"Już przestałem nagrywać, bo mi się nie chce. Ja już swoje zrobiłem" - mówi Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM Zbigniew Wodecki. "Może ktoś o 'pszczole' będzie pamiętał" - odpowiada na pytanie, z czego - jego zdaniem - zostanie zapamiętany. Monika Kuszyńska w finale Eurowizji? "Strasznie trzymam kciuki za Moniczkę" - mówi gość RMF FM. "Nasza Monika ma w sobie kulturę, słowiańszczyznę i nie jest efekciarska w tekstach i melodiach" - wyjaśnia.

Posłuchaj rozmowy Krzysztofa Ziemca ze Zbigniewem Wodeckim

Krzysztof Ziemiec: Zbigniew Wodecki jest naszym gościem. Artysta prawdziwie alternatywny. Witam.

Zbigniew Wodecki: Dzień dobry. No niech będzie, dzień dobry. Witam wszystkich.

To zanim o panu, to jeszcze zacznijmy od Eurowizji, a nie od Bacha. Oglądał pan półfinały w czwartek? Ma szanse dziś Monika Kuszyńska?

Nie słyszałem Moniczki, częściowo słyszałem. Strasznie trzymam za nią kciuki. Tym bardziej, że jakby troszeczkę zmieniam zdanie o Eurowizji, dlatego że ona zaczyna być muzycznie merytoryczna.

Festiwal, tak?

Tak, tak.

A to ciekawe, bo sporo osób i sporo krytyków zawsze ten festiwal krytykowało, że jest mało ważny.

Wszyscy są po to, żeby krytykować. Zawsze tak było. To jest dziecko do bicia. To są subiektywne sprawy. Jak się nie da na coś innego, szczególnie było tak za matki komuny, to się waliło w ten festiwal jak w bęben, bo było w co, wtedy i nikt nikomu nie liczył.

Wtedy mieliśmy swój Sopot i Opole.

Jest taka ładna anegdota, jeśli można, a propos krytyków muzycznych. Waldorff kiedyś schodził w Filharmonii Narodowej po schodach w przerwie koncertu i stało dwóch takich ostrych wilczków, krytyków młodych, muzycznych i Waldorff mówi do przyjaciela, z którym schodził: "Widzisz tych dwóch tam?", mówi: "no".  "Ty wiesz, ile oni by dali, żeby wiedzieć czy im się podobało?". Tak to jest z krytykami muzycznymi.

To jak wiedzieć, czy jurorom festiwalu Eurowizji podoba się Monika Kuszyńska i zdobędzie przynajmniej miejsce na pudle, mówiąc sportowym językiem?

Ja myślę, że dostanie się do finału w tego typu imprezie, gdzie liczy się jakby całość, bo to rzeczywiście teraz zauważyłem, że troszeczkę muzyki zaczyna się w tym liczyć. To kiedyś troszeczkę zaczynało pachnieć kolorowymi jarmarkami. W całym tego słowa znaczeniu. Efekciarstwo, efekciarstwo. Głównie o to chodziło, żeby czymś zaszokować. Tu pompy, pumpy, tu gwóźdź w oku itd. Tu jakieś chóry z tyłu, żeby to wszystko było dziwne, efektowne i efekciarskie.

A pan jest też jurorem czasami?

Nie znoszę, ale bywam. Tak.

Jak to jest z jurorem? Na co zwraca uwagę? Kto przykuwa jego uwagę?

Kochanie, to jest bardzo prosta sprawa . Od razu się człowiek orientuje, kto będzie z tego żył i w kogo warto inwestować. Nie da się nauczyć śpiewać. Znaczy można się nauczyć śpiewać, tylko po co? Chodzi o to, żeby mieć coś od Boga, że od razu wiadomo, że ten gość jest bardzo, że tak powiem, efektowny, nie efekciarski tylko efektowny, bo to jest zasadnicza różnica.

A nasza Monika ma to coś?

Nasza Monika ma, ma kulturę, ma słowiańszczyznę w sobie. Właśnie nie jest efekciarska w tekstach i melodiach. Nie słyszałem dokładnie numeru, który jest. Nie wiem jaki on jest. Słyszałem tylko Rosjankę, która pięknie zaśpiewała po angielsku.

No Monika też po angielsku.

No słodki, sweetowy numer...

