"Premier powinien wiedzieć o zasadniczych, strategicznych działaniach i kierunkach współpracy, ale nic więcej. Rzeczywistość jest taka, że prezydent, premier nie zajmują się śledzeniem operacji, które wywiady dokonują" - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Leszek Miller. Odniósł się w ten sposób do doniesień dziennika "Washington Post" o 15 mln dolarów przekazanych Polsce przez USA za utrzymanie tajnych więzień CIA. "Nawet, gdybym mógł mówić o tej sprawie, nie mogę i nie chcę, bo polscy oficerowie wywiadu prowadzą na całym świecie różne operacje i powinni mieć pewność, że o nich się nie mówi" - dodaje były premier.

Mariusz Piekarski: Panie premierze, czy pan był w ogóle przesłuchiwany przez prokuraturę w sprawie tajnych więzień CIA?

Leszek Miller: Byłem zaproszony, ale nie byłem przesłuchiwany, dlatego, że nie mogę być przesłuchany z uwagi na tajemnicę "cosmic top secret".

Czyli nawet, gdyby chciałby się pan podzielić wiedzą z prokuratorami, to pan nie może, tak?

Po pierwsze, nie mogę, a po drugie - nie chcę, bo polscy patrioci, oficerowie wywiadu, prowadzą rozmaite operacje na całym świecie i powinni mieć pewność, że o tych operacjach się nie mówi.

Siemiątkowski o zarzutach ws. tajnych więzień: W mojej sprawie nic się nie zmieniło

"Od trzech lat są jakieś relacje między mną a prokuraturą, ale jaki mają charakter - nie mogę o tym mówić" - tak były koordynator służb specjalnych Zbigniew Siemiątkowski komentuje informacje Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie o zarzutach dla jednej osoby ws. tajnych więzień CIA w... czytaj więcej

Pan się zasłonił tą klauzulą tajności?

Już nie pamiętam, ale niezależnie, czy bym ją miał, czy nie, to nie byłbym rozmownym człowiekiem.

Panie premierze, a czy to możliwe, żeby premier polskiego rządu nie wiedział o lądowaniu samolotów, o więzieniu  i o torturowaniu terrorystów, gdyby oczywiście tak było?

Po pierwsze, nie sądzę, żeby tak było. Nie mam żadnych w tej sprawie wiarygodnych opinii, a po drugie - premier powinien wiedzieć o zasadniczych, strategicznych działaniach i kierunkach współpracy, ale nic więcej.

A przyjęcie ewentualnie 15 milionów dolarów - to są strategiczne decyzje, czy szef wywiadu może sobie na to pozwolić i uzgodnić z sojusznikami, nawet sojusznikami, przyjęcie terrorystów, wiezienie, lądowanie samolotów i przyjęcie za to pieniędzy?

To są szczegóły, które powinny pozostać na poziomie kierownictwa wywiadu.

Czyli mogło być tak, że szef rządu mógł nie wiedzieć, prezydent mógł nie wiedzieć?

Nie wiem, czy lubicie państwo amerykańskie filmy, czy nie, ale rzeczywistość jest taka, że prezydent, premier nie zajmują się śledzeniem operacji, które wywiady dokonują.

Przy współpracy sojuszniczej należy brać pieniądze? To jest dużo, mało? Jeśli współpracujemy i razem wypowiadamy wojnę, a jak pan mówi: "Wypowiedzieliśmy wojnę wszyscy terrorystom po 2001 roku", to pieniądze wchodzące w grę, rozliczenia między wywiadami, wskazują, że posłużono się ewentualnie nami jak republiką bananową, gdzie można przywieźć, wylądować, torturować, zabrać i zapłacić, wystawić rachunek...

Pan się głęboko myli, proszę nie używać takich epitetów. Chyba że pan je za dużo bananów, dlatego że Polska jest demokratycznym państwem, które współpracuje w rozmaitych sojuszach i musi wykonywać swoje powinności.

Tylko jeśli faktycznie wchodziły w grę pieniądze, to to wskazuje, że to nie była współpraca sojusznicza, tylko deal, układ...

Nie wiem, czy wchodziły pieniądze, ale to nie ma żadnego znaczenia - współpraca jest współpracą.

I nawet jeśli ktoś chciał zapłacić - wywiad amerykański, tak jak twierdzi "Washington Post"...

Polskie wojsko i polskie służby od dawna otrzymują rozmaitą pomoc, w tym również od Ameryki.

(MRod)