Gdyby wszystko w państwie przebiegało według ustalonych zasad, wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia byłby opublikowany najpóźniej dziś, i nie budziłoby to większych emocji. Emocje jednak są, więc nie wiadomo nie tylko kiedy, ale nawet czy wyrok będzie opublikowany. To zaś znaczy, że państwo nie działa według ustalonych zasad.

Trybunał Konstytucyjny /Jacek Turczyk /PAP

Regulacje wewnętrzne odpowiadającego za publikowanie wyroków i innych aktów urzędowych Rządowego Centrum Legislacji nie zostawiają złudzeń: dwustronicowy wyrok powinien być - według nich - opublikowany najpóźniej 7 dni roboczych od momentu przekazania do druku. Począwszy od 3 grudnia oznacza to właśnie dziś, jednak nic takiego nie nastąpiło.

Powikłania urzędnicze

Stosunkowo proste i oczywiste sprawy pokomplikowały się w ostatnich dniach niepomiernie: w sprawie tego akurat wyroku zgodę na publikację zarezerwowała sobie pani premier - działająca zaś w jej imieniu szefowa kancelarii premiera rozpoczęła osobliwą i nieznaną dotąd w polskim prawie procedurę wyjaśniania legalności wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Beata Kempa uznała, że skutkiem zmiany składu, w jakim TK wydał wyrok (z pierwotnie planowanego pełnego na pięcioosobowy) wyrok jest jej zdaniem nielegalny, i wstrzymała jego publikację.

Prezes Trybunału odpisał jej, że wg konstytucji wyroki TK są ostateczne i powszechnie obowiązujące, a ich publikacja - "niezwłocznie" - jest obowiązkiem premiera i jego kancelarii. 

I na tym sprawa w wymiarze urzędniczym utknęła.

Powikłania polityczne

Wystąpiły, kiedy w piątek pani rzecznik rządu zapowiedziała, że wyrok zostanie opublikowany, minister Kempa określiła, że rząd ma na to 14 dni (wg wyroku Sądu Najwyższego taki właśnie termin oznacza słowo "niezwłocznie"), a tego samego dnia wieczorem prezes PiS oświadczył, że "w żadnym wypadku" wyrok ten nie może być opublikowany. 

Dysonans między oświadczeniami rządu, a prezesa Kaczyńskiego jest dość jednoznaczny i wystarczająco znaczący, by raczej nie oczekiwać łatwego rozwiązania. Tym bardziej, że w tej samej sprawie prezes PiS wyraził nadzieję, że Marszałek Sejmu zwróci się w tej sprawie do Trybunału, żeby odwołać się w tej sprawie do przepisów kodeksu postępowania cywilnego, uzasadniających taką interpretację.

Kłopot jednak w tym, że ten sam Marszałek Sejmu już kilka dni wcześniej uznał wyrok z 3 grudnia, przywołując go w uspokajającym liście do szefa Parlamentu Europejskiego...

Powikłania trybunalskie

Nie zostały uchylone żadnym z ostatnich wydarzeń. Z mocy konstytucji wymagający obsady 15 członków Trybunał Konstytucyjny nadal składa się z 10 sędziów pełnoprawnych, tzn. bezsprzecznie prawidłowo wybranych i zaprzysiężonych, a więc mogących orzekać. Od listopada wg samego Trybunału kadencje sędziów zaczęła jeszcze trójka sędziów, którzy jednak nie mogą orzekać, ponieważ prezydent Duda nie odebrał od nich ślubowań. Jest też pięcioro sędziów przez prezydenta zaprzysiężonych, wszelako nie uznawanych przez Trybunał za wybranych poprawnie. Niewiele wiadomo, na czym polega ich urzędowanie w Trybunale, pojawiają się tam jednak regularnie.

Powikłania na przyszłość

Są dość oczywiste; jak długo nie zapadną w sprawie przyszłości Trybunału decyzje, uznawane przez wszystkie strony sporu - każda z nich będzie mogła kwestionować legalność działań pozostałych. Dla prac Trybunału oznacza to de facto postępujący paraliż.

W perspektywie mamy już problem z publikacją kolejnego wyroku TK, tym razem z 9 grudnia, w sprawie uchwalonej przez nowy parlament nowelizacji ustawy o Trybunale. Ten także został wydany w składzie 5-osobowym i także podlega osobliwej weryfikacji przez KPRM.

Jest wreszcie dość oczywista konstatacja, wyjaśniająca być może nieprzejednane stanowisko prezesa PiS w sprawie publikacji: jak długo wyrok z 3 grudnia nie będzie publikowany - nie wejdzie w życie. A skoro nie będzie wyrokiem obowiązującym - nie będzie można stawiać zarzutu jego niewykonania prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Tym samym los prezydenta zależy od tego, czy i ewentualnie kiedy feralny wyrok, uznany przez Marszałka Sejmu, a zakwestionowany czasowo przez rząd i kategorycznie odrzucony przez prezesa PiS, zostanie oficjalnie opublikowany.

Obserwatorzy wydarzeń na scenie politycznej zapewne potrafią przewidzieć, czyja opinia okaże się w tej sprawie decydująca.

(abs)