„Witam członków KRS i tych, którzy się za nich uważają” - tak mogłaby zacząć zwołane przez siebie posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa prof. Małgorzata Gersdorf. „Stwierdzam brak quorum, potrzebnego do wyboru przewodniczącego Rady. Nie udzielam nikomu głosu, zamykam posiedzenie do czasu prawidłowego powołania sędziów-członków KRS”.

Małgorzata Gersdorf /Jakub Kamiński /PAP

Taki przebieg posiedzenia KRS, od którego zwołania zależy uruchomienie także nowego Sądu Najwyższego, to dziś oczywiście fikcja. Nie sposób jednak wykluczyć, czy do niego nie dojdzie, podobnie jak nie można wykluczyć kilku innych wariantów rozwoju sytuacji. Jak dowodzi krótka kariera dziwacznego pomysłu znowelizowania ustawy o KRS, z której rządzący się po kilku dniach wycofali - wszystkich wariantów przewidzieć nie sposób. Można jednak ćwiczebnie rozważyć przynajmniej kilka z nich, w oparciu o obecny stan wiedzy.

Warunki wyjściowe

Podstawowym przepisem, który sprawia, że uruchomienie zarówno nowej KRS, jak nowego Sądu Najwyższego zależy dziś wyłącznie od Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, jest art. 20 p.3 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Przepis stanowi, że "Pierwsze posiedzenie Rady po zwolnieniu funkcji Przewodniczącego zwołuje Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, który przewodniczy obradom do czasu wyboru nowego Przewodniczącego."

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego była przewodniczącą KRS, zrezygnowała jednak z funkcji, dzięki czemu nie obowiązuje jej ustawowy wymóg zwoływania posiedzeń Rady "w miarę potrzeb, co najmniej raz na dwa miesiące" - to przepis obowiązujący przewodniczącego Rady. Małgorzata Gersdorf zachowała jednak przywilej zwołania KRS i przewodniczenia jej obradom do czasu powołania przewodniczącego.

Wariant I - zwołanie

Skuteczny wybór przewodniczącego Rady jest możliwy tylko wtedy, kiedy w posiedzeniu uczestniczy co najmniej połowa składu KRS. Zwołująca posiedzenie prof. Gersdorf ma poważne wątpliwości co do powołania sędziów do Rady przez Sejm. Wynikają one zarówno z zastrzeżeń konstytucyjnych, jak tych, związanych z samym stosowaniem przez Sejm nowej ustawy o KRS. Zgodnie z art. 20 ustawy to Małgorzata Gersdorf zwołuje i przewodniczy obradom KRS, ona więc decyduje też, kto weźmie w nich udział, a kto nie.

Bez powołanych przez Sejm 15 sędziów-członków Rady 25-osobowa KRS liczy jednak tylko 10 członków, zatem nie ma quorum, potrzebnego do dokonania wyboru.

Wariant II - niezwołanie

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego może też posiedzenia KRS nie zwoływać. Po pierwsze - domagający się tego nie potrafią wskazać żadnego zawartego w ustawie przepisu, który by tym naruszyła. Po drugie - odwołanie się do ogólnych zasad prawa, mówiących, że winna to zrobić niezwłocznie natychmiast wywołuje skojarzenie z tą samą niezwłocznością, z jaką premier Szydło zobowiązana była w 2016 do publikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent Duda - do przyjęcia ślubowania sędziów TK wybranych w październiku 2015.

Nie zwołując posiedzenia KRS prof. Gersdorf paraliżuje jednocześnie dwie instytucje, na których opiera się nowy ład w polskim wymiarze sprawiedliwości - Krajowa Rada Sądownictwa nie może działać, a więc nie może też doprowadzić do obsady wakatów w nowym Sądzie Najwyższym. Ustawa o Sądzie Najwyższym wchodzi jednak w życie 3 kwietnia. Od tego dnia zaczyna biec trzymiesięczny termin, po którym Małgorzata Gersdorf przejdzie w stan spoczynku. Po tych trzech miesiącach niezwoływania Rady SN nie będzie już miał Pierwszego Prezesa, a SN nie będzie w stanie wybrać następcy prof. Gersdorf, bo do tego potrzebne jest obsadzenie w nim wakatów. A to jest niemożliwe bez działającej KRS.

