Coraz więcej polskich firm ma problemy w związku z konfliktem na Ukrainie. "Musimy być przygotowani do podjęcia radykalnych decyzji" - mówi dziennikarzowi RMF FM Krzysztofowi Berendzie prezes koncernu paliwowego Lotos Paweł Olechnowicz. Według niego, jeżeli sytuacja się pogorszy, a wywołany przez Rosjan kryzys na Ukrainie się wydłuży, to w przyszłości mogą wzrosnąć ceny paliw na stacjach.

Krzysztof Berenda: Pracuje pan w biznesie, który jest mocno uzależniony od wydarzeń na Wschodzie. Czy to, co tam się dzieje - i politycznie, i także militarnie - jakkolwiek wpływa na kondycję Lotosu, na sytuację także przyszłą?

Paweł Olechnowicz: Jak najbardziej, bo funkcjonujemy w tym środowisku gospodarczym i nie ulega wątpliwości, że to, co dzieje się na rynku, co będzie powodowało albo powoduje jakiekolwiek zmiany, wpływa na naszych klientów, a to definiuje pozycję naszej firmy. Albo in plus, albo in minus. Na dzisiaj te zjawiska nie są jeszcze takie dotkliwe i trudne. Jednak musimy być przygotowani do tego, że wydarzenia na rynku mogą zmuszać nas do bardziej radykalnych decyzji, działań - tak, by firmy funkcjonowały.

Jeżeli chodzi o same zakupy ropy naftowej, to nie ma problemu, bo możemy odejść od dostaw ze Wschodu.

Rosja rozpoczęła budowę gazociągu do Chin

Na Syberii oficjalnie ruszyła budowa gazociągu z Rosji do Chin. "Rozpoczynamy największy projekt budowlany na świecie" - oświadczył rosyjski prezydent Władimir Putin podczas uroczystości w Jakucji. czytaj więcej

Jeżeli mówimy "in minus" w tej chwili, to jak wy to odczuwacie?

Na razie to jest kwestia tego, jak rynek będzie reagował, jak rynek będzie odbierał nasze paliwa. My na razie nie mamy problemów, funkcjonujemy na pełnych obrotach. Mówimy o embargo na dostawy żywności, jabłek na Wschód, że to nie jest problem, bo Unia dopłaca, ale nie mówimy o tym, że firmy transportowe, które realizowały te dostawy, mają dzisiaj problem, bo nie mają co wozić, jeżeli chodzi o te towary. Jest pytanie, czy mogą tak szybko się przestawić, bo towaru różnego innego rodzaju jest pod dostatkiem.

No i tu pojawia się kwestia chyba bardziej naszej integracji, takiej spójności w Unii Europejskiej. Żebyśmy sobie wzajemnie w takich różnych sytuacjach umieli zbilansować pozycję, zmieniając stan aktualny na stan, który niespodziewanie wprowadzamy. To nie jest takie proste. Zawsze tego typu wydarzenia są kłopotliwe, ale powinniśmy być bardziej przygotowani, stąd dyskusje w Unii Europejskiej, żebyśmy byli spójni, żebyśmy w tej Unii zauważali problemy i umieli je rozwiązywać. Dobrze, gdyby te różne sankcje, które się wymyśla, miały w sobie również wpleciony mechanizm wzajemnego reagowania pozytywnego. Same pieniądze, rekompensaty nie załatwiają sprawy.

Jest pan w stanie ocenić, oszacować, jakie to może mieć przełożenie na wyniki finansowe Lotosu?

Zobaczymy na koniec roku. Tego nie jesteśmy w stanie zbilansować i zdefiniować. Na dzisiaj nie widzimy, jeżeli chodzi o same wyniki, że coś się dzieje takiego, co musiałoby w stosunku do ostatnich lat bardzo mocno nas zastanawiać. [...]

Czy ta sytuacja może mieć jakiekolwiek przełożenie na ceny detaliczne?

Myślę, że jeszcze nie, ale zawsze jakieś dotkliwe ruchy będą miały przełożenie na cenę.

A dostrzega pan ryzyko takich ruchów? Na razie, jeśli patrzymy na kursy ropy, to one jednak spadały, głównie w obliczu sankcji i pogłębienia recesji...

Tak, spadały i jeszcze spadają, bo jeżeli mówimy o ropie naftowej, to ropa naftowa dzisiaj utrzymuje się na przykład na poziomie stu dolarów i już tam jest "zajawka", że może być tam kilka centów poniżej. Nie jest to źle i nie odzwierciedla się to inaczej niż pozytywnie na stacjach paliw, co jest pozytywnym zjawiskiem. Musimy wiedzieć, że rynek będzie reagował tak, jaki będzie popyt, podaż i różnego rodzaju zjawiska, które będą na to wpływały. Dzisiaj ropy naftowej jest pod dostatkiem na rynku. Jest pytanie, jak długo się to utrzyma. Jeżeli będzie dalej tak, jak jest, nie przewiduję jakichkolwiek w tym zakresie i w zakresie cen paliw niesamowitych negatywnych zjawisk.