Jak to zwykle bywa odległy kraj jest krańcowo różny od tego, z którego przybyliśmy. Właśnie w tym duchu upłynął mi pierwszy dzień w RPA. To, co dla nas jest łatwe, tu może urosnąć do naprawdę żmudnego zadania...

Posłuchaj Patryka Serwańskiego

Takim zadaniem była dla mnie wizyta w kantorze - te znajdują się jedynie w bankach, i to nie we wszystkich. Operacja wymiany została poprzedzona wypełnieniem trzech blankietów, skopiowaniem mojego paszportu i wypytywaniem o cel wizyty, adres, długość pobytu. Adresu nie pamiętałem, co na szczęście udało się obejść. Sytuację poprawił nieco fakt, że pani wypełniająca swe obowiązki była bardzo miła - toczyliśmy pogawędkę o pogodzie.

Przechodnie nie specjalnie reagują tu na sygnalizację świetlną. Może w centrum miasta jest inaczej, ale w mojej dzielnicy sprawa jest prosta - nic nie jedzie wchodzisz na jezdnię. W taksówkach nie istnieje nic, co choćby w kadłubkowej formie mogłoby przypominać taksometr. Trzeba wcześniej umówić się co do kwoty i można się targować. Johannesburg to bardzo rozległe miasto - transport publiczny właściwie tu nie istnieje. Taksówka może okazać się opcją najlepszą, ale znaleźć taksówkę wcale nie jest łatwo.

Dzielnice mieszkaniowe pełne luksusowych domów przypominają twierdze. Zamiast znanych z Polski ogrodzeń mamy mury. Na nich druty pod napięciem. W naszym domu - bagatela - 5000 volt... Do tego obowiązkowe alarmy, kraty, kłódki i inne dodatki - wszystko, żeby zniechęcić potencjalnych złodziei.

I jeszcze dwa słowa o zdjęciu: biedy w Johannesburgu nie brakuje. Mimo że jestem tu od niedawna, wiele obrazów już zadziałało na moją wyobraźnie. Stragan tej pani i tak był jednym z lepiej przygotowanych i bardziej zadbanych. Fryzjer w blaszanej budzie przykrytej plandeką, czy mięso (o ile dobrze widziałem zza szyby samochodu) sprzedawane z tekturowej lady nie są tu chyba niczym wyjątkowym. Bliższe poznawanie dzielnic czarnej biedoty to raczej zadanie niebezpieczne. Pierwsza rada, jaką tu otrzymałem, była bardzo klarowna - oglądaj się za siebie...tak na wszelki wypadek.

P.S.

Johannesburg zwane bywa także Joburg i eGoli - miejsce złota.