekując wznowienia rozmów i prac Komisji Trójstronnej wierzę, że z każdej nadzwyczajnej sytuacji płynie dobra nauka, bo cały przebieg tych demonstracji i ostrych przemówień pokazuje, że dobrze jest nie zatrzaskiwać drzwi, ponieważ bez dialogu nie da się utrwalać ładu społecznego.

Polski kapitalizm podlega tej samej erozji co jego neoliberalna odmiana światowa. Nie unikniemy więc dyskusji o przeszłości z punktu widzenia urządzania się we własnym kraju. Cały system polityczny i państwowy musi rozumieć, że zwykli ludzie zatroskani własnym losem nie muszą studiować teorii gospodarczych, a mają prawo do wyrażenia swojego gniewu i sprzeciwu kiedy czują się zagrożeni. To jest też wartość demokracji.

Józef Oleksy, marszałek Sejmu (1993–1995 i 2004–2005), premier (1995–1996), wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji