"Jeśli słyszę, że każde dziecko ma otrzymać 300 złotych w momencie rozpoczynania roku szkolnego, to dlaczego miałbym nie klaskać?" - mówi Leszek Miller w Popołudniowej rozmowie w RMF FM pytany o ocenę obietnic złożonych przez premiera Mateusza Morawieckiego podczas sobotniej konwencji PiS i Zjednoczonej Prawicy. Stwierdza jednak, że „w wystąpieniu pana premiera był groch z kapustą. Były rzeczy ciekawe, były rzeczy zbędne i były rzeczy tak populistyczne, że żaden człowiek nie powinien ich mówić". Gość Marcina Zaborskiego pytany o to, czy "Polska jest gotowa na prezydenta Roberta Biedronia", stwierdza: "Jeżeli udałoby się wykreować jednego kandydata i byłby to Robert Biedroń, to oczywiście opowiedzenie się za jednym kandydatem jest bardziej funkcjonalne niż miałoby to by być trzech kandydatów". Co Miller sądzi o ewentualnej kandydaturze Moniki Jaruzelskiej? "Bardzo się cieszę, że Monika Jaruzelska, która przecież nie jest liderem żadnej partii politycznej, od razu na starcie ma większy poziom aprobaty niż szefowie partii politycznej" - podkreśla. Czy w SLD wszyscy są zadowoleni z tego, że Jaruzelska zamierza kandydować w wyborach samorządowych pod szyldem tej partii? "Jednomyślność jest tylko na cmentarzu. W życiu jej nie ma" – odpowiada gość Popołudniowej rozmowy.

Marcin Zaborski: Składały się panu ręce do oklasków, a serce tańczyło w piersiach, kiedy słuchał pan premiera Morawieckiego składającego Polakom nowe obietnice?

Leszek Miller: To zależy, w jakich momentach obietnic pana premiera...

Posłuchaj całej rozmowy Marcina Zaborskiego z Leszkiem Millerem:

17.04 Gość: Leszek Miller



Czyli były takie, kiedy pan klaskał.

Jeżeli słyszę np., że każde dziecko ma otrzymać 300 złotych w momencie rozpoczynania roku szkolnego, to dlaczego mam nie klaskać.

Ale z drugiej strony musiał się pan pewnie martwić, słysząc: darmowe leki dla kobiet w ciąży, niższy podatek dla przedsiębiorców, wyprawka dla uczniów, nowe drogi lokalne, a do tego jeszcze wyższa kwota wolna od podatku - to wszystko pokazuje, że znów za chwilę usłyszymy, że lewica jest w Sejmie niepotrzebna, bo PiS świetnie się opiekuje tym socjalnym elektoratem.

Ale lewica to nie tylko tego rodzaju obietnice. W wystąpieniu pana premiera był groch z kapustą. Były rzeczy ciekawe, były rzeczy zbędne i były rzeczy tak populistyczne, że poważny człowiek nie powinien ich mówić.

Opozycja mówi, że to jest takie PiS-owskie Boże Narodzenie w kwietniu, że PiS otworzył worek z obietnicami, żeby przykryć problemy wizerunkowe po nagrodach dla ministrów.

W dużej części tak jest. Po pierwsze, ten festiwal obietnic, to wołanie: "Sezamie, otwórz się!" jest podyktowane strachem PiS-u przed spadającymi sondażami. Po drugie, miała to być manifestacja jedności polegająca na tym, że nieprawdą jest, że pani Beata z panem Mateuszem drą koty, po trzecie wreszcie: że pieniądze są w budżecie i można przeznaczyć je dalej na cele społeczne. Jednym słowem: taka mieszanka, która miała przynieść pozytywne sygnały.

A kto nie mówi: "Sezamie, otwórz się!", panie premierze. Przecież SLD też o tym mówi. Włodzimierz Czarzasty ma swój pomysł: 3 x 2100 - niech wszyscy zarabiają 2100 (złotych): najniższa emerytura, najniższa pensja, najniższa renta.

Oczywiście, to jest dobry pomysł. I ma pan rację, każda partia polityczna mnoży te sygnały. Ważne są dwie kwestie - po pierwsze: czy to jest wiarygodne, a po drugie: czy są źródła pozyskiwania środków, aby pieniędzy starczyło.

A słyszy pan, skąd Włodzimierz Czarzasty chce wziąć te pieniądze?

Zapewne z tego, co było zawsze mocną stroną Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli z umiejętności stymulowania wzrostu gospodarczego.

Nie, nie, on mówi, że te pieniądze to by wziął z budżetu na armię. Że wystarczy obciąć pieniądze, które przeznaczamy na armię, tak żeby wydawać nie 2 procent PKB, a 1 procent.

Tego się pewnie nie da zrobić z uwagi na nasze zobowiązania sojusznicze, ale uważam, że jest w tym myśleniu pewien pomysł, dlatego że nie ma potrzeby, by - jak to się mówi - zwiększać wydatki na armię powyżej 2 procent PKB.

Ale on mówi: "Jeden procent płaćmy. I wystarczy". A kiedy mówię tak jak pan: No chyba się nie da, bo są zobowiązania w NATO, on mówi: "E, te dwa procent to płaci tylko pięć krajów w NATO. Czy ktoś wyszedł z NATO... :. Lewica uważa, że są sprawy ważniejsze.