Wariant III - niezwołanie i... urlop?

To nieco bardziej skomplikowany sposób na osiągnięcie tego samego efektu, bardzo poważnie przy tym utrudniający atakowanie Pierwszej Prezes SN. Mająca dziś do wykorzystania 51 dni urlopu prof. Małgorzata Gersdorf już po kilku dniach działania nowej ustawy o SN może go zwyczajnie zacząć wykorzystywać, co z kolei może potrwać... do czasu jej przejścia w stan spoczynku. 

Jakie znaczenie ma takie rozwiązanie? Wystarczy pamiętać, jak było według obecnie rządzących oceniane pobieranie ekwiwalentów za niewykorzystane urlopy przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego i jak na przymusowy urlop odsyłany był sędzia Stanisław Biernat. Nawet chcąc pracować i pełnić obowiązki wiceprezes Trybunału przez pół roku nie mógł tego robić - do zakończenia swojej kadencji w TK. 

Prof. Małgorzata Gersdorf jest w bardzo podobnej sytuacji: jej kadencja przymusowo wygaśnie w lipcu, za niewykorzystany urlop nie powinna pobierać ekwiwalentu finansowego, należny jej urlop to ponad 10 tygodni plus kilka jeszcze dni wolnych ustawowo, zatem mówiąc krótko - bez żadnych przeszkód można wykorzystać go przed zakończeniem pełnienia funkcji w SN.

Jej obowiązki w sądzie zgodnie z przepisami przejmie jeden z Prezesów SN (o ile sam nie skorzysta z zaległego urlopu), który jednak nie będzie mógł zwołać KRS, bo to ustawowy przywilej Pierwszego Prezesa SN, a nie osoby go zastępującej. A Pierwszy Prezes SN nie może przecież zwoływać posiedzenia Rady na urlopie, bo byłoby to ewidentnie pełnieniem obowiązków, zatem czynem na urlopie nagannym. A skoro było to niedopuszczalne w wypadku przebywającego na urlopie wiceprezesa TK, to będzie też niedopuszczalne w wypadku urlopowanej Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego.

Wariant IV - niekonsekwencja

Jednocześnie jest to także opcja najprostsza: Małgorzata Gersdorf zgodnie z oczekiwaniami twórców reformy zwołuje posiedzenie KRS, na którym dochodzi do wyboru nowego przewodniczącego. Sędziowie wybrani przez Sejm zostają przez nią uznani. Rada zaczyna działać, zapełnia wakaty w Sądzie Najwyższym, który dzięki temu bez problemów wybiera następcę prof. Gersdorf. Wszystko dzieje się według planu rządzących. 

Prof. Gersdorf przegrywa. Nikt nie rozumie, jakie znaczenie miały jej sprzeciwy wobec niekonstytucyjnych rozwiązań, do czego miała prowadzić związana z powołanymi przez Sejm sędziami korespondencja z Marszałkiem Sejmu, po co był jej udział w manifestacjach ze świecami i co też takiego prof. Gersdorf zrobiła, by powstrzymać zjawiska, które uznawała za groźne dla trójpodziału władz i niezależności władzy sądowniczej.

Powyższy tekst to tylko rozważania, wywołane napięciem wokół zablokowania reformy głównych instytucji wymiaru sprawiedliwości przez wpadkę ustawodawców. Nikt dziś nie potrafi przewidzieć, co i kiedy sprawi, że sytuacja się zmieni. A skoro tego nie wiadomo... to skąd wiadomo, że nie zmieni jej któryś z opisanych powyżej wariantów?

(mpw)