Eurowizję miliony na całym świecie oglądają.

No fajne wiesz, czysta rozrywka. Zawodowo robiona. Trzeba powiedzieć, że to pełne chapeau bas, jeśli chodzi o ekipy, które to robią. Zmiany, dekoracja, światła, dźwięk. To wszystko hula.

To zamykając temat. Taki festiwal zmienia życie artysty, czy nie?

Bardzo.

To trzymamy kciuki za Monikę.

To już jest sukces, że doszła do finału. Brawo, gratulujemy. Tak. Cieszymy się bardzo. Fajna dziewczyna.

Zbigniew Wodecki jest naszym gościem dziś rano. Król, sam nie wiem, polskiej muzyki, bo tak po prostu, postać bez wątpienia kultowa.

Miło, bardzo.

Ikona polskiej piosenki. Po co panu ta ostatnia płyta? Po co taki artysta jak pan zabiera się za utwory raperów.

Zadzwonił do mnie bardzo kulturalny, świetny pan Witek, który jest szefem wydawnictwa zajmującego się hip-hopem, właśnie raperami, o których nie mam zielonego pojęcia.

Ty tym bardziej, trochę jakby się pan chciał podlizać młodej publiczności.

Nie, nie. To chodziło o to, żeby zaśpiewać z fajnym big bandem, bo ja oczywiście usłyszałem to i powiedziałem "zrobimy tak", a później zostało mi przedstawione aranż. I poprosiłem bardzo zdolnego Michała Tomaszczyka, który świetnym jest aranżerem, świetnym muzykiem i świetni muzycy grali, to świetny big band, to nie ma nic wspólnego jakby z tym raperem, wiesz? Bo tam facet mówi, ja ich z jednej strony podziwiam, bo ja tak nie umiem rapować jak oni, więc podziwiam wszystkich tych, którzy robią to, czego ja nie potrafię.

A pan śpiewa, oni tak melodeklamują.

To jest taki referat, powiedzmy sobie śpiewany, albo mówiony. To oni wyrzucają swoje, ja szczerze mówiąc wolę jak ktoś wyrzuca, że tak powiem werbalnie w prozie, a nie koniecznie śpiewa.

Ale to jest autentyczne w przypadku takich artystów jak pan? Bo tam też na tej płycie są inni, jest Andrzej Dąbrowski, jest Ewa Bem. Nie było takich telefonów, Zbyszku, co Ty robisz, Peję śpiewasz?

No tak, tylko że ja myślę, że tak jak ja nie potrafię rapować jak Peja, tak Peja by tego nie zaśpiewał tak, jak myśmy to zaśpiewali w tym aranżu. To zupełnie nic nie znaczy, ale że można ten typ przełożyć. Chyba o to chodziło i bardzo dobrze. Ja usłyszałem za sobą dwudziestu paru młodych, świetnych muzyków, którzy skończyli akademię muzyczną, ja to ciągle mówię, uczyli się, bo muzyki się trzeba nauczyć grać ciężkiej, studiowali, ćwiczyli godzinami na różnych mistrzach świata po prostu i doszli do mistrzostwa i dzięki temu pomysłowi mieli szansę zaistnieć w tego typu projekcie. Ja strasznie się ucieszyłem jak zobaczyłem, że nareszcie ten gość, który umie rewelacyjnie grać na fortepianie, improwizować, młode chłopaki mają okazję gdzieś pokazać swój kunszt, bo nikt ich o to nie prosi, żeby oni pokazali co umieją, bo komercja tak zabiła dalece sztukę, że po prostu nie mają takich możliwości. Oni nawet kończąc wyższe studia, to teraz ciągle z uporem maniaka powtarzam, Akademię Muzyczną, gdzie uczyli się na mistrzach świata, bo grali utwory Paganiniego, żeby skończyć szkołę, Chopina, Brahmsa, Liszta, skończyli, zagrali dyplom i nawet nie mogą na weselu sobie dorobić, bo oni nie umieją discopolo. Z czego mają żyć ci artyści, muzycy. Ludzie nie umieją słuchać prawdziwej muzyki, bo taka się zrobiła komercja, oduczyli się słuchać.