Ja też uważam, że są rzeczy ważniejsze, ale zamiast dokonywać takich redukcji, wolałbym szukać rozwiązań stymulujących wzrost gospodarczy, a więc zapewniający tempo wzrostu gospodarczego nie na poziomie 3 czy 4 procent, a minimum 5 procent.

Panie premierze, Polska jest już gotowa na prezydenta Biedronia? 

To by się okazało wtedy, kiedy pan Robert Biedroń wystartowałby w wyborach na prezydenta kraju. No ale jak słyszę, nie podjął w tej sprawie decyzji. 

No ale na razie ma sondaż, który może go raczej zachęcać niż zniechęcać. Bo mamy sondaż Pollster dla "Super Expressu", a w nim Robert Biedroń jest na trzeciej pozycji  - za prezydentem Dudą i za Donaldem Tuskiem.

To być może skłoni pana Biedronia do głębszych w tej sprawie przemyśleń. Ale z tego, co słyszę, jedną rzecz rozstrzygnął: to znaczy określił się, że nie będzie kandydował na prezydenta miasta stołecznego Warszawy. 

I wyobraża pan sobie, że SLD popiera Roberta Biedronia w takim prezydenckim wyścigu?

Jeżeli udałoby się wykreować jednego kandydata i byłby to Robert Biedroń, to oczywiście opowiedzenie się za jednym kandydatem jest bardziej funkcjonalne niż miałoby to by być trzech kandydatów.

A duże byłoby ryzyko pana zdaniem? Wyobraża pan sobie kampanię, w której występuje Robert Biedroń i jest np. atakowany z powodu swojej orientacji seksualnej?

Zapewne tak będzie, ale jak sądzę, nie byłoby to nurtem dominującym, a poza tym Robert Biedroń na pewno takie okoliczności bierze pod uwagę.

Piąte miejsce w tym sondażu zajmuje Monika Jaruzelska: przed Katarzyną Lubnauer, przed Januszem Korwinem-Mikke i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. To może w Monikę Jaruzelską warto zainwestować?

Bardzo się cieszę, że Monika Jaruzelska, która przecież nie jest liderem żadnej partii politycznej, od razu na starcie ma większy poziom aprobaty niż szefowie partii politycznej.

No nie ma szefa SLD w tym sondażu.

Może dlatego, że nie ujęto jego nazwiska. Ale to dobrze rokuje dla pani Moniki. Tym bardziej, że pani Jaruzelska zamierza włączyć się do polskiej polityki.

Myśli pan, że w SLD wszyscy są zachwyceni, że zamierza kandydować pod szyldem SLD w wyborach samorządowych?

Jednomyślność jest tylko na cmentarzu. W życiu jej nie ma. Myślę, że coraz więcej osób powinno się przekonywać do tej kandydatury, jeśli oczywiście pani Monika bierze pod uwagę staranie się o polską prezydenturę.

Na razie mówi, że zamierza kandydować na radną.

Zobaczymy, jak jej pójdzie w wyborach do samorządu lokalnego. To będzie jakiś prognostyk.

A propos głosowania, wicepremier Gowin proponuje głosowanie rodzinne i przekonuje, że "jeśli tego nie zrobimy, o decyzjach polityków przesądzać będę emeryci". Zabolało?

Mogę to traktować tylko w kategorii żartu, bo już widzę - na przykład oczyma wyobraźni - taką scenę, jak rodzice rozmawiają ze swoimi pociechami i zastanawiają się na kogo głosować, i dwuletni chłopczyk mówi: "Mamo, zagłosuj na tę partię, która obieca mi batonika". 

A dałby się jeszcze pan namówić na start w wyborach?

Mnie coraz bardziej podoba się sytuacja obserwatora, analityka, komentatora. Tak jak właśnie mam zaszczyt to czynić na pana zaproszenie.

No ale wybory europejskie niedługo. Pewnie zapukają koledzy z SLD i zapytają - a może jednak, nie tylko obserwowanie?

Włodzimierz Czarzasty powtarza, że chciałby, aby wszyscy byli premierzy, którzy kiedyś obejmowali te funkcje z ramienia SLD wystartowali w tych wyborach. No ale wie pan, to jest intencja.

I odmówi pan Czarzastemu?

Przewodniczącemu zwykle nie powinno się odmawiać, ale ważne są szczegóły. Ogólna intencja jest ciekawa, tylko trzeba byłoby przejść do szczegółów, a tych nie znamy.

Leszek Miller w internetowej części rozmowy: Gdzie polityka wchodzi na salę sądową, sprawiedliwość wychodzi tylnymi drzwiami

"Z doświadczenia wiem, że tam, gdzie polityka wchodzi na salę sądową, sprawiedliwość wychodzi tylnymi drzwiami" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były premier Leszek Miller. W internetowej części gość Marcina Zaborskiego był pytany o zatrzymanie sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej Stanisława Gawłowskiego i o sprawę postawionych temu politykowi korupcyjnych zarzutów. "Nie chciałbym brać racji żadnej ze stron (...). Wydaje mi się, że nie po to PiS tak polityzuje wymiar sprawiedliwości, żeby było mniej polityki w sądach. Będzie w sądach więcej polityki" - stwierdza Leszek Miller.