Rozpoczęliśmy dialog, widać światełko w tunelu, w ciągu 2-3 tygodni poznamy propozycje rozwiązań - tak zgodnie opisują wyniki spotkania liderów partii politycy i PiS i (poza PO) opozycji. Mimo najszczerszej chęci i uruchomienia potężnych pokładów naiwności – nie jestem w stanie zmusić się do uwierzenia w rychłe zakończenie konstytucyjnego sporu. I nie tylko dlatego, że ten spór w istocie wiąże i tworzy naszą scenę polityczną, która bez niego – nie istnieje.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński /Bartłomiej Zborowski /PAP

Pogadali, i..?

Trwające blisko dwie godziny spotkanie zakończyło się deklaracją o potrzebie zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym... i kolejnych spotkań. Konkretnych jego efektów nie da się wskazać. Jedyne co widać, to na razie skuteczne doprowadzenie przez prezesa PiS do uspokojenia nastrojów. Posunięte zresztą do mistrzostwa, widocznego najdobitniej w tym, że do kilkutygodniowego uspokojenia namawiał zaraz po spotkaniu także lider Nowoczesnej, Ryszard Petru. Podobnie zachwyceni spotkaniem byli lider SLD Włodzimierz Czarzasty i prezes PSL Władysław Kosiniak Kamysz. Obserwując ich wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że transmitowany jest właśnie zbiorowy atak syndromu sztokholmskiego - jednego z najbardziej niedorzecznych, a jednak często występujących odmian naiwności zmieszanej z empatią.

Ustalenia?

Konkrety, a więc zebranie w ciągu 2-3 tygodni propozycji rozwiązań, przekazanie ich ekspertom do opracowania, a potem zgodne przeprowadzenie ustalonych tak zmian, czyli opiewanego w co drugim wystąpieniu polityka - kompromisu - to czysta polityczna fikcja.

Najłatwiej wykazać to na przykładzie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca; dla rządzących jego opublikowanie byłoby ewidentnym naruszeniem Konstytucji, dla opozycji naruszeniem konstytucji jest właśnie jego niepublikowanie. Tej sprawy nie da się rozwiązać metodą osiągnięcia kompromisu. Albo się wyrok publikuje, albo nie, wyjścia pośredniego nie ma. Albo ktoś uzna swój błąd (a tego przecież żadna ze stron nie zrobi), albo z kompromisu i uzgodnień - nici. Warto to sobie uświadomić

Fikcja mglistych uzgodnień jest jednak na tyle atrakcyjna, że skutecznie odwraca uwagę od problemu niepublikowania wyroku Trybunału. Liderzy opozycji kompletnie też zapomnieli o rozpoczęciu dziwacznych, równoległych prac ekspertów Marszałka Sejmu - kilkunastoosobowego zespołu prawników, którzy dokładnie w czasie rozmowy liderów w Sejmie - gdzieś poza Sejmem zaczęli robić dokładnie to samo, tyle że bez czyjejkolwiek kontroli. Nie wiadomo dlaczego powołani przez Marszałka Sejmu eksperci pracują poza Sejmem, ani kim są. Ich zadaniem jest jednak "szczegółowa, kompetentna i merytoryczna" (wg słów szefa klubu parlamentarnego PiS) analiza sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego i opinii Komisji Weneckiej - to samo, na co w Sejmie umówili się politycy, tylko po cichu.

Zamroczeni światełkiem w tunelu

Uczestnicy spotkania liderów być może pójdą dziś spać z lekkością w sercu, z poczuciem uruchomienia dziejowego procesu, który - jak pewnie sądzą - wyciągnie państwo z historycznego konfliktu. Jeśli tak - dobrej nocy im życzę.

Realnie jednak oceniając, poza satysfakcją przysypiających w błogostanie polityków stała się dziś jedna rzecz ważna. Jest to publiczne przyznanie przez prezesa Kaczyńskiego, że zalecenia Komisji Weneckiej należy włączyć do polskiego prawa. Wprawdzie i to z zastrzeżeniem, że trzeba przy tym uwzględniać aspekt suwerenności - ale jednak. Reszta to, obawiam się - uspokojenie sytuacji, czyli dokładnie to, co chciał osiągnąć prezes PiS.

Przy okazji - to, że wyniki dzisiejszego spotkania przyszłe pokolenia znajda w gazetach, datowanych na 1 kwietnia - wydaje mi się nie tylko zabawne, ale też znaczące i bardzo adekwatne.

Nic na to nie poradzę.