Brzegi, Balice, Błonia – organizatorzy, a w ślad za nimi media, żonglują lokalizacjami niczym kuglarz maczugami na krakowskim rynku. Oficjalnie główne uroczystości Światowych Dni Młodzieży mają odbyć się na łąkach w Brzegach w gminie Wieliczka. Choć nie od dziś wiadomo, że to teren trudny, nie tylko geologicznie, ale przede wszystkim logistycznie. Służby uskarżają się na wiele niedogodności, ale strona kościelna prawdopodobnie w ogóle nie bierze pod uwagę zmiany lokalizacji w żadnym przypadku.

Oprócz Brzegów w Wieliczce i krakowskich Błoń pod uwagę brane jest teraz... lotnisko (na zdj. Błonia) /Stanisław Rozpędzik /PAP

W ostatnich dniach jak grom z jasnego nieba spadła na wszystkich wiadomość, że w razie niesprzyjających warunków, takich jak ulewne deszcze, główna msza może zostać przeniesiona do Balic. Oczywiście jeśli będzie chciało wziąć w niej udział więcej niż 2 miliony pielgrzymów. To pomysł wojewody małopolskiego Józefa Pilcha. Jego rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa podczas imprezy. Ale wypowiedź terenowego przedstawiciela rządu spowodowała, że zaczęliśmy poruszać się w oparach organizacyjnego absurdu. Chwilę po tej wiadomości rzeczniczka portu lotniczego w Balicach Urszula Podraza oznajmiła, że:

W mediach dość szybko pojawiło się też dementi strony kościelnej. Czy zatem plan awaryjny to tylko nieprzemyślane słowa wojewody? Nie do końca. To jego autorski pomysł, bo przecież to właśnie Józef Pilch ma odpowiadać za to, żeby każdy pielgrzym mógł czuć się bezpiecznie. Wojewoda po weekendzie ma przedstawić go stronie rządowej, która zdecyduje co dalej. Choć to, kto w tej sprawie decyduje, nie jest wcale jasne.

Logika podpowiada, że w sprawach bezpieczeństwa najwięcej powinny mieć do powiedzenia służby. Tymczasem one same nie są jeszcze do końca zorganizowane. Na początku urzędowania nowy komendant wojewódzki pożarników przyznał się, że brakuje kwaterunku dla strażaków, którzy przyjadą zabezpieczać imprezę. Kilkanaście dni temu w Wadowicach protestowali ratownicy, którzy chcą podwyżek i nieśmiało zastanawiają się, jak będzie wyglądała ich praca podczas nadchodzących wakacji. Mimo wszystko opinię dotyczącą bezpieczeństwa powinni wydać policjanci, strażacy, medycy czy służby specjalne. Opinia podobno jest, ale, jak się okazuje, to nie służby zdecydują o tym, czy jest bezpiecznie czy nie. W takim razie kto?

Podczas ostatniej konferencji prasowej dziennikarze próbowali dopytywać o to wojewodę, który nie chciał przyznać, kto ostatecznie będzie podejmował najważniejsze decyzje. Przy wyłączonych kamerach i mikrofonach urzędnicy mówią, że najwięcej zależy od głównego organizatora czyli strony kościelnej, która nie jest skora do gwałtownych zmian. Dodam tylko, że daleki jestem od zawsze modnego czepiania się Kościoła w każdej sprawie, ale przy tak trudnym przedsięwzięciu zawsze trzeba mieć plan B. Warto też przygotować na niego pielgrzymów, mieszkańców i turystów, bo choćby paraliż lotniska będzie miał ogromne konsekwencje, na które warto się przygotować. Nie chodzi tylko o lądowanie papieża, ustawienie sprzętu, wytyczenie dróg ewakuacyjnych, ale także przekierowania lotów, które wiążą się z koniecznością zmiany planów setek tysięcy ludzi.

Patrząc na to wszystko, można odnieść wrażenie, że im dalej w las, tym nie tylko więcej drzew, ale też, że rosną tak gęsto, iż nie da się pomiędzy nimi przejść. Naiwnym jest ten, kto w tym przypadku hołduje mickiewiczowskiemu "Ja z synowcem na czele i? - jakoś to będzie!". Tak wielkie wydarzenie wymaga naprawdę solidnych przygotowań i kto wie czy 15 maja, kiedy ma być przedstawiony kolejny i już bardziej szczegółowy raport z przygotowań, to nie będzie za późno.

Można powiedzieć też: wszystko w rękach Boga. Jednak uważam, że warto modlić się tak, jakby wszystko zależało od Niego, ale odrobinę Mu pomóc i działać tak, jakby wszystko zależało od nas - organizatorów, mieszkańców i uczestników.


(dp)