"Grając odważnie możemy wywieźć z Frankfurtu korzystny wynik" - mniej więcej tak brzmią słowa Roberta Lewandowskiego wypowiedziane kilka dni przed meczem z Niemcami. Szkoda, że w pierwszych minutach zabrakło tego na boisku.

Reprezentacja Polski po meczu /Bartłomiej Zborowski /PAP

Mam wrażenie, że początek tego meczu wyglądał podobnie do zeszłorocznego pojedynku w Warszawie. Bronimy się, gramy bojaźliwie, nie rozgrywamy piłki tylko staramy się grać długimi podaniami. Bez sensu. Do tego doszła dobra gra Niemców, którzy dwa razy nas załatwili. Pierwsza bramka to był majstersztyk. Pięknie rozegrana akcja. Nasi obrońcy właściwie tylko się przyglądali. Zabrakło więc warszawskiego szczęścia, a zrobiło się 0:2. Przy takim wyniku na wyjeździe trudno o optymizm. Tym bardziej cieszy, że Polacy powalczyli.

Kamil Grosicki jak zwykle był na boisku sinusoidą. Przeplatał dobre zagrania z beznadziejnymi, ale tym razem zaliczył fantastyczną asystę. Czapki z głów! Szkoda kilku głupich strat, ale część win asysta zmazała. Robert  Lewandowski zdobył kontaktowego gola. Jeszcze przed przerwą napastnik Bayernu mógł wyrównać. Raz w sytuacji sam na sam, a po chwili strzelając głową po rzucie rożnym. Bez wątpienia "Lewy" był jednym z najjaśniejszych punktów naszego zespołu. Na plus na pewno też Grzegorz Krychowiak - świetny w odbiorze. Podobał mi się też Krzysztof Mączyński - dobry pressing. Nie tracił piłek. Trzeci ze środkowych pomocników niestety zagrał słabo. Tomasz Jodłowiec jest od kilku miesięcy po prostu bez formy. Co prawda na Twitterze prezes Legii Dariusz Mioduski twierdził, że był to "najlepszy mecz Jodłowca od miesięcy", ale to tylko świadczy o tym w jak mizernej jest dyspozycji. Różnica z tym, co oglądaliśmy przed rokiem jest ogromna. A szkoda, bo Jodłowiec w dobrej formie kadrze by się przydał. Nie przekonał też Łukasz Piszczek ogrywany notorycznie na prawej stronie obrony. Do tego doszła kontuzja, która nie pozwoliła mu dokończyć pierwszej połowy.

Nieźle spisał się na lewej obronie Maciej Rybus. Przyzwyczaił nas do gry w roli skrzydłowego, a okazuje się, że może być niezłym obrońcą. Jak dla mnie test zaliczył. Nie zawiedli też środkowi obrońcy - Kamil Glik i Łukasz Szukała, choć po drugim było widać, że ostatnio nie gra. Kiedy przy piłce był Łukasz Fabiański tylko Glik pokazywał się do gry. Szukała bał się rozegrać piłkę. Co do naszego bramkarza to chyba tylko przy drugiej bramce mógł ewentualnie zrobić coś więcej. Przy trzeciej miał po prostu pecha.

Kłopot mam tylko z Arkiem Milikiem. W ataku niewidoczny. W nowym ustawieniu musiał wspierać Piszczka w obronie, a to nie jest żywioł napastnika Ajaxu. W ofensywie miał tylko kilka kluczowych podań. Adam Nawałka wymyślił na Niemców coś nowego. Szkoda, że zaczęło funkcjonować dopiero po 20 minutach i przy wyniku 0:2. Gdybać można. Gdyby grał Karol Linetty a nie Jodłowiec, który dla mnie był najsłabszy. Druga wątpliwość tyczy się duetu napastników. Jednak Milik i Lewandowski ustawieni na środku współpracowali w poprzednich meczach lepiej niż w wersji z Frankfurtu. Selekcjoner ma materiał do pracy, a my mimo porażki możemy mieć poczucie, że biało-czerwoni nie odstawali dramatycznie na tle mistrzów świata. Awans na Euro2016 cały czas jest blisko. Wyjazdową porażkę z Niemcami trzeba było wkalkulować w koszty. Warto jeszcze zerknąć na statystyki.

Posiadanie piłki oczywiście dla Niemców 66-34, ale to też było do przewidzenia. Budująco wygląda za to statystyka strzałów. Niemcy 21 (8 celnych). Biało-czerwoni 13 (8). Można się spierać, że gospodarze mieli więcej naprawdę groźnych strzałów, ale to nie przypadek, że niemiecka defensywa i Manuel Neuer też mieli sporo pracy.