Kiedy 2 lata temu wystąpił pan na OFF Festival, gdzie też publiczność jest inna niż ta, która na co dzień się z panem spotyka z grupą Mitch & Mitch, powiedział pan wtedy, że artystę poznaje się po tym, że potrafi się muzyką bawić. Pan się bawi muzyką?

Bo właśnie Mitch & Mitch mi przypomnieli o tym, że po to ja się mam tym bawić. A tu ja śpiewa już 40 lat i ciągle kurczę chcę zrobić karierę, to jest coś strasznego.

Oni odkryli przed panem coś, czego pan nie znał?

O czym ja zapomniałem.

Pana publiczność, ta nowa młoda, która przychodzi na tego typu koncerty, kupuje czy nie?

Typu OFF?

Tak jak teraz ta nowa płyta, gdzie przychodzą ludzie młodzi, słuchający rapu.

Ja jestem w totalnym szoku, dlatego że młode chłopaki w wieku moich dzieci, a może i młodsze, bardzo zdolne muzycznie, wzięli materiał sprzed 40 lat. Ja byłem przerażony, bo jak wtedy to nie rzuciło ludzi na kolana, bo to nie było hitowe, tylko było, nie chcę powiedzieć trudniejsze, jakieś inne, bardziej muzyczne, to leżało 40 lat i po 40 latach zostało wykonane na OFF Festivalu rockowym, gdzie po prostu poprzednia kapela tak grała, wbiła ludzi, że oni nic nie mieli prawa słyszeć przez 5 minut po tym koncercie, bo był taki czad, że tak powiem ze sprzężenia, huk, bo oto chodzi w heavy metalu, i nagle my mamy wyjść z moim repertuarem sprzed 40, gdzie są ballady, gdzie są ważne funkcje, gdzie są ważne  głosiki, gdzie są wasze improwizację, każdy muzyk coś maluje - do tego trzeba mieć spokój, trzeba być przygotowanym muzycznie i nagle się okazało, słuchajcie, ja wychodzę przerażony, przerażony, bo jeszcze córka przyjechała z zięciem, który jest Anglikiem, żeby się przejechał pierwszy raz na Woodstock do Polski pod Katowicami, co się będzie działo, jak tu dziadka wygwiżdżą przecież...

Ale nie wygwizdali?

Proszę pana, wręcz przeciwnie. Chłopaki mają taką moc w sobie, mówię Mitch & Mitch i Macio, że on jednym palcem sterował tymi paroma tysiącami ludzi i oni tego słuchali.

To na koniec jeszcze spytam. Jak pan myśli? Przejdzie pan do historii polskiej piosenki z tych pierwszych utworów, z Pszczółki Mai, czy może z tej wolty, którą pan teraz wykonuje w stronę publiczności bardziej alternatywnej?

Wiecie. Jest tyle zdolnych ludzi teraz, że ja tu bez fałszywej skromności powiem, że może ktoś o pszczole będzie pamiętał. I jak ktoś znajdzie stary teledysk z Chałupami, z gołymi, jeszcze nie dość, że gołymi to jeszcze bez majtek, słuchajcie, na plaży, i to było u nas za komuny zrobione. No to, to jest fakt historyczny, który powinien przejść do annałów. Natomiast jest tylu zdolnych, fajnych ludzi. Ja już przestałem nagrywać, bo mi się nie chce. O tym wiem, że nie przeskoczę już, ja już swoje zrobiłem, odrywam od tego bloczka, co se nagrabiłem przez te 40 lat, ten bloczek jest coraz cieńszy i mam spotkania z publicznością, mnie to absolutnie satysfakcjonuje i ja mam nadzieję, że mi się uda jeszcze nagrać jakieś swoje pomysły, które dam do obróbki młodym, fantastycznie zdolnym ludziom, którzy kończą Akademię Muzyczną i którzy uczą się muzyki po to, żeby państwu ją później grać i żeby wyście się kochani słuchacze radia RMF FM nauczyli słuchać muzyki, oglądać obrazy, czytać literaturę, żeby was nikt w konia nie robił.

Mam nadzieję, że tak będzie i mam nadzieję, że młodzi słuchają i będą może chcieli wykorzystać to zaproszenie. A ja na razie dziękuję za przyjęcie zaproszenia naszego.

Bardzo dziękuję.

Zbigniew Wodecki był naszym gościem. Miłej soboty.

Było mi fantastycznie. Dziękuję bardzo.