Maciej Kot to jeden z najbardziej interesujących moim zdaniem z biało-czerwonych skoczków. Zawsze bardzo analityczny. Zawsze bardzo ambitny. Często nie do końca zadowolony. Na pewno dążący do perfekcji. Mimo niepowodzeń wraca na wysoki poziom. Ten ciężki sezon dał mu olimpijski brąz w drużynie. W ramach akcji "Dziękuję Ci mamo" firmy Procter and Gamble na miejscu w Korei sukces syna obserwowała mama skoczka Małgorzata Kot. Dziś miałem okazję spotkać się z Maćkiem i jego mamą.

Maciej Kot / Grzegorz Momot /PAP

Maciek przyznaje, że tych zakrętów na jego sportowej drodze było sporo. Czasami brakowało pomysłu, wizji. Czasami po prostu formy. To były te momenty, w których właśnie mama była dla niego oparciem. To nie jedyne momenty, w których trzeba z takiego wsparcia korzystać. Także kiedy jest dobrze warto korzystać ze wsparcia mamy czy rodziców - mówił dziś brązowy medalista olimpijski w drużynie.

Patrząc dziś na spokojnego, stonowanego Maćka Kota można mieć co do tego wątpliwości, ale skoczek z Zakopanego przyznaje, że w młodości go nosiło. Zdarzało się wybić jakąś szybę z kolegami - nie ukrywa Kot i dodaje, że później to sport był dla niego drogą do pozbycia się nadmiaru emocji. I ten sport dał mu później wielkie sukcesy. Mama Maćka, Małgorzata Kot, przyznaje, że zawsze boi się o syna, a wcześniej bała się także o drugiego - Jakuba, który także był skoczkiem i startował także w Pucharze Świata.

Analizując sukcesy kadry skoczków - te drużynowe i indywidualne - warto pamiętać o jeszcze jednym. Skoczkowie tworzą wspólnie reprezentacje, wspierają się, oddziałują na siebie, ale podczas konkursów są po prostu rywalami. Wspólnie walczą tylko w drużynie. Poza tym koledzy muszą być niejako przeciwko sobie. Najmocniej oczywiście wspieram Maćka - to mój syn i chcę, by realizował swoje marzenia. Oczywiście kibicuję Polakom, ale serce jest za Maćkiem. Znam jego drogę, wiem ile poświęcił. Z wyników innych Polaków też jestem dumna - mówi Małgorzata Kot i pokazuje tym samym, jak niełatwe relacje łączą tak naprawdę skoczków narciarskich.

Więzi i relacja w drużynie są bardzo ważne

Skoki narciarskie to sport indywidualny, ale więzi i relacja w drużynie są bardzo ważne. Dobra atmosfera, pozytywna rywalizacja wpływa na poziom gry. Ważne są pozytywne, koleżeńskie relacje. Rywalizacja musi być tylko pozytywna i sprawiedliwa. Tak jak tu. Przyjechało nas pięciu, ale jeden nie mógł skakać. Ważne, by ta decyzja kogo odstawić była podejmowała na zasadzie fair-play - mówi Maciej Kot.

Jego podejście do rywalizacji, do swoich celów jest inne niż w przypadku reszty kadrowiczów. Maciek zawsze mówi konkretnie - na przykład, że jedzie wywalczyć medal. To zupełnie inna postawa niż choćby w przypadku Kamila Stocha, który powtarza zawsze, że skupia się na pracy, na wykonaniu zadania. Kot swoimi myślami w tym zakresie dzieli się z dziennikarzami, ale nigdy nie przy kolegach: " Nie chcę wpłynąć na ich motywację, koncentrację. Cieszę się, że Stefan Horngacher szanuje to, że mam do tego inne podejście" - opowiada Kot. To tylko potwierdza dbałość o to, by atmosfera w zespole była jak najlepsza. Z jednej strony Horngacher rozumie, że każdy ze skoczków ma do pewnych kwestii indywidualne podejście. Z drugiej Maciek bardzo delikatnie w tych kwestiach postępuje. To także droga do sukcesu.

Kot przyznał, że wczoraj w końcu sprawdził z kolegami, o co chodzi z emeryturą olimpijską, która jako medaliście będzie mu przysługiwać. Fajnie, kiedy za ciężką pracę dostaje się nagrodę, ale to jeszcze długa perspektywa - stwierdza Kot.

Ten sezon nie układał się po myśli Maćka. Brakowało jakości w skokach, a niekiedy przeszkadzały warunki. Dla skoczka marzącego o olimpijskim złocie musiało być to wszystko bardzo ciężkie. Skupienie się na igrzyskach, konsekwentne budowanie formy na Pjongczang przyniosło efekty. Walczyłem do ostatniego skoku i teraz wiem, że się opłaciło. Mimo tak słabego sezonu jest ta osłoda w postaci medalu olimpijskiego. Ta moja trudna droga w tym sezonie ma swój happy-end - analizuje Kot.

Przed Kotem wiele wyzwań

Przed Maćkiem ciągle wiele wyzwań, a świetnym przykładem jest inny brązowy medalista Stefan Hula. Często krytykowany, często pozostający w cieniu, albo po prostu skaczący słabo, teraz przeżywa swoje najpiękniejsze chwile mimo 31 lat na karku. Wielu ludzi już go skreślało. Ma drugi medal na wielkiej imprezie. To niewiarygodna historia. Fajnie jest mieć takiego kolegę w drużynie. Można się od niego uczyć cierpliwości i konsekwentnego dążenia do celu - ocenia Maciek, który w tej swojej drodze do perfekcji potrzebuje na pewno między innymi właśnie więcej cierpliwości.

Podobne historie mają za sobą i wspomniany już Hula i Dawid Kubacki, a nawet Kamil Stoch. Ba, wcześniej przeżywał to Adam Małysz. Skoki narciarskie to trudna dyscyplina. Łatwo spaść gdzieś w światowej hierarchii. Nasi skoczkowie jednak potrafili się podnieść i wraz z trenerem Horngacherem oraz całym sztabem wrócić do wspaniałego skakania. Oby ta historia miała swój ciąg dalszy.