​Mam w nosie literę przepisów - oświadczył wczoraj minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Czegokolwiek to dotyczyło i cokolwiek powiedział później - już tego nie zmieni. Coś jednak powiedzieć trzeba.

Minister sprawiedliwości i prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku złamali prawo. Sprawa dotyczy dokumentacji procesów karnych twórcy Amber Gold, które wbrew ustawie trafiły do resortu - ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna". czytaj więcej

Minister zabierze głos o 12:30. Nie wiem, czy będzie się kajał, twierdził, że go poniosło, czy może postawi na stanowczość i nie zechce wypierać się tak niecodziennych u ministra sprawiedliwości przekonań. Powiem więcej - cokolwiek minister Gowin teraz zrobi, z punktu widzenia szacunku dla prawa, zarówno wyrażonego literą jak zawartego w duchu - nie będzie miało znaczenia. Także ewentualna dymisja niewiele zmieni.

Minister sprawiedliwości dał wczoraj argument niemal wszystkim, którzy łamią prawo. Duch kodeksu drogowego sprowadza się np. do tego, by jeździć nikogo przy tym nie krzywdząc. Ograniczenia prędkości, przejścia dla pieszych, zasady pierwszeństwa itp. - to już litera prawa, podporządkowana jego duchowi. Można ją mieć w nosie, jak minister sprawiedliwości.

Eutanazja? Zakaz wynika z litery prawa, nie z jego ducha, bo duch prawa w cywilizowanym kraju nie może przecież zmuszać ludzi do cierpienia, choć wybawienie można znaleźć w każdym szpitalu, w ampułce z trucizną. Miejmy to w nosie.

Rozbój? Karanie zań wynika z litery prawa. Z ducha wynika zaś obowiązek niesienia pomocy. Jeśli czterech gości potrzebuje na flaszkę, to wzbraniając się przed oddaniem im portfela odmawiamy im wynikającej z ducha życzliwości pomocy. I sami jesteśmy sobie winni obrażeniom, wynikającym z tego, że panowie swoje prawo do pomocy egzekwują. W demokratyczny zresztą z ducha sposób, bo dysponując większością.

Marcin P. może utrzymywać, że w duchu, że naprawdę chciał pomnożyć zyski tych, których oszukał. Posadzono go w oparciu niego ducha przepisów, ale o ich literę. A tę można mieć w nosie, sam minister tak powiedział. Sprawiedliwości.

Oczywiście przesadzam i przerysowuję. Robię to jednak po to, by uzmysłowić wszystkim czytającym, jak istotne mogą być następstwa tych paru słów Jarosława Gowina. Nie ma dla nich usprawiedliwienia. Pokolenia kształtujące szacunek dla prawa i próbujące go utrzymać dostały od ministra, o ironio - sprawiedliwości bolesny policzek.

Jeśli Gowin powie, że go poniosło - trudno mi będzie w to uwierzyć, bo to jeden z najbardziej zrównoważonych polityków. Jeśli za jego zachowaniem stoi kalkulacja polityczne, kreowanie się na stanowczego szeryfa, "Brudnego Harry'ego" - tym gorzej, bo funkcja ministra sprawiedliwości nie może do tego służyć.

Nie wiem, skąd Jarosław Gowin wie, jaki jest duch prawa. Inaczej widział go Zbigniew Ziobro, inaczej Krzysztof Kwiatkowski, inaczej Zbigniew Ćwiąkalski. Ale wiem, że gdyby to duch decydował, nie byłoby potrzebne zapisywanie prawa. W przepisach. Literami.

Poza tym, w duchy nie wierzę.