Dzisiejsza decyzja Sądu Najwyższego, który postanowił zawiesić postępowanie w sprawie Mariusza Kamińskiego i jego podwładnych, skazanych na więzienie za nielegalne działania w tzw. aferze gruntowej, to kolejny krok w pełnym zaułków i pułapek labiryncie. Rozległa i wielowątkowa sprawa zaangażowała już tyle instytucji, że trudno ogarnąć jej cały obraz. Warto jednak spróbować.

Sędziowie Sądu Najwyższego Małgorzata Gierszon, Andrzej Stępka i Piotr Mirek podczas ogłaszania zawieszenia sprawy kasacyjnej Mariusza Kamińskiego i innych byłych szefów CBA do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny sprawy sporu kompetencyjnego między SN a prezydentem ws. prawa łaski /Rafał Guz /PAP

Wyrok

W marcu 2015 Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik i dwóch innych funkcjonariuszy CBA zostało skazanych na kary bezwzględnego więzienia i zakaz sprawowania funkcji publicznych - za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne w 2007 roku w sprawie tzw. afery gruntowej. W tej pierwszej instancji Sąd Rejonowy pod przewodnictwem sędziego Wojciecha Łączewskiego wymierzył kary 3 lat więzienia Kamińskiemu i Wąsikowi oraz po 2,5 roku - ich podwładnym.

Po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych Mariusz Kamiński został członkiem rządu - ministrem koordynatorem służb specjalnych. Jego zastępca z czasów CBA Maciej Wąsik - sekretarzem stanu w kancelarii premiera.

Od marcowego wyroku w ich sprawie wniesiono apelacje do Sądu Okręgowego, jednak do ich rozpatrzenia nie doszło.

Ułaskawienie

W listopadzie prezydent Andrzej Duda skorzystał wobec skazanych w pierwszej instancji z prawa łaski. Ułaskawienie wywołało potężne poruszenie, ponieważ dotychczas prawo łaski stosowane było wyłącznie wobec osób skazanych prawomocnie, czyli po wyczerpaniu pełnej procedury procesowej. Do jej zakończenia osoby nią objęte korzystają z domniemania niewinności, według większości prawników nie można ich więc uznawać za winne, a skoro tak - także ułaskawiać.

W marcu 2016 Sąd Okręgowy uchylił jednak w związku z ułaskawieniem wyrok Sądu Rejonowego i sprawę umorzył.

Nie rozstrzygnęło to jednak o losach apelacji, wniesionych przez innych uczestników postępowania - oskarżycieli posiłkowych, reprezentujących osoby poszkodowane przez CBA.

Kasacja

Pełnomocnicy poszkodowanych wnieśli kasację do Sądu Najwyższego. Trzyosobowy skład sędziów, którzy mieli ją rozpatrzyć, zwrócił się jednak z pytaniem prawnym do szerszego, siedmioosobowego składu SN. Zapytał o nieznany dotychczas prawu przypadek ułaskawienia osób nieprawomocnie skazanych.

W maju siedmioosobowy skład SN wydał uchwałę, w której stwierdził, że ułaskawienie takie "nie wywołuje skutków procesowych", innymi słowy: nie istnieje. Sprawa powinna więc wrócić do składu trzyosobowego. To właśnie stało się dziś - sędziowie uznali, że mimo uchwały poszerzonego składu SN postępowanie należy zawiesić - ze względu na wydarzenia, które towarzyszą sprawie poza jej stricte procesowym wymiarem.

Poza sądami

Po uchwale SN odmawiającej skuteczności prezydenckiemu ułaskawieniu marszałek Sejmu zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między Sądem Najwyższym a prezydentem. Marszałek spytał, czy akt łaski jest wyłącznym uprawnieniem prezydenta, czy też wykonywany jest z udziałem innych podmiotów, a jeśli tak - to czy jest wśród nich Sąd Najwyższy.

Zdaniem wielu prawników pytanie jest pozorne, bo żadnego sporu kompetencyjnego nie ma. Jak wyjaśniał rzecznik SN, ani prezydent nie zamierza rozpoznawać kasacji, ani SN nie wydaje ułaskawień, a przecież spór kompetencyjny to sytuacja, w której dwa organy chcą (bądź właśnie żaden nie chce) decydować w tej samej sprawie.

Trybunał przyjął jednak pytanie marszałka. Na tej podstawie zaś prokurator generalny zwrócił się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o zawieszenie rozpatrzenia kasacji - i dziś to właśnie SN uczynił.

Formalizm, czyli szczegóły

Uzasadniając decyzję, SN w gruncie rzeczy przyznał się do bezsilności wobec zręcznego sformułowania, zawartego w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym: "Wszczęcie postępowania przed TK powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny". Istotne jest więc samo "wszczęcie" postępowania przed TK, a nie jego ostateczna decyzja. Według prawa nie jest bowiem istotne, czy spór kompetencyjny rzeczywiście występuje, czy jest tylko pozornym pretekstem, wybiegiem dla zablokowania takiego postępowania.

Znacząca analogia

Prawnicy wskazują podobieństwo tej sytuacji z zablokowaniem przez prokuratora generalnego orzekania w Trybunale Konstytucyjnym sędziów Rymara, Tulei i Zubika; Zbigniew Ziobro złożył w TK wniosek kwestionujący ich wybór uzasadniając, że dokonano go w niedopuszczalny sposób. Nieważne przy tym, czy tak rzeczywiście było. Trybunał wniosku wciąż nie rozpatrzył, a dzięki temu wnioskowi Zbigniew Ziobro skutecznie wyłącza tych sędziów z orzekania w każdej sprawie. Powód? Jest z nimi w ewidentnym sporze, a że jako prokurator generalny jest obligatoryjnym uczestnikiem każdego postępowania przed TK - objęci wnioskiem sędziowie w żadnym z nich nie mogą orzekać.

Ślepy tor

Dzisiejsza decyzja SN oznacza bezsilne uznanie dla wprowadzenia do systemu wymiaru sprawiedliwości zawieszania dowolnych właściwie spraw. Uznanie przez TK wniosku marszałka i wszczęcie przed Trybunałem postępowania w tej sprawie oznacza, że w podobny sposób można zawiesić postępowanie w każdej innej sprawie - jeśli tylko ktoś z uprawnionych zechce stwierdzić, że dochodzi w niej do sporu kompetencyjnego. Według Konstytucji mogą takie wnioski składać prezydent, marszałkowie Sejmu i Senatu, premier, ale także I Prezes SN oraz prezesi NSA i NIK.

Czy możliwość kierowania spraw na boczny, ślepy tor się przyjmie - trudno dziś ocenić.

Warto jednak pamiętać, że decyzje, czy tor ostatecznie będzie ślepy, będzie podejmować Trybunał pod kierownictwem Julii Przyłębskiej.