"Dzisiejszy ostrzał Izraela i słaba odpowiedz Hamasu sugerowałby, że oni słabną po prostu. Siła Hamasu ma się nijak do potężnej siły Izraela" - mówi w rozmowie z Michałem Kowalewskim Patrycja Sasnal, specjalistka od spraw Bliskiego Wschodu. "Izrael napina muskuły, by pokazać, że jest najpotężniejszym krajem w Europie" - dodaje. "Zachód znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Najpierw poparliśmy arabską wiosnę, teraz stajemy po stronie Izraela, kiedy młode państwa arabskiej wiosny stają po stronie Hamasu" - podkreśla.

Posłuchaj rozmowy Michała Kowalewskiego z Patrycją Sasnal

Michał Kowalewski: Agencja France Presse podała, powołując się na palestyńskie władze, że możliwy jest w ciągu dwóch rozejm między Palestyńczykami i Izraelem. Czy Pani zdaniem to może oznaczać, że opór Palestyńczyków słabnie?

Patrycja Sasnal, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, specjalistka od spraw Bliskiego Wschodu: Tak, na to by wyglądało. Dzisiejszy ostrzał Izraela i słaba odpowiedz Hamasu sugerowałby, że oni słabną po prostu. Siła Hamasu ma się nijak do potężnej siły Izraela. Większość rakiet wystrzeliwanych z terytorium Gazy jest przechwytywana przez Żelazną Kopułę - izraelski system obrony przeciw rakietowej. Rakiety Hamasu są domowej roboty i nijak się mają do sprzętu izraelskiego.

A czy Hamas w tej chwili jest dozbrajany przez Iran? Czy takie informacje można uznać za wiarygodne?

Nie. Oczywiście był przez lata dozbrajany przez Iran. Izrael chciałby przedstawiać Hamas jako taką mackę irańską, że te macki sięgają aż Izraela, ale tak nie jest w rzeczywistości. Macka irańska jest coraz krótsza, a Hamas znajduje przyjaciół gdzie indziej. Im chodzi właściwie o siebie, o Gazę, o sprawę palestyńską.

Z jednej strony słabnący opór Palestyńczyków, z drugiej strony szykująca się inwazja lądowa po stronie Izraela. Izrael nad granicą gromadzi wielotysięczne wojsk. Ta inwazja lądowa - rzeczywiście może do niej dojść w najbliższym czasie?

Ciągle mi się wydaje, że nie, bo byłoby to przeciwskuteczne dla samego Izraela. Po inwazji lądowej na przełomie 2008 i 2009 roku i tak zwanej wojnie w Gazie, gdzie zginęło tysiąc czterystu Palestyńczyków i trzynastu Izraelczyków Izrael stracił wizerunkowo ogromnie. Pogorszyły się stosunki z Unią Europejską i z innymi państwami. Zresztą, powodowałoby to też najprawdopodobniej większe straty w ludziach, a to ryzykowne a propos nadchodzących wyborów w Izraelu. To zupełnie ryzykowne. Wydaje mi się, że Izrael chce tylko pokazać, że w każdej chwili jest gotowy wejść na terytorium Gazy, ale ostatecznie tego nie zrobi, bo nie ma po co. Jest w stanie z powietrza zniszczyć właściwie wszystko. Nie ma takiej potrzeby żeby wchodzić.

To w takim razie te zapowiedzi służą tylko powiększeniu poparcia premiera Beniamina Netanjahu w jego własnym kraju?

Tak i przestraszeniu Hamasu, który nie może odpowiedzieć z taką siłą, z jaką pewnie by chciał. Ja widzę to, co się dzieje w Gazie jako taki test Izraela.  Izrael testuje otoczenie. Zaczęła się ta eskalacja tydzień temu właściwie nie z powodu Hamasu. Na początku listopada najpierw zginął jeden Palestyńczyk na granicy Gazy z Izraelem. Później Palestyńczycy zaatakowali patrol graniczny izraelski. Później przez tydzień rzeczywiście leciało tych rakiet ze strony Hamasu dużo, 200-300, ale 12 listopada przedstawiciel Hamasu powiedział, że oni są właściwie gotowi na rozejm. Następnego dnia minister izraelski mówi, że też są właściwie blisko

Jeszcze po drodze zabicie szefa zbrojnego skrzydła Hamasu.

Izrael swoje muskuły napina, żeby pokazać, że on tutaj w regionie jest, jest nadal najpotężniejszym krajem. Niezależnie od tego, co się dzieje w Egipcie, niezależnie od tego, jak tam się zmienia władza.  Izrael też nie chce, żeby Palestyńczycy się za bardzo uniezależnili. Hamas znajduje nowych przyjaciół i nowe źródła finansowania. To się oczywiście Izraelowi nie może podobać, a z drugiej strony Abbas na zachodnim brzegu wymyślił, że pod koniec listopada pójdzie do ONZ-u do Zgromadzenia Ogólnego prosić o status niepaństwowego obserwatora w ONZ. To też dałoby jakieś wizerunkowy plus, wizerunkowe zwycięstwo dla Abbasa. Izrael nie może na to pozwolić, bo ta sprawa palestyńska wymknęłaby się im w ten sposób spod kontroli.

Powiedziała pani, że to jest testowanie otoczenia. Jak szerokiego otoczenia? Czy to jest także testowanie poparcia sojuszników Izraela?

Zachód znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Najpierw poparliśmy te rewolucje arabskie, arabskie przebudzenia, arabską wiosnę. Teraz stajemy po stronie Izraela, kiedy wszystkie młode państwa arabskiej wiosny stają po stronie Hamasu, po stronie palestyńskiej.